Press "Enter" to skip to content

Wielki Post jest drogą ku Porankowi

Rozpoczynamy kolejny Wielki Post. Kiedy myślałam o przygotowaniu mojego tekstu na ten temat, zastanawiałam się jakim obrazem opisać ten czas. Czym jest ten okres – czym być powinien dla nas? Na półce z książkami odnalazłam pozycję kard. Roberta Saraha „Droga do Niniwy” (2017).  Bardzo dobra lektura właśnie z przemyśleniami na Wielki Post. Ciekawe są także tytuły rozdziałów: Wielki Post – czas, by zmienić swoje serce i zwalczyć grzech; czas dzielenia się i solidarności; wewnętrzny exodus; droga powrotna syna marnotrawnego do domu Ojca; wezwanie do świętości i życia braterskiego; szczególny czas, by z godnością i szacunkiem wielbić wielkość i świętość Boga; czas wielkiej bitwy, w której naszą bronią jest Słowo Boże… I pewnie te tytuły wystarczyłyby za cały artykuł jako przebogate źródło do wielu medytacji.

Jak określić okres Wielkiego Postu? Osobiście powiedziałabym, że jest to droga. Przeżywamy ten czas co roku, jest on „wpisany” w nasz kalendarz. I ta cykliczność może przerodzić się w mechaniczne działanie, odruchowe zachowanie pewnej tradycji, zwyczaju. Zarazem jednak i w tej cykliczności jest zamiar pedagogiczny. Następujące po sobie okresy w roku liturgicznym to jak spirala, która z każdym rokiem ma nas prowadzić coraz bardziej wzwyż. A czym jest to wzwyż? Coraz większą świadomością, coraz większą głębią, coraz ściślejszą relacją z Panem. Wielki Post jest drogą ku Porankowi. Skojarzyło mi się to najpierw z lasem. Pokuta, wyrzeczenia, umartwienia, myśli o Męce, pewne „oddalenie” Pana, to jak właśnie wędrówka przez ciemny las. Chwilami może wydać się monotonna, nic się nie zmienia, nie ma  nowoczesnych uniesień; łatwo o zadrapanie lub potknięcie o korzeń grzechu; to walka ze znużeniem, egoizmem. Ale to przedzieranie się ma sens. Nade wszystko ma ten sens, kiedy świadomi jesteśmy dokąd zmierzamy, co jest celem tej wędrówki, tego trudu. W lesie potrzeba kompasu. Dlatego mamy te trzy latarnie, filary – post, jałmużna i modlitwa. Każda jedna wynika z drugiej. Zaraz do tego wrócę. Ale kiedy pomyślałam o lesie i ciemności, przyszła mi na myśl Pieśń nad Pieśniami. Bo przecież ten Poranek jest spotkaniem z Oblubieńcem, który Żyje. Do Bożej miłości także można się w pewnym sensie przyzwyczaić. To jest to pukanie z Pieśni nad Pieśniami, Oblubieńca – ale panna nie otwiera od razu, bo już nie jest na to przygotowana. Pukanie „wybudza ją” i uświadamia pragnienie bycia przy Nim, potrzebę Jego obecności. W końcu otwiera, ale Jego już nie ma. Ona zaś wchodzi do krainy tęsknoty. I będzie zmagać się z mrokiem nocy, z nieprzychylnymi miejskimi strażnikami…Będziemy zmagać się z rutyną, z literą wypełnianych praktyk. Może nawet w pewnej chwili nie będziemy świadomi tęsknoty, która nas wypełnia. To nie Wielki Post jest dla postu, jałmużny czy modlitwy. To one jako narzędzia są dla tego czasu szczególnie przeznaczone, aby nas dobrze poprowadzić do owego niepowtarzalnego Poranka. Ciekawe, czy można przeżyć ten czas, tegoroczną Wielkanoc tak, jakby to wszystko w naszej, w mojej osobistej historii działo się zupełnie pierwszy raz? Ufam, że z Bożą łaską, owszem, można.Św. Jan Kasjan pisarz łaciński V w., który po swoim pobycie u egipskich mnichów, wniósł znaczący wkład w formowanie się monastycyzmu zachodniego,powie, że te trzy filary to takie lekarstwa dla naszego uzdrowienia z grzechów. Uzdrowienie to odrodzenie. Bo w Chrystusie – wraz z Nim – ma się dokonywać także nasze zmartwychwstanie. Więc czym jest post? Wielkie umartwienie, wyrzeczenie, formalizm, powód do pychy – a może przestrzeń owej walki z samym sobą, poznanie prawdy o swojej słabości i kruchości, przypomnienie jak bardzo potrzebujemy w każdej chwili Bożej łaski? Droga do wolności. Owa zaś wolność winna otwierać nas na innych. Pościmy nie po to, by to co zostanie zatrzymać dla siebie. W głodzie postu możemy obudzić w sobie także ducha solidarności z najuboższymi – przy czym nie zamykajmy tych pojęć: post, najubożsi, jedynie do strefy jedzenia, spraw materialnych. Jałmużna. A i tu uwaga na pułapkę pychy. Zresztą w ogóle rozpoczynając ten czas i podejmując różne postanowienia można śmiało skonfrontować się z pytaniem dla kogo i dlaczego to czynimy? W Ewangelii zapisanej przez św. Mateusza, którą rozpoczynamy Wielki Post Jezus mówi o tym „ukryciu” tych praktyk. Myślę sobie jednak, że tu nie chodzi tylko o ukrycie przed innymi ludźmi, ale także przed sobą samym – a to jest najtrudniejsze ukrycie. Bo chyba jedynym powodem wewnętrznego „zadowolenia” powinna być po prostu (aż) miłość (przypomina mi się tu myśl z duchowości św. Teresy z Lisieux – sprawiać przyjemność Jezusowi – to jako źródło wewnętrznej radości i spełnienia prowadzi także do dodania: oraz sprawiać przyjemność innym). Miłość zakłada relację a ta wyrasta w modlitwie. Dlatego modlitwa jest podstawą wszystkiego. Bez niej post czy jałmużna łatwo mogą zagubić swój prawdziwy wymiar, sens. To główne filary tego czasu, ale pomiędzy nimi jest tak wiele maleńkich sposobności, dróżek, by owocnie przeżyć ten czas. I chyba warto wytężyć „wzrok”, by wypatrzeć to, co właśnie pomiędzy – także po to, by nie dać się złapać rutynie i utartym schematom (choć teraz przyszła mi taka myśl, że ta cykliczna forma może jest także po to, by niejako trzymać nas w porządku, byśmy zbytnio się nie rozleniwili, nie odkładali tego, co najważniejsze na tak zwane „potem”). Nie tylko potraktować to jako cykliczny „obchód”, nie tylko „odprawić nabożeństwa”. Pamiętam, jak byłam pierwszy raz, tak z pragnienia serca, na Gorzkich Żalach. Śpiewałam kolejne wersy tych rzewnych pieśni – jakże głębokich i bogatych w treść, wartych ich pielęgnowania – a potem „miałam” ucałować relikwie Krzyża Pańskiego. Serce drżało, gdy zbliżałam się do ołtarza. Bo jakoś odnajdywałam się w tych wymienianych osobach czy postawach, które zadały rany Jezusowi – a teraz mam możliwość ucałować tenże Krzyż. Trudno mi to nawet opisać, znaleźć teraz dobre słowa. Ale chyba także o to chodzi – żeby serce zadrżało i żeby wpaść w ramiona Miłosiernego Pana. Właśnie – miłosierdzie. Wracając jeszcze raz do wspomnianego już św. Jana Kasjana, zacytuję taką jego myśl: „Gdy nadejdzie brat, w którym należy z miłością pokrzepić i najuprzejmiej ugościć Chrystusa, a ktoś chciałby wówczas przestrzegać surowego postu: czyż nie popełniłby raczej zbrodni nieludzkości zamiast zyskać pochwałę i zasługę pobożności?… Albowiem przykazania miłosierdzia, cierpliwości i miłości lub innych cnót, w których tkwi dobro zasadnicze, nie należy wykonywać dla postów, lecz raczej trzeba posty dla nich zachowywać. Przez posty należy dążyć do nabycia tych cnót, które są naprawdę dobre, a nie przez cnoty do postów… abyśmy przez nie doszli do miłości, w której mieści się niezmienne i trwałe dobro, niemające żadnych przerw i wyjątków”. Chodzi o owocność tego czasu. Wysiłek nie może być podejmowany dla samego tylko wysiłku. Bo to jest czas oczyszczenia. Te wszystkie przywołane jako obrazy otarcia, nocne zmagania – po to, by otworzyć nasze oczy naprawdę, by pozostawić to, co zbędne a dotrzeć do Jedynego Dobrego. Tenże Święty powie o różnych sposobach uczynienia tegoż czasu owocnym oczyszczeniem – zaznaczając przy tym, że „i tak uczynki nasze nie będą zdolne zadośćuczynić naszym zbrodniom, jeśli ich nie zgładzi dobroć i miłosierdzie Boże”, ale On widząc nasze pobożne wysiłki, które Mu składamy w ofierze, towarzyszyć będzie naszym „lichym i małym usiłowaniom” ze swoją „nieskończoną szczodrobliwością”. Wymieni on przede wszystkim: wyniszczenie swoich wad i zerwanie z grzechem, pobożna troska o pomoc innym w ich zbawieniu, „pokrycie grzechu miłością”, pokorna modlitwa o „lekarstwo na swoje rany” poprzez wstawiennictwo świętych; „a wreszcie zyskujemy przebaczenie przestępstw naszych, przebaczając i odpuszczając innym… Widzicie więc, ile dróg do miłosierdzia otwarła łaskawość Zbawiciela, aby nikt pragnący zbawienia nie został złamany rozpaczą, widząc ile lekarstw wzywa go do życia”.

