Press "Enter" to skip to content

Aborcje homoseksualne

Wydawałoby się, że nie ma większego absurdu niż emocjonalne zaangażowanie działaczy homoseksualnych w wystąpienia aborcyjne. A jednak liderzy politycznego ruchu homoseksualnego odgrywają wybitną rolę w działaniach przeciw prawu do życia, zarówno w Polsce, jak i w Europie. Co ich do tego pobudza? Przede wszystkim to najbardziej widoczna (obok ataków na kościoły) manifestacja głębokiego antychrześcijańskiego resentymentu. Bezinteresowne zwalczanie etyki chrześcijańskiej nawet w tych punktach, które protagonistów tych działań w ogóle nie dotyczą. W homoseksualnych relacjach nie poczyna się dzieci. Do tej pory polityczny ruch homoseksualny domagał się, by tę dotkliwą niesprawiedliwość natury naprawiało liberalne państwo przez homoseksualne adopcje albo dalej idące eksperymenty. Ale tu kierunek zmienia o 180 stopni.

Najwyraźniej chodzi więc o totalną deregulację etyczną, zniesienie wszelkich moralnych powinności i oczekiwań, począwszy od rodzicielstwa. Dzięki temu miałoby powstać kulturowe otoczenie, w którym wolno wszystko, a niczego nie trzeba. Trudno jednak zrealizować to w społeczeństwie takim, jakie jest. Polityczny ruch homoseksualny nawet w najszerszej koalicji skrajnej lewicy pozostanie w mniejszości. Żeby mieć siłę sprawczą – musi zmienić „materię

społeczną”, zanim nada jej nową formę. Aborcjonizm spełnia dlań podobną rolę jak imigracja dla współczesnego socjalizmu: dostarcza potencjalnych sojuszników. Z tym że tu wymianę ludności zastępuje głęboka mutacja, coś w rodzaju epidemicznej amnezji, po której część społeczeństwa traci kontakt ze swą religią, tradycją, wychowaniem. Osobliwości sytuacji dopełnia jeszcze to, że polityczny ruch homoseksualny zaczynał od „walki o akceptację”. Potem po raz kolejny zadziałało prawo naczyń połączonych: im więcej akceptacji dostawał, tym mniej jej okazywał. Warto o tym pamiętać, by dobrze rozumieć właściwy sens kolejnych podobnych haseł.

Marek Jurek

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »