Press "Enter" to skip to content

List otwarty do katolików „otwartych”

Wybaczcie, proszę, że zwracam się do Was tym określeniem ukutym przez Was wiele lat temu, dziś nieco już chyba zaśniedziałym – nie wiem jednak, w jaki sposób określacie siebie dziś. Sądzę jednak, że sformułowanie „katolik otwarty” jako członek samozwańczego „Kościoła otwartego” bardzo dobrze oddaje to, jak siebie definiujecie.

Wielokrotnie podkreślacie bowiem, że jesteście, chcecie być, i życzylibyście sobie, żeby wszyscy członkowie Kościoła byli otwarci. Czyli, żeby byli inni niż do tej pory – otwarci na każdego człowieka, otwarci na niekatolickie wierzenia, na sprzeczne z wiarą poglądy, wreszcie na to co dotychczas Kościół uważał za grzech. Sugerujecie, że taki właśnie był Chrystus – że rzekomo nigdy się z nikim nie sprzeczał (może prócz faryzeuszów, których wbrew logice utożsamiacie z dzisiejszymi konserwatystami postulującymi przestrzeganie… nauk Chrystusa), przyjmował poglądy innych bez dyskusji (bo przecież nie łajał kupców, a wątpiącego Piotra nie nazwał szatanem), był wyłącznie miłosierny i nigdy nie kazał nikomu się poprawić (nie mówił zapewne: Idź, a od tej chwili już nie grzesz!, ale po prostu: „Wszystko OK, róbta co chceta, do zobaczenia!”), i obiecywał zbawienie każdemu, bez względu na to, jak żyje i w co wierzy (a słowa o wąskiej bramie były zapewne jakąś niezrozumiałą przenośnią).

Drodzy Bracia w wierze! Przestańcie! Nie kłamcie o naszym Panu tylko po to, by na własną modłę i na modłę tego świata dalej zmieniać Jego Kościół. Muszę to podkreślić zwłaszcza jako wierny diecezji krakowskiej – Kościół jest Jego, naszego Pana Jezusa Chrystusa. Nie Wasz ani nasz. To Jego Kościół. Przypominam o tym, gdyż jakiś czas temu zgromadziliście się przed budynkiem kurii biskupiej na Franciszkańskiej, by pikietować pod hasłem: Odzyskajmy nasz Kościół!. Ale to jest Kościół Chrystusa – i nie zmieni tego nagłośnienie wizyty kilkudziesięciu ludzi pod oknem papieskim przez największe antychrześcijańskie media w Polsce. Media, na których przekaz jesteście przecież szeroko otwarci.

Te same media nie chciały donosić o kilkutysięcznych tłumach przed tą samą kurią – kiedy zebrali się tam katolicy niedodający sobie przymiotnika, by wesprzeć swego arcybiskupa, powtarzającego zasadniczą naukę moralną Kościoła. Wasze media – bo przecież je posiadacie i umiejętnie wykorzystujecie – również o tym wydarzeniu milczały. Nie milczały jednak, gdy przedstawiciele tęczowej zarazy sprofanowali wizerunek Matki Chrystusa. Wtedy niejeden z Was, katolików otwartych, prześcigał się z kolegami, kto pierwszy i kto bardziej brawurowo uzasadni, dlaczego znieważenie wizerunku Matki Bożej Was nie obraża. Bo jesteście na takie obrażanie i na postulaty „tęczowych” środowisk szeroko otwarci.

Podkreślacie bowiem, że otwartość i tolerancja należą się „innemu” i że takie właśnie postawy przede wszystkim powinny charakteryzować katolików. I tak, otwarci jesteście na wyznawców judaizmu, na członków wspólnot protestanckich i na muzułmanów, a ostatnimi czasy również na wyznawców wierzeń pogańskich. Nie przestrzegacie przed ich błędami czy herezjami, ale szukacie wśród wiarołomnych wyłącznie „cząstek prawdy”, na których chcecie budować wcale nie most, po którym mogliby oni przyjść do Chrystusa, ale jakąś nieokreśloną współpracę. Jesteście na to szeroko otwarci.

Drodzy bracia, wytłumaczcie mi zatem, dlaczego w tak otwartych postawach brakuje postawy otwartości dla kogoś, kto na zdrowy rozum powinien być Wam przecież bliższy niż ateistyczni dziennikarze, homoaktywiści, wyznawcy innych religii czy nawet bluźniercy – dla pozostałych katolików? Dla tych katolików, którzy modlą się tak, jak modlili się ich rodzice i dziadkowie; którzy wierzą w to, co napisano w katechizmie; którzy sądzą – w zgodzie z odwieczną nauką Kościoła – że w świecie istnieje dobro i zło, a więc niektóre uczynki są obiektywnie złe.

Dlaczego nie byliście otwarci na poglądy emerytowanego arcybiskupa, który być może używał zbyt daleko idących słów, ale urządzaliście mu w swoich (oraz ateistycznych) mediach połajanki i zorganizowaliście nań nagonkę, opracowując przy tym niezwykły system donosu na „innego” do władz kościelnych?

Dlaczego będąc otwartymi na tworzenie duszpasterstw gejów i lesbijek, nie jesteście otwarci na przykład na pielgrzymki kibiców lub narodowców na Jasną Górę? Dlaczego zawsze potępiacie kapłanów którzy posługują przy takich okazjach? Czyż to nie oni właśnie wyszli ewangelizować „innego”?