Życzę więc Państwu – i sobie także – pięknego Poranka spotkania z Oblubieńcem, który choć za mnie oddał życie, żyje, „aby nieustannie wstawiać się” za mną. Ale najpierw jednak – błogosławionej drogi do tego Poranka. Nie wspomniałam o tym wcześniej, ale przecież ta droga, to nie tylko kwestia naszego „oczyszczenia” – to przecież  towarzyszenie naszemu Oblubieńcowi, to splot Jego drogi z naszą, splot mojej drogi z Jego (dlatego np. posłuszeństwo Kościołowi Św. w różnych formach praktyk, aby odkrywać i wypełniać Bożą wolę, by to wszystko było „Jego”, nie moje). To zjednoczenie serc. Serce przy sercu. Być przy Nim, gdy jest zdradzony, osamotniony. Skazany, wyśmiany, ubiczowany, gdy upada, gdy Jego święte Ciało przebijają gwoździe, być gdy zapada noc… I chyba bardziej o „bycie” chodzi niż o praktyki same w sobie. Zakończę piękną myślą Lwa Tołstoja, którą znalazłam w książeczce z sentencjami: „Wszystko rozumiem tylko dzięki miłości”.

Błogosławionego Wielkiego Postu pod opieką Maryi, Matki Bolesnej, Matki Zawierzenia. Matki Miłości.

s. M. Teresa od Jezusa Królującego
w Boskiej Eucharystii (klaryska OCPA)

Inne artykuły GłównaWięcej wpisów »