Press "Enter" to skip to content

Nie mam drobnych za usługę

Rozmowa z ks. Witoldem Kosińskim

 – W listopadzie 2000 roku przybył ksiądz do Kołobrzegu.

– Faktycznie do Kołobrzegu przybyłem w listopadzie 2000 roku. Na mocy dekretu Biskupa Polowego Wojska Polskiego gen. dyw. Sławoja Leszka Głódzia objąłem placówkę , którą była parafia wojskowa pw. św. Macieja Apostoła. W sumie służyłem w Garnizonie Kołobrzeg przez 16 lat.

– Jakie wrażenie zrobił na księdzu Kołobrzeg?

– Na początku, myślę o pierwszych dniach pobytu, byłem lekko przestraszony nową sytuacja, obowiązkami i samym otoczeniem . Chociaż już wcześniej , jeśli chodzi o liczbę mieszkańców dano mi było pracować w latach 1990 – 1997 na misjach na Białorusi w mieście Kobryń. Kołobrzeg znałem wcześniej tylko i wyłącznie z przekazu ustnego, czy też z racji odbywającego się tutaj w swoim czasie Festiwalu Piosenki Żołnierskiej. Powoli odkrywałem poszczególne części Kołobrzegu , chociaż chcę przyznać, że na początku nie było to takie proste, bo obowiązków zawiązanych z pracą duszpasterską było bardzo dużo. Ogólnie mówiąc Kołobrzeg przypadł mi do gustu.

– Co było najtrudniejsze w pracy duszpasterskiej?

– Myślę, że kwestia dotarcia z przekazem ewangelicznym do poszczególnego człowieka. Pan Bóg stworzył nas wolnymi ludźmi a więc w tej wolności każdy ma prawo dokonywać takich wyborów, które jemu odpowiadają a ksiądz ma być tym, który będzie pomocny by tą wolność dobrze zagospodarować.

– Gdyby mógł ksiądz podsumować swoją posługę w Kołobrzegu, to co uznałby ksiądz za jej sukces?

– Jeśli coś się udało w sensie wewnętrznym duchowym, to dziękuję Bogu, a w sensie zewnętrznym dziękuję za spotkanych ludzi, dzięki którym (to właśnie ich zasługa) stało to, co się stało. Odnowiona kaplica wewnątrz i zewnątrz, obejście tejże kaplicy. Ale myślę, że to tylko dodatek do uroczystości .Najważniejsze jest to, ile udało się wprowadzić dobra w serce człowieka . A to sam jeden Pan Bóg wie.

Niedawno zmarł niezwykły duszpasterz, ksiądz prałat Józef Słomski. Jakim go ksiądz zachowa w pamięci?

Widomość o śmierci ss. Prałata Józefa Słomskiego bardzo mnie poruszyła. Kiedy przybyłem do Kołobrzegu przyjął mnie z otwartymi ramionami i sercem pełnym miłości. Czułem Jego taką ojcowską bliskość. Kiedy pełnił obowiązki proboszcza katedry kołobrzeskiej zawsze, kiedy odbywały się uroczystości patriotyczne, wojskowe czy parafialne ks. Prałat Józef chciał, żeby kapelan garnizonu zajmował uprzywilejowane miejsce. Był dla mnie ostoją, pomocą i takim dobrym druhem .A potem kiedy przeszedł na emeryturę kapłańską z wielką radością podejmował obowiązki duszpasterskie w naszej kaplicy garnizonowej. Pozostanie w mojej pamięci jako człowiek, kapłan wielkiego formatu, który kochał Kościół, Ojczyznę i ludzi do których był posłany. Często o tym ksiądz Prałat mówił przy okazji naszych prywatnych rozmów.

– Ksiądz Prałat Józef miał swoje powiedzenia, które przeszły już do legendy. A czy właśnie księdzu coś z tych powiedzeń utkwiło w pamięci?

Kiedyś, co często zresztą starałem się czynić, podawałem księdzu Józefowi płaszcz, i wtedy usłyszałem z jego ust, takie radosne stwierdzenie – księże komandorze, ale nie mam drobnych za usługę…

– Obecnie jest ksiądz na emeryturze. Jak się ksiądz odnajduje w roli emeryta? Gdzie ksiądz obecnie przebywa?

– Jest to tylko emerytura woskowa , nadal pełnię swoje obowiązki wynikające ze posługi kapłańskiej. Pomagam księżom w swoim dekanacie, chociaż nie tylko, bo taka pomoc duszpasterska jest potrzebna w diecezji . Mieszkam w rodzinnej miejscowości na pięknym Podlasiu na terenie diecezji drohiczyńskiej.

– Dziękuję za rozmowę. (JP)

Mission News Theme by Compete Themes.
error: Treści chronione prawem autorskim. Kopiowanie zabronione.