Press "Enter" to skip to content

Zdążyłeś Iruś na Jego imieniny. Teraz poczekajcie na mnie! – wyznał ks. prof. Marek Żejmo na Mszy pogrzebowej swojego ukochanego brata. Zdjęcia

W czwartek, o godzinie 11.00 w kościele pw. Matki Bożej Uzdrowienia Chorych w Dźwirzynie odprawiona została Msza św. pogrzebowa zmarłego w poniedziałek, w kołobrzeskim szpitalu, księdza Ireneusza Żejmo, której przewodniczył biskup pomocniczy Krzysztof Włodarczyk. Obecni byli księża, w tym koledzy „rocznikowi” ks. Ireneusza z czasów studiów w seminarium duchownym i wierni.

Wzruszającym momentem sprawowanej Eucharystii było kazanie wygłoszone przez ks.dr Marka Żejmo, proboszcza parafii dźwirzyńskiej i brata zmarłego.

Kiedy odchodzą bliscy – Ty Panie, przychodzisz bliżej. I bliscy są nam jeszcze bliżsi, bo dzielą z Tobą Twoją obecność która nie zna odległości, która nie dzieli, i nie oddala. Godzina w której odchodzą bliscy jest godziną w której opada zasłona doczesności, która odsłania to, co dotychczas było zakryte lub niedostrzegane, co wydawało się błahe, mało istotne, a teraz stało się nagle widoczne w całej prawdzie…. My właśnie stanęliśmy dziś w tej szczególnej godzinie w której spływa łaska widzenia – już bez zasłony doczesności. Zaczęliśmy więc widzieć dalej i rozumieć lepiej. I nie przeszkadzają nam już nasze myśli uwięzione w mądrych książkach, nasze oczy uwięzione w doczesności, nasze nadzieje pokładane w rzeczach marnych. Stajemy na początku tej przedziwnej drogi, na której nic się nie kończy, a wszystko się zaczyna, na której nic się nie ukrywa, a wszystko się objawia, na której nikogo się nie traci a tylko prawdziwie spotyka: drogi do Emaus, drogi do Ciebie, Panie.– rozpoczął swoją homilię ks. Marek.

– Kiedy więc my, w tych ostatnich dniach, szliśmy do naszego Emaus, trochę smutni zwyczajnym ludzkim smutkiem, Ty Panie, przyłączyłeś się do nas i poprowadziłeś nas jedną z najpiękniejszych i najmądrzejszych dróg – drogą do Emaus. Zaczęła się ona smutkiem i rozterką, ale u jej kresu ukryła się niewyobrażalna radość: radość z tego, że przecież zawsze szedłeś z nami, podczas całej tej drogi, mimo że my, nieuważni (roztargnieni) nie zawsze o tym wiedzieliśmy. I radość z tego, że i my jesteśmy z Tobą; zanurzeni w Twej obecności trochę nieporadnie, jak to dzieci… ale na dobre i na złe: w smutku i chorobie, w dobrej i złej doli…- mówił dalej ks. Marek

– Mój Brat, poprzez koleje swego życia, zanurzony był w Twoim życiu, Panie. Przez swoje cierpienie – w Twoim cierpieniu. Przez swoją śmierć – w Twojej śmierci. A teraz, wierzę, że nadeszła Jego godzina zmartwychwstania z Tobą. Bo wiem to z pewnością niewzruszoną, że mój Brat w dobrych zawodach wystąpił, wiary dochował. Więc żywię nadzieję, która według Twojej obietnicy zawieść nie może: że na koniec odłożyłeś dla Niego wieniec chwały, który mu oddasz w tej właśnie godzinie. – stwierdził brat zmarłego.

– W moim życiu otrzymałem podwójną łaskę: podwójnego braterstwa: braterstwa krwi i braterstwa jako sakramentalnego, niezatartego znaku odciśniętego w duszy. Pozwoliło mi to lepiej zrozumieć kapłaństwo jako więź braterską. Braterstwo krwi pozwala rozumieć to, że o brata trzeba dbać i troszczyć się. Istotą braterstwa jest troska wykraczająca poza bramę egoizmu.

Szczególnie wtedy gdy brat apeluje o pomoc – mówił ks.Marek Żejmo.

Obecni na Mszy św. wiedzieli co spotkało księdza Ireneusza:ponad 10 lat temu przypadło mu bowiem dźwigać własny krzyż opuszczenia, odtrącenia, pomówień, ostracyzmu. Cierpiał duchowo a później już fizycznie.

-My dziś odchodzimy od braterskiej więzi w kapłaństwie zastępując ją tandetnymi erzacami: znajomościami, swojactwem, elitarnością, solidarnością „zawodową” i najgorszym ze wszystkiego: strategią bycia księdzem. Strategia oznacza odejście od norm, zasad, wartości, uniwersalizmu, i nade wszystko prawdy. Opuszczenie prawdy skazuje nas na głoszenie sloganów. Mimo to staramy się znaleźć sposób na to, jak ugrać (osiągnąć) jak najwięcej. Jak wygrać. I dopóki strategia pozwala nam osiągnąć sukces dotyczący wszystkich, to dobrze. Gdy jednak strategia ogranicza się tylko do zaspakajania własnych ambicji, realizowania egoistycznych projektów życiowych, staje się niebezpieczna dla otoczenia. Nie buduje bowiem prawdziwych, ludzkich i braterskich relacji, a jedynie zainteresowane własnym sukcesem egocentrycznego życia. Jak, (przepraszam za skrzywienie zawodowe), leibnicowskie monady: samowystarczalne, odizolowane od przyjaźni i braterstwa zamknięte światy, realizujące się na drodze konsumpcji własnych możliwości. Jeżeli ktoś szuka przyczyn jakichkolwiek kryzysów wspólnotowych (rodzina, małżeństwo, kapłaństwo) to u podstaw leży zamiana zwykłych i ludzkich relacji i odniesień na strategię. Strategia może cię zabić. I niejednokrotnie do tego zmierza. Niestety już nie tylko wirtualnie.

Ksiądz Irek padł ofiarą właśnie strategii. – smutno przyznał ks. Marek. Kaznodzieja podzielił się dwoma świadectwami o swoim zmarłym młodszym bracie.

Moja, nasza przygoda z ks. Irkiem zaczęła się w 1989 w nowopowstałej parafii pw. Trójcy Świętej w Mierzynie. Proboszcz (…) trafił na nieznany grunt, bez dachu nad głową. Wtedy też poznał naszą rodzinę. Chyba los tak chciał. Od mojej babci otrzymał dach nad głową, a tym samym plebanię, która służy już kolejnemu księdzu. Luksusów jak na tamte czasy nie było ale wiara i determinacja księdza pozwalała tworzyć parafię, łączyć ludzi. Ja pamiętam ks. Irka jako człowieka z werwą do działania. Kościół parafialny był jego oczkiem w głowie. Robił co mógł i na ile finanse pozwalały. Od dziecka żyłem w otoczeniu księdza sąsiada.

Może też przez to podejście do osoby duchownej nie jest dla mnie niczym nadzwyczajnym. Codzienne śniadania proboszcza wyznaczały czas. Ósma rano była święta. Mama każdego dnia przygotowywała śniadanie, a potem także obiad. To był nasz ksiądz przyjaciel. Nigdy nie odmówił pomocy, często bywał także “gościem” od aplikacji morfiny dla mojego dziadka chorego na raka kości. Nie brzydziła go choroba. Jakże ciężkim wyzwaniem dla niego było pochować swojego sąsiada, kompana rozmów. Przykre jest natomiast to jak został potraktowany (…).

(…). Oddając całego siebie w zamian nie otrzymał nic. Potraktowany jak niechciany pasażer na statku. Odrzucony czuł się winny, (…), tak jakby się wstydził. – tak zapamiętał ks.Ireneusza pan Jakub. Potem przytoczył moje świadectwo, które opublikowałem w swoim artykule wspomnieniowym o zmarłym. Ksiądz Marek je przypomniał, bo zawiera piękne i ważne przesłanie.

– Kiedy ostatni raz z Nim rozmawiałem ( telefonicznie) cztery dni przed śmiercią, leżał sam w szpitalnej sali. Głos miał pogodny, nic nie wskazywało, że nadejdzie kryzys i że przyjdzie Mu odejść do Pana. Zapytałem, rozpoczynając rozmowę, jak się czuje. – Żyję, czytam, rozmyślam i rozmawiam z Bogiem, On jest w każdej godzinie w której żyję – usłyszałem. Gdy wymieniliśmy się swoimi opowieściami pod nazwą „ co u mnie”, na zakończenie naszej rozmowy usłyszałem z ust ks. Ireneusza wypowiedziane słowa po łacinie: Nulla sine Deo mens bona est . Zacząłem szybko w pamięci szukać polskiego znaczenia tej myśli, ale ks. Ireneusz mnie uprzedził. – „Bez Boga żadna myśl nie jest dobra”.- powiedział – Niech te słowa, codziennie Panu towarzyszą – poprosił ks. Ireneusz, który był kapłanem o duszy artysty.

Ksiądz Marek przypomniał także fragment jednego z tekstów swojego brata jakie ukazywały się na portalu „Kołobrzeg Wiary”, którego ks.Irek był stałym współpracownikiem. – Ten portal dał mojemu bratu azyl – przyznał ks. Marek.

– Może wyobrażasz sobie że to będzie tak, jak bywało tyyyyle razy gdy udawałeś się w daleką podróż…uporządkujesz pospiesznie swoje ostatnie sprawy, które być może od dawna leżały niezałatwione… zostawisz ostatnie zlecenia…. Być może sprawdzą się twoi przyjaciele i koledzy… w ostatnich godzinach okażą się zainteresowani, może obrażający się albo wyrozumiali… odwiedzą cię w szpitalu lub nie bo…. przebaczający lub absolutnie wierni…Powiesz może każdemu z nich – wybacz uchybienia, pośpiech, pozdrów siostrę, kłaniaj się ojcu, do widzenia, do zobaczenia…. zobaczymy się przecież….Ostatnie uśmiechy, ostatnie uściski dłoni, ostatni widok tych, którzy ci w życiu towarzyszyli…Ostatnie westchnienie i ostatnia łza która potoczy się po twojej twarzy… A tymczasem to będzie zaskoczenie. A tymczasem ty do końca nie będziesz wiedział, że TO JUŻ.

Bardzo przejmujące było odczytanie przez księdza Marka osobistego wpisu brata Ireneusza z ósmego maja 2016 o godzinie 10.59:

Dziś są Twoje imieniny Tato… nie ma Cię już tu… chcę powiedzieć Ci że bardzo tęsknię i kocham… jesteś cudowny… uczyłeś nas miłości i szacunku do Rodziny, Kościoła, ludzi… uczyłeś nas patriotyzmu… sam byłeś uciekinierem z Sybiru do armi gen. Andersa, biłeś się w Afryce, pod Piedimonte i Monte Casino, byłeś w Anglii, byłeś cichociemnym i spadochroniarzem… byłeś wspaniałym Polakiem, mężem i naszym Tatą… poczekaj na mnie w Niebie… padniemy sobie w ramiona. Tato kocham Cię.”. I po tych słowach padło z ust ks.Marka bardzo osobiste wyznanie wypowiedziane łamiącym się głosem w gardle: Zdążyłeś Iruś na Jego imieniny. Teraz poczekajcie na mnie!

Kazanie swoje ks. Marek zakończył następującymi słowami:

-Prosimy Cię zatem Panie: przyjmij Go nie z powodu Jego zasług, ale dzięki Twojemu przebaczeniu. Modlimy się dziś modlitwą jednego słowa: Przyjmij! Przytulamy ją do Eucharystii, dzięki której w ogóle ma sens. Łączymy ją ze zbawczą ofiarą Chrystusa, dzięki której może się w ogóle spełnić. Przyjmij Ofiarę, którą Ci składamy, przyjmij modlitwę jednego, najważniejszego w tej godzinie słowa, którą nosimy w sercach i przyjmij mojego Brata do Domu. Przyjmij, jak przyjąłeś dary sprawiedliwego Abla i ofiarę Patryjarchy naszego Abrahama: jako ofiarę miłą Tobie i zbawienną dla Niego.

Dziękujemy, że doprowadziłeś Go do kresu drogi, że zdjąłeś z Jego oczu zasłonę doczesności i ukazałeś swoje pogodne Oblicze. I że my idziemy dalej tą mądrą i dobrą drogą do Emaus, drogą do Ciebie.

Dziękujemy Ci, że przeprowadziłeś mojego Brata z jednego do drugiego życia tak, jakby między nimi nie było dramatu umierania.

Dziękuję Ci za Jego obecność, w której naprawdę to Ty jesteś obecny. Poprzez którą błogosławiłeś naszym dniom.

Dziękuję Ci za Jego miłość, której doznawałem bez najmniejszej nawet przerwy. Miłość ta z Ciebie jest. Bo cierpliwa jest i łaskawa, nie zazdrości i nie szuka poklasku, nie unosi się pychą, nie szuka swego i złego nie pamięta. Z Ciebie jest, a płynie przez serce Najświętszej Panienki – Matki matek.

Dziękuję Ci za dobro, które dzięki Niemu odkrywamy i odkrywać będziemy.

Dziękuję za to, że pozwoliłeś nam zachować nie tylko pamiątkowe albumy zamknięte w szufladach naszych biurek, ale przede wszystkim to właśnie doświadczenie dobra i miłości, które zamknęliśmy w szkatułkach naszych kruchych serc, gdy zatrzymało się serce mojego Brata.

Te nasze prośby i dziękczynienia, złączone z Ofiarą Twojego Syna, którą przeżywamy w Eucharystii kierujemy do Ciebie Boże, wiecznie przychodzący do nas, niegościnnych.Abba!Ojcze!

Po zakończeniu Mszy Świętej ma miejsce obrzęd Ostatniego Pożegnania. Trzykrotnie biskup Włodarczyk pokropił trumnę z ciałem ks.Ireneusza wodą święconą, a później okadził ją kadzidłem. Pogrążeni w żałobie uczestnicy zaśpiewali antyfonę „Niech aniołowie zawiodą cię do raju”.

Ksiądz Ireneusz Żejmo spocznie na cmentarzu w Szczecinku, gdzie pochowani są jego Rodzice.

Jacek Pechman
Fot. Jerzy Błażyński

 

 

Inne artykuły GłównaWięcej wpisów »