Press "Enter" to skip to content

Czy „święty spokój” to przejaw tchórzostwa i kapitulanctwa?

Czytelnicy portalu KW pewnie pamiętają akcję świeckich katolików w obronie życia poczętego (sprawa in vitro w Radzie Miasta) czy krzyża usuniętego z wizerunku bazyliki wykorzystanego na materiałach Urzędu Miasta w tzw. Karcie Mieszkańca. Pamiętają także akcję o prawo do wyboru sposobu przyjmowania Komunii św. podjętą w pierwszym okresie pandemii, czyli w marcu ubiegłego roku i to, że biskup ordynariusz w imię zakończenia „komunijnych wojenek” zmienił swoją wcześniejszą decyzję (nakaz Komunii św. tylko na rękę) i pozwolił wiernym przyjmować Pana Jezusa w formie tradycyjnej. Czytelnicy pamiętają także akcję katolików w obronie ul. św. Jana Pawła II, gdy przeciwnicy Kościoła zaproponowali zmianę patrona jednej z centralnych ulic w naszym mieście na fali oskarżeń Papieża – Polaka o tuszowanie pedofilii wśród duchowieństwa. Oczywiście te przykładowe akcje nie wszystkim się podobały. Dało się usłyszeć z ust jednego z ważniejszych, lokalnych proboszczów, że – na przykład – Papież sam się obroni i z tego powodu zauważalna była nieobecność grup modlitewnych w „działaniach obronnych” wizerunku św. Jana Pawła II.

Znany i ceniony publicysta katolicki, Piotr Lisicki, powiedział niedawno, że „Kościół, który nie chce być Kościołem walczącym – walczącym z grzechem i diabłem oraz ludźmi i systemami, które reprezentują szatana i grzech – traci rację bytu.”

Nie jest jakąś wielką tajemnicą, że w środowisku kapłańskim (w różnej skali) obecna jest postawa,w myśl której Pan Bóg, Jego Dobre Imię, Jego Słowo, nie potrzebują obrony katolików. Taka postawa niektórych księży jest sprzeczna z całym wcześniejszym nauczaniem Kościoła.

„Bóg sam w sobie oczywiście nie potrzebuje obrony czy pomocy człowieka. Ale przecież tu nie chodzi o Boga samego w sobie: ani Boga pojmowanego jako doskonały, wieczny byt, ani Boga, który się ostatecznie objawił za pośrednictwem Chrystusa – Trójcę Świętą. Wewnętrzne życie Boga jest absolutnie i całkowicie niezależne od ludzkich ataków, obrony czy pomocy. W tym sensie Bóg w ogóle nie potrzebuje człowieka: Boża doskonałość ani nie zwiększyła się wskutek stworzenia świata, ani też nie zmalałaby, gdyby świat zniknął” – tłumaczy Paweł Lisicki, dodając, że „Bóg w swej dobroci zechciał stworzyć świat, a także człowieka – na własny obraz i podobieństwo; od samego początku prawdziwym celem człowieka ma być poznanie Boga i oddawanie Mu czci. Taki jest sens jego życia ziemskiego.”

Przykładowe akcje, o których wspomniałem powyżej obudziły ducha wspólnoty środowiska katolickiego w naszym mieście. To na pewno nie wszystkim się podoba, szczególnie tym, którzy przyzwyczaili się, że katolicy nad Parsętą zazwyczaj milczą w ważnych sprawach, dzięki czemu niektórzy księża mają tzw. „święty spokój”. A przecież, mówiąc o obronie Boga czy obronie czci Boga, mówimy o podstawowym nakazie moralnym i religijnym. I tu znowu przywołam ważną w tym kontekście myśl Pawła Lisickiego: „Skoro oddawanie Bogu czci i chwały jest naszym powołaniem, to obrona Boga, rozumiana jako obrona prawdy o Nim, jako obrona Jego świętości i Jego praw, jest absolutnie pierwszym obowiązkiem człowieka. Nic dziwnego, że pierwszym i najważniejszym przykazaniem są słowa: “Będziesz miłował Pana, Boga twojego, z całego swego serca, z całej duszy swojej, ze wszystkich swych sił” (Pwt 6, 5). Tak samo najważniejsza modlitwa chrześcijańska zaczyna się od wezwania: “Święć się Imię Twoje!”. Dlatego niechęć do obrony Bożego Imienia, do obrony należnej Bogu czci, to nic innego, jak przejaw tchórzostwa i kapitulanctwa.” Przyznacie Państwo, że te ostatnie słowa brzmią bardzo mocno. Zgadzam się w ocenie Pawła Lisickiego, że porzucenie idei Kościoła walczącego to jedna z podstawowych przyczyn kryzysu obecnej degrengolady świata katolickiego. „ Kościół, który nie chce być Kościołem walczącym – walczącym z grzechem i diabłem oraz tymi ludźmi i systemami, które reprezentują szatana i grzech – traci rację bytu. Jeśli już potępia zło, to tak, by nikogo nie urazić. Jeśli usiłuje walczyć, to ze spętanymi rękami. Walka oznacza, że trzeba rozumieć, kim jest przeciwnik. Mówić, że walka jest niepotrzebna, to z góry ogłaszać kapitulację. Taki Kościół zostaje wydany na pastwę wszystkich złych mocy, które swobodnie mogą do niego wkroczyć.” Dlatego tak ważne jest, by świeckie środowisko kołobrzeskich katolików zrozumiało, że we wspólnocie jest siła i moc działania. Z gaszenia tej wykluwającej się wspólnoty charakteru i Bożej idei cieszą się nie  tylko ci, dla których ważny jest więc „święty spokój”, ale przede wszystkim pewien taki jegomość z rogami, merdający swoim ogonkiem i uśmiechający się z diabelską satysfakcją…

Jacek Pechman

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »