Press "Enter" to skip to content

Hojność Piotra. Z przebaczenia nie można urządzać księgi obrachunkowej ani widowiska

Panie, ile razy mam przebaczać? Czy aż siedem razy? – zapytał Piotr. Rzekł mu Pan: Nie mówię ci, że aż siedem razy, ale że aż siedemdziesiąt siedem razy.

O, Piotrze, Piotrze, jak bardzo chciałeś być hojnym i jakże bardzo Pan ciebie zaskoczył. Czy tym pytaniem, Piotrze, chciałeś błysnąć przed innymi? Być może wydawało ci się, że siedem to już doskonałość, tymczasem Pan proponuje jeszcze doskonalszą drogę. On zawsze zaprasza nas dalej i głębiej. Jego wymagania są troską o nasze zbawienie i wieczne trwanie wraz z Nim. Jego droga jest zawsze „o jeden krok dalej”. Mógł przecież „tylko” przyjść na świat, zostać królem, objąć panowanie. Nie. On poszedł na Golgotę. Ale i to nie był koniec, bo zmartwychwstając i zasiadając po prawicy Ojca, wprowadził nasze człowieczeństwo we wnętrze Trójcy Przenajświętszej. Jakże małe wobec tego wydają się być nasze wyobrażenia o doskonałości – jakże nasze myślenie o doskonałości jest niedoskonałe. Jezus w ten sposób burzy wszelkie nasze mniemanie o nas, jako o osobach idealnych, pobożnych i miłosiernych. To też obrazuje, że prawdą jest fakt naszego nieustannego bycia w drodze. Ale to bycie może stać się piękną „przygodą”, nie utrudzeniem i tułaczką. Mamy przecież jako przewodnika Dobrego Pasterza.

Piotrze, wyznaj nam szczerze, czy naprawdę, do tej pory, komukolwiek – według twojej rachuby – „aż tyle” razy przebaczyłeś? W domyśle, jakby Jezus ukrywa jeszcze jedną uwagę – z przebaczenia nie można urządzać księgi obrachunkowej ani widowiska. Jeszcze trochę i po tej rozmowie będziesz musiał zmierzyć się z najtrudniejszą lekcją przebaczenia. Właściwie, to będą dwie lekcje. Przebaczyć samemu sobie popełnioną zdradę, zaparcie się Pana – to jedno, ale zastanawia mnie – czytając choćby w Dziejach Apostolskich scenę wyboru Macieja jako nowego dwunastego – czy przebaczyłeś Judaszowi? Można powiedzieć, że byłeś w pewien sposób w „komfortowej sytuacji”, bo Judasz już nie mógł przyjść, stanąć przed tobą czy też przed całym gremium Apostołów i poprosić o przebaczenie. Ale przecież Jezus nauczał, by nie czekać, aż ktoś przeprosi – trzeba być pierwszym (ktoś zawinił przeciw tobie – nie czekaj, to ty idź i pojednaj się z nim, potem wróć przed ołtarz i złóż swoje dary). Poza tym zmarli także oczekują na nasze przebaczenie. Można spotkać się z opinią, czy też z opisami prywatnych objawień, że to przebaczenie było dla nich „przepustką” do złagodzenia kary, do skrócenia pobytu w czyśćcu.

Co poczułeś, kiedy zobaczyłeś Judasza na czele zbrojnej zgrai lub gdy pocałunkiem zdradzał Pana? Zaraz po Twoim pytaniu o „ilość” przebaczenia, Mistrz opowie przypowieść, która przywoła echo innej Jego nauki – nie osądzajcie, a nie będziecie sądzeni, nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni. Gdy spotkałeś się ze Zmartwychwstałym nad Jeziorem Tyberiadzkim, jakże musiałeś być zdziwiony Jego słowami, pytaniem skierowanym do ciebie, tak po prostu, bez żadnych wymówek – „czy Mnie miłujesz?”. Tylko tyle i aż tyle. Po ponad dwóch tysiącach lat, twój następca, papież Franciszek powie: „miłosierdzie jest sposobem w jaki Bóg przebacza”. Istnieje zapewne zimne, mechaniczne, wyuczone przebaczenie ubrane w kurtuazyjne słowa. Nie tego chce nas, mnie, ciebie, nas wszystkich, nauczyć Jezus. Przebaczenie płynące z miłosierdzia, przebaczenie jako uczynek miłosierdzia – jako miejsce objawienia Bożego miłosierdzia.

A jakie byłyby twoje pierwsze słowa, gdybyś to ty był w tej scenie nad Jeziorem „Jezusem” a ktoś inny „Piotrem”? Jakie byłyby moje słowa? Pozwól Piotrze, że staniesz się alegorią duszy każdego z nas. Bóg stworzył nasze dusze z wielkiej miłości i ku miłości. Tak jak ciebie, Piotrze. I wie, że nie zaznają one spokoju ani nie nasycą się żadnym pozornym połowem, po za Bogiem. I każdą z nich Pan pragnie uczynić skałą naszego jestestwa, autentycznego i prawdziwego człowieczeństwa zakorzenionego w Bogu. Jakaż to więc wielka godność! Nie po to, by dominować i innym się narzucać, ale by służyć i tym samym naprawdę stać się obrazem Boga, Jego zwiastunem w świecie, Jego odbiciem.

Duszo moja, czy słyszysz tę naukę? Co czujesz, ty, która potrafisz być mistrzynią zarówno w wydawaniu wyroków, jak i w rozdzielaniu przebaczenia? Jesteś jedną z miliona, z tysięcy milionów dusz, do których Pan to mówi. A to oznacza, że i ciebie może spotkać los bycia nieobdarowaną ludzkim przebaczeniem. To oznacza, że być może i ty kogoś skrzywdziłaś. To Jezusowe „siedemdziesiąt siedem” – czyli „zawsze i zawsze” to też obraz tego, że zawsze znajdzie się ktoś, kto może wobec ciebie zawinić, ale jednocześnie i ty zawsze jesteś narażona na popełnienie złego czynu. Czuwaj więc duszo moja, nieustannie czuwaj. Czy uważałaś się, duszo moja, za hojną? Czy raczej, jak w dalej przytoczonej przypowieści, raczej ciągle oczekiwałaś czegoś dla siebie, łatwo się usprawiedliwiając i wybielając – a byłaś skąpa dla innych?

Zobacz, duszo moja, że w starożytnym prawie, o czym wspomina także Pismo, liczba wymierzanych skazańcowi batów była pomniejszona o jeden (np. „czterdzieści razów bez jednego”). Podczas gdy Pan uczy bezgranicznego i nieskończonego miłosierdzia, na podstawie owych batów, możemy wywnioskować, że cierpienie z kolei jest zawsze mniejsze w stosunku do nagrody przewidzianej dla tego, kto wytrwa do końca. W tym brakującym „jednym razie” jest jakby zawarte Boże wzruszenie wobec naszego cierpienia. Przecież jako miłosierny Ojciec nie chce bólu swych dzieci. Jest jednak także Sprawiedliwością; albo wybiera kogoś do współuczestnictwa w cierpieniu odkupieńczym Syna, czyni kogoś Szymonem – zawsze jest to jednak bez tego jednego razu, to znaczy cierpienie żadnego Szymona nie będzie większe od Jezusowego i bez zjednoczenia z Jezusowym nie wyda owoców. Podobnie jest z przebaczeniem. Bez zakorzeniania i zaczerpnięcia z Łaski Bożej, bez zjednoczenia z przebaczeniem udzielonym nam przez Boga w Chrystusie, nasze ludzkie przebaczenie będzie jedynie aktem dobroczynności, filantropii, owocem dobrych manier. Przebaczenie z Jezusem może stać się objawieniem Jego chwały, głoszeniem – piękniejszym od najlepszego kazania – Jego Miłosierdzia. Piotr uważał, że da radę przebaczyć siedem razy. Aż i tylko.

Ale uciesz się, duszo moja zagubiona i dostrzeż, jakżeś ty jesteś przez Pana umiłowana. Bo Jezus nie nakazywałby czegokolwiek swoim uczniom, gdyby najpierw i zawsze sam tego nie czynił. W tym kontekście oznacza to, że jest On nieustannie gotowy do przebaczenia i czyni to ilekroć, duszo moja, zwrócisz się do Jego miłosierdzia. Stanie się jest jednak Sędzią, gdy dostrzeże, że ty biorąc od Niego, sama nie rozdajesz nikomu miłosierdzia, albo wydzielasz według ludzkiej kalkulacji zysków i opłacalności. Zawołaj więc, duszo moja, wraz ze św. s. Faustyną, zawołaj słowami jej modlitwy i ty, Piotrze: „Pragnę cała przemienić się w miłosierdzie Twoje, Panie. Niech ten największy przymiot Boga przejdzie przez serce i duszę moją do bliźnich (…) niech odpocznie we mnie miłosierdzie Twoje, Panie mój. Przemień mnie w siebie, bo Ty wszystko możesz”. Tak Szymonie, każdy dzień jest na nowo dniem stworzenia, powołania, by „powstał” Piotr, do którego Pan mówi, jak powiedział do wspomnianej już Świętej: „ktokolwiek się zbliży do ciebie, niech nie odejdzie bez tej ufności w miłosierdzie Moje, której tak bardzo pragnę dla dusz”.

s. Teresa Pechman od Jezusa Królującego
w Boskiej Eucharystii ( OCPA)

Mission News Theme by Compete Themes.
error: Treści chronione prawem autorskim. Kopiowanie zabronione.