Press "Enter" to skip to content

Policzmy Polskę

Zacznę trochę jak poeta: na początku lutego przyszła do mnie moja Ojczyzna. A było to szóstego dnia tego miesiąca… Z datami bywa tak, jak na przykład z koniunkcją planet – tak się ze sobą dopasują, w takie wejdą sąsiedztwa, że nie pozostaje nam nic innego, jak wyciągnąć z tego wnioski. Pierwszym z nich jest oczywista konstatacja, że nie ma przypadków. Drugi, już konkretny, że Ty musisz coś z tym zrobić.

Wiele razy zastanawiałem się, dlaczego tak wielu mieszkających w Polsce wciąż chce „ten kraj” albo reformować, albo naprawiać, albo w ogóle zmieniać. Ale jednocześnie wokoło nas są ludzie, którzy myślą dokładnie odwrotnie i poświęcają życie na to, aby w swej Ojczyźnie utrwalać i rozwijać to co było dobre i piękne – to, co zwie się tożsamością. I tak sobie myślę, że dana nam teraz rzeczywistość dokładnie tego potrzebuje – jak najwięcej Polski w Polsce.

6 lutego we wsi Królowe koło Głubczyc, a więc bardzo daleko od wielkich miast, odbyło się niezwykłe spotkanie Polaków. Było to w miesiąc i jeden dzień po śmierci Lidii Lwow-Eberle, ps. „Lala” i dwa dni przed 70. rocznicą zamordowania przez komunistów mjr. Zygmunta Szendzielarza, ps. „Łupaszko”. Dodajmy tu jeszcze, że była to pierwsza sobota miesiąca, a więc czas odwoływania się do Matki Bożej i do objawień fatimskich, czyli dzień zapisany w tradycji Kościoła katolickiego jako czas modlitw wynagradzających wszelkie zniewagi i bluźnierstwa wobec Niepokalanej, wobec Królowej Polski.

Opluwanie polskości stało się w ostatnich latach sposobem na zrobienie kariery i na judaszowe zarobki. Tymczasem oczywistym kulturowym faktem są dwa filary polskości: umiłowanie niepodległości i wiara w Boga w Trójcy Jedynego. Opatrzność chciała, że w najnowszej historii obie te cechy w heroiczny sposób są reprezentowane przez pokolenie Żołnierzy Wyklętych. I nie ma godniejszego punktu odniesienia dla edukacji patriotycznej i w ogóle rodzimego wychowania. Nic dziwnego, że osoby swym życiem definiujące te wartości przez całe dziesięciolecia eksterminowano i fizycznie, i propagandowo. Doskonale to definiuje anonimowy wiersz wydrukowany w Łomży roku 1946 w biuletynie konspiracyjnym Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość:

(…) Polak, co nie chciał zostać Kainem,
Że chciał być wiernym ojczyźnie synem,
Chciał jej wolności w słońcu i chwale,
A że śmiał o tym mówić zuchwale,
Że nie chciał by go więziono, bito,
Był „reakcyjnym polskim bandytą” (…).

Przywołane powyżej postaci podziemia antykomunistycznego, żołnierze 5. Wileńskiej Brygady AK – sanitariuszka „Lala” i jej dowódca „Łupaszko”, to wyjątkowo symboliczne personalne przykłady tego, co Polakom chciano odebrać. Niestety dla wrogów Polski, te nasze prawdziwe elity zaczęły w ostatnich dziesięciu latach do nas wracać i to niemal dosłownie wychodząc spod ziemi. Prace ekshumacyjne prowadzone przez Instytut Pamięci Narodowej na powązkowskiej tzw. Łączce w Warszawie i na dziesiątkach innych „łączek” w całym kraju, to nie tylko rutynowe historyczne odkrywki, ale nade wszystko przywracanie narodowi polskiemu jego prawdziwej tożsamości. Istnieje tutaj jednak pewne niebezpieczeństwo zamknięcia gorącej prawdy w zimne pomnikowe marmurowe dekorum. A nam nie tyle są potrzebne znicze na grobach czy akademie ku czci, ale pamięć żywa, kreująca przyszłość.

