Press "Enter" to skip to content

Żeby zachować wolność, trzeba znaleźć wspólnotę

Jak żyć w świecie, który prawo naturalne zastąpił polityczną poprawnością? Czy jest to jeszcze nasz, ludzki świat, respektujący elementarne zasady logiki, czy już jakaś obca przestrzeń, oderwana od rzeczywistości? Dlaczego wielu z nas akceptuje twierdzenia, że homoseksualizm to orientacja, aborcja to prawo kobiet, a eutanazja to godna śmierć? Czemu za wszelką cenę staramy się uchodzić za ludzi „cywilizowanych”, „umiarkowanych” i „na poziomie” zamiast otwarcie przyznać, że ze współczesnymi dogmatami nam nie po drodze?

Medialna papka jest jak soma z powieści Aldousa Huxleya „Nowy wspaniały świat” – środek halucynogenny utrzymujący masy w iluzji. Przyjmując ją każdego dnia, uciekamy przed samotnością, odpowiedzialnością, osobistymi problemami. Wydaje się nam, że właśnie tam – na ekranach telewizorów, w internecie i tabloidach – znajdziemy receptę na szczęście. Że łatwiej nam będzie żyć, jeśli staniemy się tacy sami jak inni. Ale to, co widzimy, jest nieprawdziwe.

W powieści Huxleya nad wejściem do centralnego urzędu Republiki Świata umieszczono tablicę z hasłem: „Wspólność, Identyczność, Stabilność”. Takie samo hasło przyświeca dzisiejszej cywilizacji, która chce nas przekształcić w bezuczuciowe, bliźniaczo podobne do siebie maszyny. Chodzi nie tylko o eksperymenty eugeniczne czy modne ostatnio pomysły zintegrowania człowieka z komputerem. Wystarczy poczytać internetowe fora, by się przekonać, że obywatele zachodnich demokracji – z grubsza rzecz biorąc – nie mają własnych poglądów. Powtarzają tylko ideologiczne, politycznie poprawne frazesy.

Obawiam się, że na powrót do normalności jest już za późno. Żyjemy w nowym wspaniałym świecie, gdzie wszyscy muszą być młodzi, piękni i bogaci. Starzejący się są poddawani zabiegom odmładzającym tak długo, jak to możliwe. Później się ich usuwa, jeśli nie w formie eutanazji, to na margines społeczeństwa. W tym świecie nie ma miejsca na ludzkie słabości, różnice poglądów, duchowe tęsknoty. Liczy się wypracowana w mediach estetyka, która w żaden sposób nie łączy się z etyką. Nobel dla Baracka Obamy, przyznany za styl uprawiania polityki, a nie za jakiekolwiek dokonania, to wulgarna manifestacja tej tendencji.

Starsze pokolenia pamiętają jeszcze inny świat, w którym żyło się na serio. Był to moralny kosmos z poważnymi systemami wartości, wiarą w Boga i porządek natury, pojęciami wychowania, odpowiedzialności, konsekwencji. W dzisiejszym, medialnym świecie takie osoby są już jednak gatunkiem na wymarciu. Odrzucone i nierozumiane, popadają we frustrację, jak słuchacze Radia Maryja, albo rozpaczliwie szukają kompromisu z nowym porządkiem, upodabniając się do własnych dzieci i wnuków.

Niektórzy, obdarzeni silnym charakterem młodzi próbują się buntować. Decydują się na wyrzucenie z domu telewizora albo ucieczkę na wieś, najczęściej bez trwałego efektu. Większość ludzi wychowanych w kulturze identyczności nie znajduje jednak punktu odniesienia, żeby zawołać jak Dzikus z powieści Huxleya: „Ja nie chcę wygody, ja chcę Boga, poezji, prawdziwego niebezpieczeństwa, wolności, cnoty, chcę grzechu!”.

Ponieważ Dzikus niemal całe życie spędził w rezerwacie, potrafił odróżnić dobro od zła, wartościową literaturę od tandety, prawdę od fałszu. Kiedy nagle znalazł się w nowym wspaniałym świecie, próbował uświadomić jego mieszkańcom, ile tracą, przyjmując środek halucynogenny i traktując seks w myśl dewizy „każdy należy do każdego”. Gdy zrozumiał, że to się nie uda, zamknął się w wieży i zaczął pokutować. Ale nawet tu dopadli go wścibscy reporterzy. Wyszydzony przez tłum popełnił samobójstwo.

Nowego wspaniałego świata nie da się zrewolucjonizować. Nie da się też w pojedynkę znieść jego totalitarnej presji. Żeby zachować wolność, trzeba znaleźć wspólnotę, w której przetrwały dawne, realistyczne modele relacji międzyludzkich, kultury i natury. Kto ma liczną, kochającą się rodzinę, niechaj ją błogosławi. Kto pisze „reakcyjne” wiersze, niech porzuci marzenie o literackich salonach i odwiedza przyjaciół tworzących w konspiracji. Kto lubi przyrodę, niech obserwuje ptaki i wymienia się spostrzeżeniami podczas zjazdów ptasiarzy. Kto wierzy w życie wieczne, niech zejdzie do katakumb, gdzie – jak przed dwoma tysiącami lat – modlą się chrześcijanie. Już czas.

Wojciech Wencel

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »
Mission News Theme by Compete Themes.
error: Treści chronione prawem autorskim. Kopiowanie zabronione.