Press "Enter" to skip to content

Promień Boga

Życie ludzkie potrafi być naprawdę piękne. Ma wartość, której, żyjąc, czasem nie zauważamy, nie rozumiemy, ale bywa, że w chwilach jakiegoś odmienienia widzimy więcej i wtedy możemy odczuwać inaczej to, co dookoła nas. Odczuwanie wartości życia nie zawsze odbywa się poprzez wydarzenia szczęśliwe – bywa wręcz odwrotnie. Przedziwne jest w tym kontekście ludzkie odczuwanie miłości. Piszę „ludzkie”, bo chyba tylko po ludzku jesteśmy w stanie określić to, co dzieje się w sercu człowieka, gdy kocha. Tak „po ludzku” tracimy głowę, wpadamy w drugiego człowieka jak w jakiś nałóg; bywa, że bez jego obecności nie potrafimy żyć, jak gdyby on był twórcą nas, jakbyśmy jemu oddawali władzę nad naszym umysłem. To chyba nie wynika z prawdziwej świadomości, czym jest miłość. W tym sensie trudno po ludzku odróżnić, gdzie zaczyna się miłość, a gdzie uzależnienie od drugiego człowieka; gdzie zaczynamy żyć nie po ludzku, a gdzie ludzka natura istnienia zaślepia nas, hamując możliwość pełnego wolności odczuwania i ROZUMIENIA sensu istnienia. W ogóle mam czasem wrażenie, jakby, idąc za myślą Platona, materia nas ograniczała; funkcjonowanie w świecie nas ograniczało. Jakbyśmy żyli we mgle, po omacku.

Najpełniej można odczuć istotę miłości, gdy doświadczamy straty kogoś, kogo kochamy. Pojawia się wówczas pytanie, czy pustka, jaką odczuwamy, wynika z braku pewnych czynności, gestów, zachowań, do których przez czas obecności w naszym życiu kochanego człowieka byliśmy przyzwyczajeni, czy też z nieumiejętności lub poczucia braku możliwości nawiązania kontaktu z kochanym człowiekiem. Pozostając sami, nagle gubimy się w otchłani rozpaczy; zaprzeczamy wielu wcześniejszym deklaracjom; bywa, że tracimy wiarę, bo jak Bóg mógł coś takiego nam zrobić, czyli ZABRAĆ naszą miłość, jakby bez ciała miłość już nie mogła istnieć.

Podobnie jest, gdy tracimy bliskość kochanego człowieka z powodu na przykład odrzucenia nas przez niego. Mając poczucie, że przecież kochaliśmy szczerze i całym sobą, mamy żal do Boga, do losu, że zostaliśmy odrzuceni; że ktoś wybrał kogoś innego niż nas; że ktoś w ogóle miał inny pomysł na życie niż życie z nami. Czujemy się oszukani.

Istota miłości wynika z doskonałości Boga. To trudno zrozumieć, bo Bóg dla wielu ludzi jest tylko abstrakcją jak ułuda lub coś nieprawdziwego. Ale miłość jest esencją Boga, dlatego też Bóg najpełniej pokazuje człowiekowi swoją istotę w miłości i poprzez miłość.

Bóg JEST. Niezależnie od istnienia materii lub jej braku. JEST. Wypełnia swą naturą wszechświat, również wypełniając ludzkie dusze. Kłopot polega na tym, że żyjąc w materii, w materii ciała i materii świata, człowiek nie zawsze jest w stanie odczuwać to wszystko, co mógłby odczuwać dzięki wszechogarniającej go miłości. Pojawia się pytanie, po co Bogu jakakolwiek materia, skoro doskonałość nie potrzebuje być określana w świecie materialnym? To z pewnością pytanie do rozważenia przy innej okazji. Ale zakładając, że Miłość jest Bogiem, a Bóg – Miłością, otwieramy przed swoją ludzką, ułomną naturą możliwość odczuwania szerszego, pełniejszego niż ludzkie odczuwanie czegokolwiek w świecie rzeczywistym.

Miłość prawdziwa, która jest największym, najpiękniejszym Darem od Boga dla człowieka, jest Bogiem w człowieku. Oznacza to, że przestajemy myśleć materią, odrzucamy wszelkie ograniczenia wynikające ze współistnienia w materii i zaczynamy czuć poza materią, poza światem, poza śmiercią. Wtedy, wraz ze śmiercią ukochanej osoby, nie kończy się miłość i odczuwanie istnienia kochanego człowieka; wtedy nie mamy poczucia straty tego człowieka, lecz jego istnienia INACZEJ. Skoro w ludzkiej naturze istnieje cząstka Boga, to poza śmiercią również musimy istnieć w podobnych przestrzeniach, w podobnym systemie pozytywnych wartości, w podobnym myśleniu, w podobnych relacjach. Skoro w człowieku jest cząstka Boga, to żyjąc, przyzwyczajamy się do Boskiej natury, mimo że ta ludzka ogranicza nas z jakiegoś powodu. Dlaczego gdy ludzie umierają, to mamy poczucie końca? Przecież MYŚL nie umiera, więc uczucia nie umierają. Pozostaje jedynie problem, JAK się komunikować, JAK dotykać osoby kochanej, JAK przekazywać jej nas.

Może się mylę, ale mam wrażenie, że miłość zawsze jest odczuwana przez ludzi tak samo. Miłość prawdziwa, pełna, która jest Bogiem. Bo przecież nie ma kilku Bogów – jest Jeden, który ma bardzo określoną naturę, a mianowicie jest Miłością. Oznacza to, że jeśli odchodzi ktoś, kogo kochamy, to nasze uczucia do tej osoby nie umierają. Bywa, że w życiu mimo tej straty potrafimy pokochać równie mocno kogoś innego – dzieje się tak dlatego, że w rezultacie człowiek nie kocha drugiego człowieka, tylko BOGA; że miłość nie jest kierowana do ciała, tylko do duszy; że kochając, wytwarzamy więź opartą na bezwarunkowym poczuciu Piękna, oddania wszystkiego, co posiadamy tej drugiej osobie; opartą na ofiarowaniu nas – Bogu.

Nie wiadomo do końca, co powoduje, że w relacji z jednym człowiekiem rodzi się między nami miłość, a w relacji z drugim – nie. Naukowcy nazywają to chemią lub jej brakiem. Ale jak by tego nie nazwać, więź, nazywana miłością, jest tym, co pozwala człowiekowi na dotknięcie Absolutu mimo ułomności materialnej natury człowieka. Jest Promieniem Boga, pozwalającym ludziom na odkrycie swojego własnego Nieba za życia. Nieba, którego nie kończy śmierć.

Joanna Lubińska

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »
Mission News Theme by Compete Themes.
error: Treści chronione prawem autorskim. Kopiowanie zabronione.