Press "Enter" to skip to content

Piwowarczyk: Walka z Kościołem i cywilizacją łacińską. Odcinek 26: Liberalizm, mity i fakty: część II

Doktryna liberalna domaga się nieskrępowanej wolności we wszystkim. Pojmuje wolność w sposób negatywny, utożsamiając ją z brakiem ograniczeń w realizacji przez człowieka jego naturalnych dążeń. Jeremy Bentham głosił nawet, że każde prawo jest złem, gdyż stanowi pogwałcenie wolności. Apoteoza nieskrępowanej swobody rodzi w konsekwencji przekonanie, że człowiek jest kreatorem wszelkich wartości, w tym etycznym i religijnych, których funkcję i zasięg ogranicza się do sfery indywidualno-prywatnej. Liberalizm indywidualnemu sumieniu przyznaje prerogatywy najważniejszej instytucji osądu moralnego, który kategorycznie i nieomylnie decyduje co jest dobre, a co złe. Następstwem tego jest relatywizm i skrajny subiektywizm w podejściu do zagadnień moralnych.

Liberalizm jest przeciwny etatyzmowi, czyli podporządkowaniu jednostkowych i grupowych interesów społeczeństwa interesom państwa, a także staje przeciwko samym interesom społeczeństwa, państwa i jakiejkolwiek formie interwencjonizmu państwowego. Człowiek jest ważniejszy od społeczeństwa, narodu, państwa, władzy. Opowiada się za ograniczeniem państwa do roli „nocnego stróża”, a nawet jego likwidacji. Nawet w obecnych warunkach, gdzie rola państwa pozostaje silna, liberalizm obchodzi to, głosząc, że wolno robić wszystko to, czego prawo nie zabrania robić.

Istnieje napięcie, a nawet sprzeczność, między demokracją, a liberalizmem. Związek demokracji z liberalizmem nie jest bynajmniej konieczny i wcale nie jest oczywisty. Państwo liberalne i państwo demokratyczne nie są tożsame, mogą istnieć niezależnie od siebie; w demokracji najważniejsze jest społeczeństwo, państwo i kolektywna wola większości, a dopiero za nimi znajduje się jednostka.

W oczach liberałów państwo jawi się, jako przydatny instrument, którego funkcje są ściśle ograniczone i sprowadzają się do ochrony interesów prywatnych osób. Demokracja z kolei nie postrzega państwa jako spółki akcyjnej; proces demokratyzacji w ramach państw liberalnych rozpoczął się praktycznie dopiero w wieku XIX. Liberalizm, stawiając na jednostkę jest przeciwieństwem demokracji. Liberalny aksjomat o nadrzędnej pozycji jednostki oznacza, że mamy do czynienia nie tyle z jedną jednostką, co z jednostkami. Społeczeństwo powinno być traktowane nie jako wspólnota, a luźny zbiór indywiduów. Punktem wyjścia jest więc to, ze wszystkie jednostki są równe w swej wolności, mając równe, nieograniczone prawa do wszystkiego; w sposób konieczny musi prowadzić to do anarchizmu i stanu wojny wszystkich, ze wszystkimi. Pojawia się więc pytanie o wspólnotę polityczną, o państwo; w oczach liberała jawi się ono wyłącznie jako instrument, który ma służyć interesom jednostki. Liberalna koncepcja państwa jako zrzeszenia opartego na realizacji indywidualnych interesów, które można by z tego względu nazwać „ekonomicznym” pozwala odróżnić wspólnoty polityczne od innych form związków. Podejście polityczne do państwa, które wspólnocie państwowej przypisuje szczególną samoistną wartość, widząc w niej nie tylko dobro wspólne obywateli, ale źródło ich tożsamości i sensu życia, jest niedostępne w podejściu „ekonomicznym”, które dostrzega w państwie jedynie wartość użytkową, podporządkowaną indywidualnym celom i dążeniom.

Liberał traktuje państwo jedynie jako przydatne narzędzie, którego sens sprowadza się do ochrony osobistego bezpieczeństwa. Państwo jest tu zaledwie złem koniecznym, wykonującym jedynie funkcje niezbędne, jak bezpieczeństwo zewnętrzne i wewnętrzne oraz stanie na straży ludzkiej wolności.

Ideologia współczesnej Europy opiera się między innymi na projekcie egalitarnego społeczeństwa, wspólnocie zatomizowanych, „wyzwolonych jednostek” wyrwanych ze swych korzeni. Liberalizm, szczególnie w swej lewicowej odmianie, to doktryna, która jak żadna inna wyniosłą na piedestał pojęcie wolności, a tymczasem to właśnie ona dokonuje w praktyce ciągłego ograniczenia wszelkich swobód.

Liberalna rzeczywistość, którą obserwujemy, to nie państwo minimum (nocny stróż), tylko wręcz przeciwnie – „państwo maksimum”, które ingeruje w sferę przez wieki zarezerwowaną dla tradycyjnych wspólnot. Po wyzwoleniu jednostki z naturalnych więzów kulturowych i religijnych panem życia i śmierci staje się współczesnym, bezkresnym Lewiatanem, który sam ustala wszelkie normy moralne. To on decyduje, kto jeszcze, a kto już nie zasługuje na miano człowieka. To rzeczywistość rodem z wizji Aldousa Huxleya. I tak z powodu praw człowieka państwa narodowe muszą zrezygnować ze swej suwerenności i godzić się na narzuconą odgórnie wizję „Europy multikulti”.

Już teraz obserwujemy wyraźne rozchodzenie się demokracji z liberalizmem i wytwarzania liberalno-lewicowej oligarchii, czemu ten proces nie miałby pójść jeszcze dalej? Dla ratowania porządku wolności wprowadza się cenzurę, inwigilację i kontrolę, w celu obrony liberalnego status quo unijne elity coraz mocniej muszą zaciskać na szyi Europy całkowicie nieliberalną pętlę. Współczesny demoliberalny Zachód ma niewiele wspólnego z wolnością i tolerancją. Pokazuje, że jednostka, która miała zostać wyzwolona, stając przed obliczem Lewiatana, jest tak naprawdę zupełnie bezradna i zdana na łaskę państwa, które to okazuje się być ostatecznym autorytetem decydującym o tym, co jest dobre, a co złe, kto zasługuje na życie, a kto nie. (cdn)

Antoni Piwowarczyk

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »