Press "Enter" to skip to content

Kapłańskie słowo

Każdy z nas z pewnością zapamiętał, chociaż jedną w życiu homilię, która wywarła jakiś wpływ na dalsze życie, coś się od niej rozpoczęło dobrego, zainspirowało, na trwałe zamieszkało w sercu i duszy. Jedną z ważnych części Eucharystii jest właśnie kazanie. Uczestnicząc w niej czekamy z niecierpliwością, co dzisiaj przekaże nam kaznodzieja. Na jakie słowa z Ewangelii zwróci nam uwagę, omówi je i jakie przekaże przesłanie. Kazanie to słowa. W każdej chwili jest przy nas świat słów, surowy i bogaty. Materiał, obok którego możemy przejść na próżno albo podjąć słowo jak kamień, który w kogoś rzucimy, albo jak kamień, który oszlifujemy, albo jak kamień z którego w skupieniu, w trudzie wykujemy trwały znak.

Ksiądz głoszący kazanie powinien wiedzieć, że słowa też żyją. Można więc podtrzymać życie słowa, albo je pomnożyć. Ale słowa też umierają śmiercią naturalną albo gwałtowną, można słowa nadużyć, można zadręczyć słowo albo wskrzesić. Kapłan sam decyduje, sam dokonuje wyboru jakie słowa skierować do nas, odrzucając promowanie siebie i przeróżne kalkulacje, bacząc, by na koniec nie wpaść w pułapkę forsowania na siłę „swego”, bo to „swoje” zawsze jest niedojrzałe w sprawach odnoszących się do Boga. Słowo ma pozostać wierne głosowi Ducha Świętego. I dlatego zawsze wierzymy, że wybierze te najwłaściwsze.

Może się zdarzyć, że słowo wypowiedziane podczas kazania przetrwa każdego z nas, może zostawić po sobie ślad w czyjejś pamięci, w czyimś użytkowaniu, na czyjeś dobro i zło. Na czyjeś cierpienie i czyjąś radość. Na czyjeś odrzucenie i czyjeś umiłowanie. Słowa, słowa, słowa…

Jacek Pechman

Inne artykuły GłównaWięcej wpisów »