Press "Enter" to skip to content

Felieton miejski. Banaś komentuje: Nie pozwól sobą manipulować

Należy jeszcze bardziej rozkołysać łódkę. Wtedy to pasażerowie skupią się na swoim bezpieczeństwie a w zagrożeniu namiętnie będą podziwiać bohaterskiego sternika. Metafor na temat zarządzania społeczeństwem jest bardzo wiele. Jest też taka o kozie. Jeżeli społeczeństwo narzeka, że ma małą przestrzeń życiową, np. ciasne mieszkanie, wprowadź im do mieszkania kozę, czyli jeszcze bardziej utrudnij egzystencję. Po co? Bo, kiedy uwolnisz ich od kozy, gdy rozkażesz im kozę sprzedać, narzekający odczują to jako gwałtowną ulgę. Proste?

Co najmniej od czasu panowania faraonów ludzkość specjalizuje się w zarządzania grupami swoich współbraci. Wśród metod jest także najdawniejsza, biblijna i ewangeliczna – podburzanie tłumów. Trwa i niezmiennie nadal jest najbardziej skuteczna. Specjalizowali się w tym królowie, teraz zajmują się tym władcy medialni. Metoda jest taka sama – opłacone słowo. Schemat jest tak prosty i czytelny, iż każdorazowo doznajemy zdziwienia, że jednak nadal działa. Działa, ponieważ nasz niedoskonały atawistyczny układ nerwowy mimo, że całym jestestwem temu się przeciwstawiamy, uruchamia odwieczne kody alarmowe.

Nawet tonem wypowiedzi, sposobem układania zdań, wykrzyknikami, możemy do podświadomości odbiorcy, rozmówcy, słuchacza, wprowadzić sygnały alarmowe o grożącym niebezpieczeństwie. Odbiorca choć, jemu samemu się wydaje, że potrafi oddzielić podszczuwanie od rzeczywistości, popada w popłoch, a w zasadzie w popłoch wpada jego organizm. Zaczyna się produkcja chemiczna adrenaliny a wyprodukowane paliwo musi zostać wypalone. Stąd już tylko krok do działań irracjonalnych, czyli ratuj się kto może. Zarządzający lękiem, staje się zarządzającym tłumem.

Jest to tym ciekawsze, że manipulowani zarzekają się o posiadaniu swojej wolnej woli. Czytają najnowsze książki z dziedziny socjologii i polityki społecznej, mają ugruntowane przekonania, żaden podżegacz nie ma na nich wpływu. Nic bardziej mylnego.

Badając wpływ reklamy na odbiorów, stwierdzono, jednak na usprawiedliwienie dodam, że nie tak dawno, że nawet kiedy nie patrzmy na reklamę, ale znajduje się ona w naszym polu widzenia oddziałuje na nas i kształtuje nasze decyzje. Krótko mówiąc – jeżeli ci się wydaje, że bilbord z reklamą rajstop nie wpływa na twoje pobudzenia seksualne jesteś w błędzie. Twierdzisz że nie działają na ciebie kobiece uda? Nadal jesteś w błędzie. Jeżeli uda były w twoim polu widzenia do mózgu popłynęły już odpowiednie sygnały.

Jeszcze gorzej sprawa się przedstawia jeżeli chodzi o dźwięki, które docierają do twojego mózgu. Nie słuchasz przemawiającego w telewizorze autorytetu, bo akurat krzątasz się w kuchni, ale twój mózg go słyszy, analizuje jego ton, rozważa jego komunikaty, pod kątem twojego bezpieczeństwa. Jest zagrożenie, łódka się kołysze, musicie kupić natychmiast kozy i zakwaterować je w swoich mieszkaniach. Jeżeli tego nie uczynicie, biada nam, biada, wszyscy zginiemy.

Irracjonalne? Śmieszne? Nie bardzo. Twój mózg już zadecydował, pierwotne lęki zostały uruchomione, ratuj się, kto może – a nawet jeżeli nie ma zagrożenia, to co w końcu przeszkadza mi koza. Jeżeli mówi to autorytet? Kupujemy kozę.

Istnieje obrona przed tym masowym szaleństwem. To po pierwsze świadomość. Nie zmienię rozkazem swojego organizmu, on nadal będzie produkował adrenalinę, gdy krzykną “zagrożenie! alarm!” ale mogę spróbować nad tym zapanować. Po drugie, trzeba unikać odbioru treści w tzw. tle. Idiota krzyczący na całą wioskę, że “zgroza i skandal!” “niebezpieczeństwo i zagrożenie!” jest nie groźny. Jest łatwo definiowalny, rozpoznawalny, no taki sobie powiedzmy koloryt lokalny. W każdej społeczności trafia się egzaltowany głupek, tolerowany na posadzie błazna. Jednak głupek i autorytet, to już jest mieszanina nieubezpieczana. Głupek podparty autorytetem, może doprowadzić do zbiorowej autodestrukcji. Oczywiście podburzony tłum, po jakimś czasie, ochłonie, dojdzie do przytomności, ale wtedy najczęściej okazuje się, że jest to za późno. Podjęto działania destrukcyjne, wycięto zagrażające bezpieczeństwu drzewa, choć nie zagrażały, zburzono zabytkowe budynki, choć były cenne i do uratowania, zwolniono pracownika, choć był wartościowy.

Ostatecznie płacący za podburzanie tłumu, utrzyma się na powierzchni, bo zawsze zdąży kazać sprzedać kozę ale głupek pozostanie głupkiem. Jaki będzie miał dorobek życia? Podburzałem tłum, kołysałem łodzią, kazałem kupować kozy? Szczułem na ludzi. Czyż robiłem coś złego? Legalnie zarabiałem pieniądze. Pieniądz jak wiadomo nie śmierdzi.

Oczywiście tak jak i w atawistycznym zakodowaniu naszego jestestwa, tak i w tym przypadku pod wpływem tego tekstu nie dojdzie ewolucyjnych zmian. Nie przestaniemy ulegać reklamom, dziwnym autorytetom i szczującym sensatom. Pełni lęku, w rozkołysanej łodzi, zrobimy wszystko dla iluzorycznego bezpieczeństwa, nie zastawiając się kto i dlaczego tą łodzią kołysze. Będziemy ulegać, bo tak jesteśmy zbudowani. Ewangeliczna rewolucja Jezusa polegała na pokazaniu wartości nadrzędnych nad władzą i autorytetami. Oderwanie się od zwierzęcego atawizmu na rzecz wartościowania jest procesem ewolucyjnym. Do dzisiaj ta nauka jest aktualna, tylko nadal mimo dwóch tysiącleci mamy problem z jej zrozumieniem. Pozostaje praktyczne wezwanie do czujności, by nie dać sobą manipulować.

Jarosław Banaś

Autor jest dziennikarzem oddziału
Radia Koszalin w Kołobrzegu

Inne artykuły GłównaWięcej wpisów »