Press "Enter" to skip to content

Posts published in “Archiwum”

Przebaczenie – słowo księdza Marka Żejmo na niedzielę 13 września 2020

Dzisiejsza ewangelia mówi nam o sprawie niezwykle trudnej, ale takoż niezwykle ważnej: o przebaczeniu. Piotr pyta Jezusa czy istnieje w ogóle potrzeba przebaczania; czy powinno się przebaczać, a jeżeli tak, to do jakiego punktu, jak długo. Czy jest gdzieś granica przebaczania. Jezus odpowiada jednoznacznie: przebaczenie jest nieodzowne w naszym życiu. Przebaczać trzeba zawsze. Bez niego, bywa, że życie staje się nieznośne. Przebaczenie przypomina utylizację odpadów. Gdybyśmy ich nie unicestwiali, to wkrótce uniemożliwiły by nam życie. Podobnie, gdybyśmy nie utylizowali naszych nienawiści i pretensji, wkrótce również nie pozwoliły by nam normalnie żyć. Bez przebaczenia nie można też iść za Jezusem. Nie można bowiem naśladować Jezusa, mając jednocześnie w sercu nienawiść do kogoś, w kim On jest. Na tym polega faryzeizm. Przebaczenie jest dla chrześcijan sprawą niezwykłej wagi.

Ale skoro jest ważne, to zarazem jest niezwykle trudne. Może nawet najtrudniejsze z wszystkich trudności życiowych. Pomyślmy, że w tej właśnie chwili musimy wybaczyć komuś, kto nas bardzo poważnie skrzywdził. Naprawdę wybaczyć; w sercu; nie chowając najmniejszej urazy. Strach nawet pomyśleć. A tu, na dodatek, trzeba tak zawsze. Prawdziwe katusze. Przywykliśmy do tego, że chowanie urazy, niechęć, czy wręcz nienawiść, są swoistą dydaktyką, nauczką dla kogoś, kto wyrządził nam krzywdę. Uważamy, że jeżeli nie wybaczamy komuś jego winy względem nas, postępujemy sprawiedliwie, sami karząc winowajcę. Że mamy do tego moralne prawo, bo przecież i my zostaliśmy niesłusznie skrzywdzeni. Że to jest forma legalnego samosądu. Nic bardziej mylnego; uczenie kogoś przy pomocy zła (choćby było tylko odpłatą za inne zło), niczego go nie nauczy, poza chęcią odwetu.

Niechęć do przebaczenia jest nieraz tak mocna, że przeradza się w niemożność. Niektórzy potrafią nie wybaczyć przez całe życie. Inni nie wybaczają nawet najbliższym osobom, jeszcze inni chcieliby wybaczyć, ale nie potrafią. Jeszcze inni przychodzą do Jezusa i proszą, aby im wybaczył ich grzechy, ale sami wybaczyć innym nie potrafią. I o tym właśnie mówi Jezus w drugiej części dzisiejszej ewangelii. Oto przyprowadzono przed oblicze króla dłużnika, który był mu winien 10 000 talentów. Mogło to być ćwierć tony złota lub srebra. Jego dzisiejsza wartość, to 55 000 000 zł. I powiedział, że nie ma tylu pieniędzy i nie może ich oddać. Więc król mu darował. I wtedy, ten przewrotny człowiek poszedł do swojego dłużnika, który był mu winien 100 denarów. To, w porównaniu z długiem tego pierwszego, niewiele, bo niecałe 80 000 (wg dzisiejszych przeliczników). On jednak, mimo, że darowano mu ogromny dług sam nie chciał innym darować: Chwycił swojego dłużnika i zaczął dusić, mówiąc: Oddaj, coś winien! Ten, upadł przed nim i prosił go: Miej cierpliwość nade mną, a oddam tobie. On jednak nie chciał, lecz poszedł i wtrącił go do więzienia, dopóki nie odda długu. Dobro, którego doświadczył jeden człowiek, nie znalazło kontynuacji. A to jest, jak uczy Jezus, jedyny mechanizm pomnażania dobra: sam otrzymałeś – daj innym, tobie darowano – i ty daruj innym. Jeżeli to, co otrzymaliśmy albo nam darowano, zatrzymujemy tylko dla siebie, przerywamy łańcuch dobra. Bo tak naprawdę niczego nie możemy zatrzymać dla siebie. Wszystko będziemy musieli zwrócić. Dobro nie jest niczyją prywatną własnością. Dobro pochodzi od Boga i jest naszą własnością wspólną.

Ks. dr Marek Żejmo

Mission News Theme by Compete Themes.
error: Treści chronione prawem autorskim. Kopiowanie zabronione.