I o to właśnie chodzi z tym „policzeniem Polski”, czego pierwsza odsłona miała miejsce 6 lutego w jak najbardziej legendarnym starym młynie koło wsi Królowe, czyli tam, gdzie w 1947 roku przez kilka tygodni ukrywali się m.in. major Szendzielarz i podporucznik Lidia Lwow. W tym jak najbardziej romantycznym działaniu (a romantycznym, to dla Polaka oznacza: dążącym do wolności) chodzi o to, aby w towarzystwie owych Żołnierzy Wyklętych, żywi ludzie zdefiniowali dzisiaj siebie dla Polski. Zdefiniowali się nie w gadaniu, ale w działaniu. A jako że w naszej narodowej sprawie nie za bardzo da się teraz strzelać prawdziwymi kulami, to należy to robić inaczej. Święty Maksymilian Kolbe mówił słusznie o „strzelaniu do szatana” paciorkami Różańca świętego, a więc modlitwą. Ale można to robić również poprzez dzieła artystyczne i edukacyjne, czyli dokładnie tak, jak robili to nasi przodkowie czasów zaborczej niewoli czy tych bliższych nam czasów „drugiej Apokalipsy”. To określenie – „druga Apokalipsa”, dotyczy oczywiście okresu II wojny światowej, a jego autorem jest największy polski poeta XX wieku – Zbigniew Herbert, który w jednej ze swych poetyckich opowieści o Panu Cogito zdefiniował stojące przed nami zadanie. Tak to brzmi w „Przesłaniu Pana Cogito”:

(…) idź dokąd poszli tamci do ciemnego kresu
(…) idź wyprostowany wśród tych co na kolanach
wśród odwróconych plecami i obalonych w proch
(…) idź bo tylko tak będziesz przyjęty do grona zimnych czaszek
do grona twoich przodków: Gilgamesza, Hektora, Rolanda
obrońców królestwa (…)
Bądź wierny, Idź.

Mówmy więc o żywych ludziach i o tym, co każdy z nas może zrobić. Wspomnijmy o tych, którzy to pierwsze spotkanie wymyślili, a do grona których z pokorą sprawie należną należy niżej podpisany. Mówmy więc o Marcinie Żukowskim z opolskiej delegatury Oddziału IPN we Wrocławiu i o dyrektorze tegoż Oddziału, Tomaszu Greniuchu. Mówmy o ludziach ze Stowarzyszenia Odra-Niemen w Opolu; o druhach i druhnach z chorągwi ZHR Głubczyce i o ks. dziekanie Adamie Kryczce, który celebrował okolicznościową Mszę św. w Królowym, głosząc emocjonalną homilię. Pamiętajmy o wielkiej pracy, jaką wykonały tam na miejscu panie: Agata Janicka, Magda i Kasia Ziomko oraz Anna Iwaszkiewicz. Mówmy o aktorach Teatru Nie Teraz, muzykach zespołów Irydion i Grupa Bartka. Mówmy o tych wszystkich, którzy stanęli przy ogniu obok pomnika przy młynie i o niezwykłym świadectwie, które tam wygłosił gość specjalny, prezes IPN Jarosław Szarek. I na pewno zapamiętajmy słowa pieśni napisanej na tę okazję i wykonanej przez ich autora – Wiesława Janickiego:

(…) Wrócimy tutaj, nad stawy,
Będziemy cieszyć się życiem,
Pilnować Ojczystej Sprawy
W dzień, w noc, wieczorem, o świcie (…).

To dopiero początek naszego „liczenia Polski” Anno Domini 2021. A że ciąg dalszy nastąpi, to pewne. Bo przecież Polacy nie mogą stać się mniejszością we własnym kraju. Bo polska kultura nie może być zepchnięta na margines. A jeżeli już nie ma dla niej miejsca w tym paskudnym mainstreamie, to przecież jest dla niej miejsce w każdym z naszych serc, a to wyjątkowo kreatywny underground. Bo jeżeli „teraz jest wojna”, to trzeba działać jak podczas wojny i tworzyć dzieła, które w rezultacie są dużo więcej warte niż działa. Innymi słowy: rozglądajmy się wokoło i… liczmy Polskę.

Tomasz A. Żak

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »