Press "Enter" to skip to content

Radość idzie w procesji

Eucharystia rozświetliła swoim blaskiem całe, pogodne, niebo. Centrum miasta przeszła procesja Bożego Ciała. To jest całkiem inne święto, do którego przygotowanie wypływa gdzieś z wnętrza osoby.

Każde Boże Ciało nadaje szczególny sens codziennym znakom naszej wiary, jakby powiększa sferę myśli o tym święcie, o sobie, swoim udziale w kościele, swojej drodze życiowej, wspólnocie, o bardzo wewnętrznym, można by powiedzieć intymnym odniesieniu do Jezusa Chrystusa.

Sięgam myślą wstecz. Ile trzeba było takich świąt Bożego Ciała, takich procesji aby wsłuchiwać się w Słowo, aby poczuć Jego siłę, moc Eucharystii. Ile tych świątecznych procesji nieuczęszczanych, minęło bezpowrotnie a ile z nich nie do końca było uświadomieniem prawd, które dzisiaj tak głęboko poruszają i zapadają w serce.

Patrząc z perspektywy czasu na moje procesje, moje Boże Ciała, dojrzewanie, dosięganie intelektem i sercem Słowa, dziś dopiero widzę, w jaki sposób niejednokrotnie przemieniały życie i stawały się codziennością. Powoli, systematycznie Pan Bóg wyznacza drogę, po której sam kroczy obok, dotykając stopami delikatnych płatków kwiatowych usypywanych dla Niego przez dzieci. Ich zapach w ciepłym, czasem gorącym powietrzu przenika nozdrza, napawa szczególną eterycznością jakby wyznaczał dla mnie tę przestrzeń, którą nie zawsze podążałam. Ale to wspomnienie, czasem tak dalekie jakby przez mgłę, różnobarwnych płatków muśniętych Jego stopą było ożywiające w chwilach zwątpień, zmagań, życiowych porażek.

Gdyby nie te dziecinne procesje, które były naocznością ale też przeżyciem prostym, bo dotykającym duszy dziecka, doświadczanym wielkością uczestniczących tłumów, powagą znaków, autorytetem kapłanów, czy byłyby tylko wspomnieniem?

Patrząc dzisiaj na tłum wiernych, na dzieciaki i młodzież, refleksja jest inna, bo dotyczy odpowiedzi w jaki sposób idziemy w tej procesji razem jako wspólnota Kościoła oraz indywidualnie.

Kiedy przestałam być dzieckiem a moje dzieci próbowały wyłamać się ze świątecznego porządku, pokazywałam, że nie mogą mylić się wszyscy gromadzący się ludzie a udział ich jest niezbitym dowodem na wagę i powagę tego święta, że dzięki Niemu żyje cały kościół czyli my też. Taki również jest sens tego świątecznego zgromadzenia. Obserwuję ludzi, którzy jak ja podążają ulicami miasta za Panem Jezusem. Jest w nich skupienie, wyciszenie, jakaś dziwna uroczystość widoczna nie tylko w zewnętrznym starannym wyglądzie, pokornym skłonieniu głowy ale również w spojrzeniu.

Przyglądam się także tym nielicznym, którzy beztrosko przemykają „pod prąd”, niespodziewanie wplatając się, trochę niechcący w procesję. Chcą pewnie przejść do swoich spraw obok, bez żadnego uniżenia przed Najświętszym Sakramentem, zaznaczyć, że oni nie podlegają temu co dzieje się wokół. Nie myślą nawet, że przechodzą między okruchami chleba pozostawionymi po nakarmieniu tłumu, nie wiedząc jak bardzo te ułomki są im konieczne do życia.

A wspólnota chce pokazać swoje zjednoczenie, swoje przywiązanie, zamanifestować chęć bycia razem, podążać tą samą drogą w poczuciu jedności i niewypowiedzianej słowami solidarności. Dziś jest właśnie czas na to żeby jasno powiedzieć to sobie, innym i Jezusowi. Zastanawiam się czy siła procesji tkwi w przekonaniu jej uczestników o mocy Eucharystii? Czy pragnienie JEJ jest powodem tak wielkiego zgromadzenia? Myśli te, pytania kieruję do siebie samej, ale przecież jesteśmy tu wszyscy, niezależnie od tego czy jest to pragnienie uświadomione czy nie. Zastanawiam się jak ono wzrastało choć nie było od zawsze tak samo wyraźne. Może kiedyś istniało w podświadomości i ten właśnie czas dany został do uczynienia czegoś pożytecznego, co w naturalny sposób wynika z ludzkiego powołania.

A jeśli pragnienie czyli Eucharystia, to czy ofiarowanie swojego życia, swoich spraw, doświadczeń upadków i umocnień w nim, nie jest naturalną konsekwencją?

Wszystko jest ofiarowaniem, powierzeniem, zaufaniem. Czy dalej to już konsekracja?

Brak śmiałości aby o tym myśleć, mówić… ale może właśnie to taki moment.

W tym objawia się sens wspólnoty, bycia tu i teraz, niesienia swojej wiary, swoich przekonań, swoich najbardziej prywatnych myśli o NIM mając poczucie, że my tutaj wszyscy razem myślimy o podobnych sprawach. Każdy na swój własny sposób, poprzez bagaż indywidualnych doświadczeń ale kierunek jest ten sam. I nikt nie chce być odprawiony.

Poruszający jest zawsze moment gdy ludzie publicznie potrafią dawać świadectwo. Często przejmujące, powodujące ścisk w gardle. Ile trzeba przemyślenia swojego życia, siebie samego żeby zdobyć się na taki publiczny akt. Było ich kilka, ludzi w różnym wieku ale każdy z nich miał w sobie radość. Ta radość idzie w procesji, choć trochę skrywana.

Ta sama, którą po ulicach i drogach niosą ludzie pragnący JEGO obecności, tak realnie widzialnej w Boże Ciało.

Anna Tchórzewska

Inne artykuły GłównaWięcej wpisów »
Mission News Theme by Compete Themes.
error: Treści chronione prawem autorskim. Kopiowanie zabronione.