Dlaczego w ramach otwartości wprowadzacie do katolickich świątyń elementy duchowości i pobożności protestanckiej, a nie jesteście w stanie otworzyć się na duchownych sprawujących Mszę Świętą w jej wielowiekowym, tradycyjnym rycie?

Dlaczego jesteście – zarówno świeccy, jak i kapłani – otwarci na lewicowe postulaty niektórych polityków, a nawet włączacie się w ich kampanie wyborcze, ale gdy głos zabierze ortodoksyjny kapłan, biskup czy promująca Tradycję katolicką instytucja, natychmiast podnosicie krzyk na rzecz zakazu „wtrącania się Kościoła do polityki”? A może chodzi Wam po prostu o zakaz niezgadzania się Kościoła ze współczesnym światem?

Dlaczego aktywni w internecie kapłani „Kościoła otwartego” na potęgę blokują użytkowników o bardziej zachowawczych poglądach, tworząc wspólnotę otwartą na kłódkę? Dlaczego oznajmiają, że tradycjonaliści to terroryści i nawołują, by banować od razu osoby używające słów takich jak „balaski”, „tabernakulum”, „ołtarz”, „tradycja”, „patena” czy „monstrancja”? Dlaczego z wściekłością atakują starszych hierarchów, takich jak kardynałowie Sarah i Zen czy Benedykt XVI, prześmiewczo nazywając ich dziadkami i karierowiczami?

Dlaczego, drodzy Bracia, nigdy publicznie nie zwróciliście im uwagi, by tego nie robili, bo wykazują się brakiem otwartości na „innego”? Wiecie dobrze, że wszystko to zdarzyło się naprawdę, nie ma tu publicystycznej przesady, na którą tak często przecież jesteście… otwarci.

Zarzucacie nam, katolikom, którzy cenią kościelną Tradycję i dostrzegają upadek moralny świata (upatrując dlań ratunku w wierze i katolickiej moralności), że stworzyliśmy sobie własne bańki, spoza których się nie wychylamy. Owe bańki to rzekomo zbudowane sztucznie grupy osób widzących świat dokładnie w ten sam sposób i krytykujące każdego, kto się z nimi nie zgadza. Ale zastanówcie się – wracając do postawionych przeze mnie wcześniej pytań – czy znacie jakiegokolwiek przedstawiciela mediów katolików otwartych, który spotkał się z tradycyjnie uformowanym arcybiskupem, by poznać jego poglądy, by współodczuwać z nim jego zagubienie we współczesnym Kościele i niezgodę na współczesny świat? Czy ktokolwiek z Was był na tyle otwarty?

Czy kiedykolwiek zechcieliście wsłuchać się w lęki i niepokoje oraz przekonania kibiców i narodowców, którzy wciąż z nadzieją zerkają w stronę Kościoła, a mogliby – jak wielu ich rówieśników – dawno dać sobie spokój z uczęszczaniem na Mszę Świętą? Czy rozmawialiście z nimi? Wyszliście na te peryferia Kościoła? Towarzyszyliście im? Czy ktokolwiek z Was był na tyle otwarty?

Czy wiecie, dlaczego coraz liczniejsze grupy młodych katolików pragną organizować w swoich parafiach Msze Święte w Tradycyjnym Rycie Rzymskim? Czy kiedykolwiek poszliście na taką Mszę i próbowaliście poznać członków Duszpasterstwa Tradycji? Czy zechcieliście kiedyś porozmawiać o tym, co przeżywają podczas Mszy i dlaczego to, co Wy postrzegacie jako archaiczne i teatralne, tak ich porywa? Czy staraliście się dopytać, dlaczego mieli kłopoty z pobożnością, uczęszczając na „nową Mszę”, a odnaleźli spokój ducha, gdy odkryli „starą”? I dlaczego tak im zależy na godnym sprawowaniu Mszy i szacunku dla Najświętszego Sakramentu, że gotowi są (nierzadko przesadzając) przesiedzieć całe noce przed monitorem, by powiedzieć o tym całemu światu, w pierwszej kolejności zaś katolikom? Czy ktokolwiek z Was był na tyle otwarty?

Mógłbym mnożyć te pytania w nieskończoność, bo stopień zamknięcia katolików otwartych na swych braci w wierze jest wręcz niepojęty. Bolesny i sugerujący, że według Was w XXI wieku świat ma zawsze rację, a Kościół, jego Wiara, nauki i Tradycja – nigdy. Może to również świadczyć, że w całej tej idei „Kościoła otwartego” wcale nie chodzi o otwarcie na każdego „innego”, ale o otwarcie wyłącznie na tego, kto nie zgadza się z dotychczasową nauką, kształtem i misją Kościoła. Tylko ktoś taki jest kandydatem na Waszego przyjaciela, dla niego macie otwarte drzwi, serca, ramiona i umysły. Wobec tych zaś, którzy Wam nie pasują bądź komplikują Wasze plany, zmieniacie się w Kościół zamknięty na cztery spusty, w twierdzę „oświecenia” oblężoną przez ciemnogród, któremu nie godzi się nawet podać ręki, poświęcić czasu, spróbować zrozumieć.

Przekonajcie mnie, że jest inaczej. Bądźcie otwarci.

Krystian Kratiuk

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »