Press "Enter" to skip to content

Wszystko jasne

Janek nie mówi. I nie za bardzo rozumie co ja do niego mówię. Kilka tekstów mamy ogarniętych. Żeby zamknął lodówkę, zapalił światło albo zdjął buty. Te najważniejsze. I żeby się przytulił. Wypowiada też kilka słów. „nie” oraz „chodź”. Kiedy chce żebym mu pomogła albo coś mi pokazać, bierze za rękę i mówi to swoje „chodź”. I wszystko jasne. Kiedy nakładam mu zupę a potem próbuję nakarmić – przy każdej łyżce mówi to swoje „nie”. I znowu wszystko jasne. Ktoś patrzący z boku myślałby, że to zwykły chłopiec. Komunikujący się mową. Tak, że wszystko jasne. Ale tą naturalną mową Janka jest pisk i paplanie. Po swojemu. W każdej sytuacji inaczej. Inaczej piszczy z zadowolenia, inaczej kombinuje, kiedy coś knuje. Odróżniam te „słowa”. Wiem kiedy mnie kokietuje, kiedy mówi, że jest mu fajnie, kiedy dopytuje niepewnie co będzie za chwilę, kiedy się trochę boi albo denerwuje. I mu wtedy odpowiadam adekwatnie do jego pytań. Pokazuję, przytulam, przysuwam, podaję. Bo wszystko jasne. Jednak dla patrzących z boku nie jesteśmy już zwykłą mamą i zwykłym synkiem. Dla ludzi obok nic w naszej rozmowie nie jest jasne. Janek mnie czasem zagaduje. Zaczepia. Lubi “mówić”. I ja lubię go słuchać. Czasem chce mi opowiedzieć albo powiedzieć coś bardziej złożonego. I ja nie mam wyjścia, zgaduję. Kiedy nie trafiam, kiedy nie reaguję prawidłowo, kiedy on nie dostaje tego o co prosi, kiedy trudno mu wypiszczeć albo wypaplać wyraźniej, że jest mu smutno, albo boli brzuch albo się trochę boi albo tęskni za tatą a ja zagubiona proponuję mu omleta albo puszczam bajkę. I kiedy oboje w bezradności dochodzimy do muru, ten malutki chłopiec nauczony doświadczeniem – odpuszcza. Za którym razem mama może zgadnąć, że wypiszczałem teraz pytanie dlaczego mojej siostry nie ma w domu? Albo jak spytać czy nie widziała gdzieś moich liczmanów? Do ilu razy sztuka? Czasami zawodzą wszystkie narzędzia pisk, sylaby, pokazywanie palcem i nawet ten rozżalony tak, że pęka serce bezradny płacz Janka. Czasami nic nie jest jasne… Jak złapać cały świat za ogon, rozłożyć go Jankowi przed oczami, tak, aby zawsze kiedy czegoś chce mógł to znaleźć i pokazać palcem? Jak usłyszeć jego myśli? Jak sprawić, by nie zostawał z nimi ciągle sam? Czasem bardzo chciałabym porozmawiać z nim normalnie. Tak po prostu słowami. Szeroko. Obficie, O niczym i o czymś. Poczytać mu bajkę. I kiedy już ten głód rozmowy zjada moją matczyną potrzebę, żeby wszystko było jasne – wtedy sadzam go naprzeciwko siebie i zadaję takie pytania, na które każdy grzeczny chłopiec odpowie „nie”. Czy będzie kochał kogoś bardziej niż mamę, czy będzie wybiegał na ulicę, czy będzie wypluwał jedzenie, rozwalał zabawki . I dla podpowiedzi kiwam przecząco głową i Jaś wtedy odpowiada mi to swoje „nie”. A ja zamykam oczy i wsłuchuję się w nasz dialog, Ja pytam, on zaprzecza i rozmawiamy jak zwykły chłopiec i zwykła mama. Gdyby ktoś patrzył na nas z boku, byłaby to dla niego najzwyklejsza rozmowa. Taka, w której wszystko jest jasne. Ty Boże masz dużo dzieci, które nie wołają Ciebie w potrzebie. Ale Ty potrafisz czytać to, co nienazywane i to co niewskazywalne palcem. Więc zawsze możesz pomóc. Naucz mnie tego, bo też mam takie dziecko. I też kocham je ponad wszystko. I wiedząc, że nie zawoła mnie w potrzebie, nie poprosi o pomoc, zostanie sam ze swoim smutkiem albo strachem – pęka mi serce.

Barbara Konarska

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »
Mission News Theme by Compete Themes.
error: Treści chronione prawem autorskim. Kopiowanie zabronione.