Press "Enter" to skip to content

Jak siebie samego

Była przemoczona do suchej nitki. Od kilku godzin. Zanim rozłożyła płaszcz przeciwdeszczowy, zanim rozdarła nowe opakowanie, rozłożyła posklejane rękawy i kaptur, zanim ogarnęła gdzie włożyć ręce i głowę – była już tak mokra, że ten płaszcz to tylko po to, żeby było jej cieplej. Odkleiły się plastry na stopach i przemokły bandaże. Sandały rozczłapały się po kilku kąpielach w kałużach, których nie było gdzie omijać. Obcierały luźnym tańcem wszystkie pęcherze i rany. Do ust spływał gorzkim smakiem spłukiwany deszczem nałożony wcześniej na twarz grubą warstwą krem z filtrem. Na postoju można było co najwyżej usiąść na mokrej ziemi. Deszcz wkradał się do kubków z herbatą albo zupą. Macerował palce i sprawiał, że czuła się tak bezdomna jak nigdy. Do tej całej wody dołączyły się jej łzy. Za domem. Za kawałkiem suchego ręcznika. Za choć chwilowym odpoczynkiem od zimna. Za krokami, które nie bolą. Gdyby nie to, że szła w intencji własnego dziecka, prosić o jego zdrowie – zawróciłaby kilka dni temu. Przy pierwszej burzy na środku drogi, przy pierwszym bąblu na pięcie, przed pierwszym szeregiem ohydnych niebieskich toy-budek, przed pierwszym noclegiem w namiocie rozbijanym wśród krowich placków. Uciekłaby po pierwszym postoju, kiedy zrozumiała, że obcy ludzie będą ją nagabywać, kłaść się obok niej na trawie i będą równie natrętni jak wszechobecne komary, muchy i osy. Ale szła do miejsca, w którego moc nie wierzyła bo łapała się każdej szansy. Sponiewierana i załamana, płacząc tak nad sobą pomyślała, że jeśli tam na tej Jasnej Górze faktycznie Ktoś jej wysłucha i ten Ktoś jest dobry, to nie odmówi jej. Nagle zaczęła w niej rodzić się myśl, że prośba , którą niesie będzie rozpatrzona. Serce zaczęło szybciej bić napędzane czymś tak nowym jak wiara i oczekiwanie cudu. I dlaczego wtedy, w momencie, kiedy nagle ten deszcz, to zimno, te poranione nogi przestały być ważne przyszła myśl, która zepsuła to wszystko? Dlaczego nagle stanął jej w myślach przed oczami znajomy pijak, który kiedyś mieszkał po sąsiedzku a potem wpadł w nałóg, zszedł na dno niszcząc tym samym swoją karierę zawodową, rodzinę, swoje życie i życie najbliższych. Nawet nie byli przyjaciółmi. Bardzo lubiła jego żonę, ale dlaczego w chwili takiego uniesienia ten alkoholik wkradł się w to sacrum? Idź stąd! – zawołała w myśli. A on został. Przewrócił się pijackim pomieszaniem kroków i został. Co ty robisz na mojej drodze na Jasną Górę – pomyślała. Sio! To moja historia spełnienia pielgrzymkowej intencji. To moje myśli, tu nie masz prawa… Poproś o trzeźwość dla mnie – wybełkotał pijak. Słucham? Człowieku – zawołała w myślach – to nie jest zabawa. Ja tu robię rzecz ponad własne siły. Dla mojego dziecka. Żeby wyszło z autyzmu. Jakim prawem wkradasz się do tej historii i śmiesz prosić, żebym oddała to wszystko tobie? To moja jedyna szansa – powiedział pijak… Uciekaj stąd! – krzyknęła. I tym razem wystraszony poszedł. Nie! Wołały jej myśli. To jakiś absurd! Mam prosić o trzeźwość dla jakiegoś alkoholika zamiast o zdrowie dla mojego syna? Mam oddać takie poświęcenie obcemu ochlapusowi? Boże! Powiedz coś… I wtedy przyszła do niej myśl, że przecież jej rodzina z autyzmem ich dziecka żyje, kochają się, razem szukają pocieszenia w Bogu a rodzina pijaka właśnie przez to picie umiera… Może mogła poprosić o dwie rzeczy Matkę Bożą, a może i mogłaby poprosić o wszystko. Ale czuła, że musi wybrać. Że musi w swoim sercu postawić jedną intencję przed drugą. Musi dokonać najtrudniejszego wyboru w dotychczasowym życiu…

Dwa dni szarpała się z myślami. Pękało jej serce albo zaciskały się pięści. Kiedy stanęła przed obliczem Jasnogórskiej Matki… była rozdarta i miała w sercu prawie nienawiść do tego pijaka. Za to, że się tak wdarł butami w prawie załatwiona sytuację z Niebem…Że wszystko zepsuł. Pani z Obrazu patrzyła tak… bez podpowiedzi. Nie ułatwiała. Żadnych znaków z Góry. Musiała wybrać sama. Maryjo – szeptała patrząc w nieodgadnione oczy – ja bym bardzo chciała, żebyś uzdrowiła moje dziecko. I żebyś dała trzeźwość temu alkoholikowi. Ale jeśli mogę Cię prosić tylko o jedno to… to… spraw, żeby on nie pił… ratuj jego rodzinę… Ale gdybym jednak mogła mieć dwie prośby to błagam za mojego synka… Maryja nie spuszczała z niej wzroku.

Trzy lata później siedzieli w pogodny wieczór przed namiotem. Każde moczyło zmęczone nogi w misce. Wesoło rozmawiali. Że to już jutro staną przed Jasną Panią… Poproszę o wiarę dla starszych synów, żeby żyli wsparci o Boga, żeby Go znaleźli – powiedziała. A ja, tak samo jak w zeszłym roku – podziękuję za moją żonę i syna, za wymarzoną pracę, że to wszystko zmartwychwstało, za kolejny rok trzeźwości ale przede wszystkim podziękuję za ciebie i będę prosił o wszelkie łaski dla twojej rodziny – powiedział pijak…

Barbara Konarska

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »
Mission News Theme by Compete Themes.
error: Treści chronione prawem autorskim. Kopiowanie zabronione.