Press "Enter" to skip to content

Paweł Lisicki: profanacja na Krakowskim Przedmieściu to efekt opętania i samozatracenia

Rzadko się zdarza, bym czuł taką bezradność i wściekłość. Kiedy przeczytałem i zobaczyłem, co grupa aktywistów LGBT zrobiła z figurą Chrystusa przed kościołem Świętego Krzyża w Warszawie, pomyślałem, że zbydlęcenie nie ma granic. Nie wiem jak określić, to co oni zrobili. Bluźnierstwo, profanacja, zbezczeszczenie świętości – na pewno, ale na usta cisną się również inne słowa.

Jest też w tym bezwstyd, poczucie bezkarności, zuchwalstwo. W Polsce najwyraźniej pojawiła się grupa ludzi całkiem wykorzenionych, pustych, pozbawionych elementarnej wrażliwości. Stać ich na każdą podłość. Ciśnie mi się na usta określenie, że zachowali się jak zwierzęta, ale przecież to byłoby obraźliwe dla zwierząt. Chciałem powiedzieć, że to barbarzyńcy, ale nawet barbarzyńcy nie postępowali tak głupio i żałośnie. Tak, naprawdę, dla takich zachowań brakuje słów. Można w nich widzieć jedynie efekt opętania, samozatracenia.

Jednak zdarzenie to może mieć też pozytywne skutki. Po pierwsze może wreszcie przyczynić się do przebudzenia tych Polaków, którzy wciąż tkwią w letargu i drzemce. Którzy nie rozumieją, czym byłoby zwycięstwo ideologii LGBT: wszystko to, co dla Polaków ważne, wszystko to, co stanowi o ich tożsamości, historii i tradycji, zostałoby właśnie w ten sposób podeptane i oplute.

Rozpasani aktywiści malowaliby na tęczowo pasy, obrazy, domy. Niszczyliby polskie symbole i szargali znaki wiary. Zdobyliby Jasną Górę i Wawel, Kalwarię Zebrzydowską i Świętą Lipkę. Wszystko opięczętowaliby na tęczowo. Byłoby to samo co teraz, tylko jeszcze bardziej zuchwale, głośno i bezwstydnie. I bezkarnie. Tak jak teraz można jeszcze nazwać ich działanie po imieniu i domagać się działań prokuratury – mam nadzieję, że tym razem dranie, którzy to zrobili, zostaną ukarani – gdyby wymusili zmiany prawa, gdyby, jak to się stało w innych państwach, które uległy ich sile, zaczęli rządzić, byłoby to niemożliwe. Po drugie, wolę widzieć rzeczy, jakimi są i cieszę się, kiedy hipokryci zrzucają zasłonę pokoju, tolerancji i porozumienia i pokazują swoją prawdziwą twarz: prących do przemocy rewolucjonistów.

Wolę, kiedy zamiast udawać ofiary i opowiadać o swoich rzekomych prześladowaniach, ujawniają własną nienawiść wobec tego, co polskie, co katolickie, co jest częścią naszej cywilizacji. To ich właśnie definiuje, to ich określa. To sprawia, że nie potrafią żyć w normalnym społeczeństwie i cieszyć się w nim pełnią praw obywatelskich: nienawiść do natury, wrogość do normy jest tym, co ich tak naprawdę popycha do działania. Pełni urazów, frustracji, resentymentu nie potrafią nad nimi zapanować. Potrzebują profanować i bluźnić, bo to jest od nich silniejsze. Muszą poniżać obrazy świętości i piękna, muszą dokonywać aktów profanacji, bo pcha ich do tego ekshibicjonizm i urazy.

Tylko poniżając dobro, usprawiedliwiają się sami przed sobą. Kiedy zatem wydaje się, że można, zrzucają maski płaks i próbują wyżyć się na symbolicznych znakach polskiej kultury. Kiedyś wstydzili się swoich słabości, teraz, pobudzeni przez ideologię LGBT, która w wynaturzeniu chce widzieć normę, w chorobie stan zdrowia, robiąc z wewnętrznie rozbitych ludzi wesołków, mogą wreszcie odreagować. Ruch LGBT jest bowiem w swej istocie wielkim ruchem resentymentu, wielkim ruchem niewolników, którzy wreszcie mogą się mścić za wszystkie rzekome krzywdy. Resentyment niewolników to straszna siła. Może wreszcie uśpieni nieco Polacy to zrozumieją nim będzie za późno?

Paweł Lisicki

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »