Press "Enter" to skip to content

Sprawa Judasza

Jeden z Dwunastu, który nazywał się Judasz Iskariota, udał się do arcykapłanów i rzekł: Co chcecie mi dać, a ja wam Go wydam. A oni wyznaczyli mu trzydzieści srebrników. Odtąd szukał sposobności, żeby Go wydać.” Mt 26,14

Oto zdrada w swym najczystszym wydaniu. „Jeden z dwunastu”, czyli członek wspólnoty, zdecydował się wydać w ręce wrogów ich wspólnego Mistrza. Uczynił to w tajemnicy, nie dając po sobie poznać, że jest w ich wspólnocie z tą zdradziecką misją do spełnienia. Zdradził ich zaufanie i przyjaźń i starannie ukrywał te zdradę.

Dlaczego Judasz się jej dopuścił? Czuł się zawiedziony, oszukany, wykorzystany ? Wiemy, że liczył, tak jak wszyscy apostołowie, na wielki sukces materialny i wielki prestiż społeczny, gdy Jezus zainauguruje swoją władzę królewską w Jerozolimie…

Może on był jednym z pierwszych, który dostrzegł bardzo bliską swego spełnienia okrutną rzeczywistość Krzyża i chciał w ostatnim momencie przed katastrofą coś dla siebie jeszcze ugrać ? Może widząc, że zbliża się klęska, chciał uratować w ten sposób swoją skórę ? Przecież częste w podobnych okolicznościach tak właśnie ludzie postępują.

Jest to tym bardziej prawdopodobne, że skrycie prowadził przecież niechlubny proceder okradania wspólnoty ze wspólnej kasy, co św. Jan Ewangelista nazywa po imieniu, że był on po prostu złodziejem.

Mówi to bardzo wiele o jego profilu moralnym i o tym, że umiał się maskować. Ponadto, musiał również mieć jakaś pokrętną motywację, to znaczy musiał to jakoś sobie usprawiedliwić. Nazywał to pożyczką, zwrotem poniesionych kosztów, potrąceniem za doznane rozczarowanie, reakcją na złe potraktowanie ?

Bardzo znamienna była również jego reakcja na gest namaszczenia stóp Chrystusa drogocennym olejkiem, który dokonała Maria, siostra Marty i Łazarza. Nie była to bynajmniej spokojnie wyrażona wątpliwość, domagająca się wyjaśnienia, ale wrogi okrzyk potępienia, szukający poparcia ze strony zgromadzonych tam osób. Była to jednocześnie ostra krytyka Mistrza, uczyniona publicznie, za to, że nie powstrzymał Marii od wykonania tego gestu.

Oskarżył wówczas Chrystusa, w ledwo zawoalowany sposób, że brakuje Mu współczucia dla ludzkiej biedy, tolerując luksus, którego się dopuściła względem Niego Maria. Tym bardziej jest to wymowne, że miało miejsce w przeddzień Chrystusowej paschy, o czym wyraźnie powiedział Jezus, mówiąc, że Maria uczyniła ten akt antycypując godzinę Jego pogrzebu.

Zdrada Judasza to wielki dramat jego duszy, stopniowo pogrążającej się w piekielnym mroku, w miarę jak brnął coraz dalej w realizacji swojego zbrodniczego planu, począwszy od zwrócenia uwagi na ogłoszenie o nagrodzie za pomoc w ujęciu Jezusa, mocowania się z pokusą, udania się do arcykapłanów z kupiecką propozycją: „Co chcecie mi dać, a ja wam Go wydam” i dokonania transakcji, opiewającej na 30 srebrników.

Mrok grzechu ogarnął jego duszę ostatecznie, gdy przyjął niegodnie komunię świętą i to z rąk samego Pana! Dokonał wówczas jednoznacznie wyboru szatana, a ten go wtedy całkowicie opanował: „była noc” – określa ten stan ducha Ewangelia. Ale czy światło w jego duszy zgasło całkowicie ? Mamy wątpliwości na ten temat, bo poczęły go dręczyć potężne wyrzuty sumienia, z powodu wydania na śmierć „Sprawiedliwego”, którego on dobrze osobiście znał i który był mu taki bliski.

Zdradził Go, sprzedał, ale on tego przecież nie chce – teraz wyraźnie zdawał sobie z tego sprawę. Był zrozpaczony tym co się stało i tym co się aktualnie dzieje. Był tak skołowany i zrozpaczony, że nie widział już teraz dla siebie miejsca na tym świecie. Nie miał gdzie uciec, nie miał się gdzie schować i najważniejsze i najbardziej tragiczne, że nie widział dla siebie już żadnego przebaczenia. Nic tylko przekleństwo czuł w sobie i jakąś miażdżącą konieczność aby się ono dopełniło odebraniem sobie życia.

Nie było dla niego ratunku ! To jedno miał w głowie. Po tym co zrobił istnieje tylko potępienie. Szatan nie dawał mu ani chwilę spokoju. Szeptał mu nieustannie do ucha, że musi skończyć z sobą i nie trzymać się dłużej śmiesznych skrupułów. Dla niego już nic nie ma na tym świecie. Zarówno bowiem świat jak i on sam, to jedno wielkie NIC, tak mroczne jak najciemniejsza noc.

Judasz w opętańczym amoku udał się do świątyni chcąc przerwać toczący się proces Jezusa i tam się zorientował, ku swemu przerażeniu, że już nic nie da się w tej sprawie zrobić. Zlekceważono go całkowicie i odtrącono z pogardą, jak człowieka zarażonego trądem. Nie mógł już nic wskórać. Machina zła którą uruchomił parła naprzód z biurokratyczną konsekwencją i bezduszną precyzją.

Wyznał w prawdzie, że jego czyn był grzeszny i publicznie stwierdził, iż przyczynił się do skazania na śmierć niewinnego człowieka, ale nikt go nie słuchał. Nie pomogło nawet zwrócenie 30 srebrników, które dostał za pomoc w ujęciu Mistrza. Patrzono na niego obojętnie, a nawet z pewną nutą rozbawienia. To była jego osobista sprawa, jego skrucha i jego wyrzuty sumienia i to była również jego śmierć – Judasz popełnił samobójstwo.

Istnieje w Kościele nieśmiałe przekonanie, że w prawdzie Judaszowi „lepiej by było, aby się nie narodził”, mając na swojej duszy straszne znamię zbrodniczej zmowy z szatanem przeciwko Chrystusowi, to jednak szczególnym znakiem chwalebnego tryumfu przyjścia Chrystusa w chwale, będzie uwolnienia Judasza od tego przekleństwa i przywrócenie mu utraconej godności Chrystusowego ucznia. Tym bardziej, że jak wiadomo, Kościół nigdy oficjalnie nie uznał Judasza za potępionego na wieki i nie orzekł nigdzie, że nie zostanie dotknięty łaską Zbawienia.

o. Zygmunt Kwiatkowski SJ

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »