Press "Enter" to skip to content

Żywe Słowo – słowo ks. Marka Żejmo na niedzielę 12 lipca 2020

W dzisiejszej Ewangelii Pan Jezus zaczyna mówić w przypowieściach, to znaczy stara się to wszystko, co mówi ilustrować przykładami, bądź też wyrażać przy pomocy prostych do zrozumienia przez słuchaczy przenośni. Dzisiejsza przypowieść należy chyba do najbardziej zrozumiałych nauk Jezusa. Tym bardziej, że sam Pan Jezus wyjaśnia jej znaczenie. Siewcą jest Jezus, który sam osobiście, lub pośrednio, sieje ziarno dobrego słowa. Nie są to słowa zwyczajne, wzięte z codziennej gazety informujące o zdarzeniach lub przynoszące jakieś opinie. Słowo Boże nie jest zwyczajnym środkiem komunikowania. Nie możemy wysłuchać go tylko jak prostej informacji. I zapomnieć, albo jeżeli się spodoba, zapamiętać i powtarzać przy szczególnych okazjach. Słowo Boże odróżnia się od zwykłego słowa tym, że jest słowem żywym: że musi żyć w czyimś życiu. Los słowa Bożego leży w naszych rękach: albo damy mu życie, zaczniemy nim żyć, albo je tylko zapamiętamy bez żadnych konsekwencji życiowych, czy też wprost zignorujemy. Los słowa Bożego zależy od nas. Dlatego Jezus powiada, że przyszłość ziarna zależy od ziemi, która je przyjmuje. I tak ubita, udeptana droga nie przyjmuje ziarna; pozostaje ono na powierzchni i najczęściej pada łupem złodziei: wydziobują je ptaki. Jeszcze gorzej jest ze skałą: skała nie przyjmuje niczego. Więc jeśli ziarno szuka w niej przyjaciela, srodze się na niej zawiedzie. Skała nie da jednego grama soku, który zagwarantowałby życie ziarnu. Ziarno, które trafiło na skałę umrze niechybnie. Inne ziarno też nie ma szczęścia: trafia na zatłoczoną przez inne rośliny grządkę, na której króluje chwast. Zostaje stłamszone, zagłuszone i w rezultacie usycha.

Te trzy przypadki opisane przez Jezusa w przypowieści o siewcy pokazują nieszczęśliwą drogę Słowa Bożego, które trafiając na mało podatny grunt nie spełnia swojej roli. Nie ma szans na życie i dlatego nic nie znaczy w życiu. W pierwszym przypadku – nie strzeżone – pada łupem złodziei, w drugim – nie pielęgnowane odpowiednio – umiera natychmiast. W trzecim zagłuszane jest przez tysiące innych spraw uważanych za stokroć ważniejsze, spychane na margines i gdzieś w kąciku umiera przez zapomnienie. Mówiąc językiem przypowieści – ziarno umiera bezowocnie. Mówiąc językiem codzienności: Słowo Boże traci dla nas sens i znaczenie i staje się nieważną treścią. Na tyle nieważną, że nie bierzemy jej kompletnie pod uwagę.

Ale jest też ziemia dobra dla ziarna. Ziemia, która czeka na ziarno, która przyjmuje je, i daje mu wszelkie możliwe wsparcie. Daje mu życie. Ziarno, które zaczyna żyć, zaczyna też przynosić owoce: jedno stokrotny, drugie sześćdziesięciokrotny, a inne trzydziestokrotny. Słowo Boże przynosi w życiu rzeczywiste owoce. Może to życie zmieniać i naprawiać. Może mu nadawać sens i przymnażać siły. Pod jednym wszelako warunkiem: że będzie słowem żywym, żyjącym prawdziwym życiem, a nie tylko przeczytanym tekstem, wyuczoną formułką czy obrzędowym zwrotem. Żywe słowo Boga jest dla człowieka wielką szansą. Trzeba tylko umieć je wyłowić spośród morza innych słów i stać się dla niego dobrą ziemią przyjaźnie przyjmującą ziarno.

Ks. dr Marek Żejmo

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »