Press "Enter" to skip to content

Józefie… nie bój się wziąć do siebie Maryi…

Józef jest taki inny. Nie przystaje do sposobu czucia i myślenia świata. Taki cichy. Nie zapisano nawet jednego jego słowa. Jedyna droga, która prowadzi do niego, do tego, by go poznać – to jego uczynki.

Oto wraca od Elżbiety Ta, którą kocha, którą poślubił, której zaufał. Wraca w ciąży i wszyscy w małym Nazarecie już o tym wiedzą. Cóż może w takiej chwili poczuć mężczyzna, zwłaszcza w tamtych czasach. Zraniony, zdradzony, wytknięty palcami. A w nim jest cisza, ciemność i o dziwo… troska o Maryję. Chce ją obronić przed sądem, oceną, zniesławieniem. To prawda, tylko on ma prawo ją osądzić, ale czy sądzi, czy może trwa w ciemności?

Mówią ludzie, że nie sądzi… ale czy jest wolny od tej pokusy?

Żal i poczucie krzywdy nie zamykają go w sobie, nie skupiają myśli na własnym bólu – troszczy się o Maryję, choć nie rozumie. Choć przecież rozum człowieka podsuwa proste odpowiedzi. A w nim ciemność.

Dopiero, gdy w tej ciemności podejmuje decyzję, Bóg daje światło.

I jest tak, jakby Bóg wstrzymywał samego siebie, aż do momentu Józefowej decyzji, jakby czekał… bo jeszcze nie trzeba…

Widać, że w kategorii zbawienia ciemność dla Józefa była zbyt wielka. Może miał jej doświadczyć, by w niej rozbłysło Boże Słowo – Nie bój się! Jestem obecny także w ciemności, przenikam ją. Nic beze mnie… Czuwam.

Jarosław Wróblewski

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »
Mission News Theme by Compete Themes.
error: Treści chronione prawem autorskim. Kopiowanie zabronione.