Press "Enter" to skip to content

Moim zdaniem: Zdenerwowany i asertywny chrześcijanin?

Myślę, że część z Państwa spotkała się z takim obrazem chrześcijanina, katolika wśród osób żyjących bardziej dla świata, ale także w nas samych, jako kogoś, kto się nie denerwuje, nie złości, zawsze jest życzliwy, pomocny, uczynny, wyrozumiały i łagodny. Natomiast, gdy zdarzy się, że człowiek, postrzegany przez środowisko za pobożnego, wierzącego zdenerwuje się, mówiąc wówczas coś bardziej dobitnie bądź nawet ostrzej, albo też odmówi pomocy zaraz wywołuje to zdziwienie, niezrozumienie a nawet zgorszenie. Czy słusznie? Czy faktycznie osobie będącej blisko Pana Boga nie wypada się wzburzyć, wyrazić swojego gniewu, złości na określony stan rzeczy jaki zaistniał w środowisku kolegów i koleżanek itd.? Albo jeśli ktoś prosi o zrobienie rzeczy, którą dałby radę zrobić sam, tylko zajęłoby mu to więcej czasu i więcej wysiłku musiałby w to włożyć, nie można odmówić? Uważam, że jak najbardziej w niektórych sytuacjach wypada wyrazić trudne, nieprzyjemne emocje, a nawet trzeba. Przecież sam Pan Jezus wzburzał się. Tak samo, gdy ktoś jest chory, słabszy i trudniej mu wykonywać niektóre czynności to nie znaczy, że takiej osobie trzeba od razu wszystko robić, jeżeli będzie prosić. Także chrześcijanin jak najbardziej może się zdenerwować i odmówić pomocy. Oczywiście w wyjątkowych sytuacjach i kierując się miłością bliźniego.

Marta Wlizło

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »