Press "Enter" to skip to content

Tylko to, co niezbędne

Trzy tygodnie to dużo. Zdąży. Z każdym przedmiotem związane są emocje. Do każdego mogłaby się przytulić. Każdy wywołuje tęsknotę taką, że serce wyrywa się w bezradnym krzyku przywoływania przeszłości. Najchętniej nie oddałaby niczego. Najchętniej nie oddałaby tego miejsca. Ale musi zostawić sobie tylko to co niezbędne. Musi zmieścić swoje życie w kilku walizkach. Za trzy tygodnie zamieszka w domu seniora. Do tej pory musi rozłożyć, usunąć, zamknąć, zdemontować, zakończyć wszystko to co budowała całe życie. Bo to już końcówka. Nigdy wcześniej nie myślała, że będzie musiała zacierać po sobie ślady, wyrywać korzenie. Nie płakać, tylko się nie rozklejać. Nie rozżalać się, nie dać sercu pęknąć… Na szczęście jest czas, żeby każdy przedmiot, każdą historię pożegnać z celebracją. Trzy tygodnie. Zdąży. Wzięła głęboki oddech. Krucyfiks. Spoglądała na niego tyle razy dziennie, że na pewno jego będą szukały jej oczy wszędzie. A dalej? Sięgnęła po pierwszą z filiżanek w serwantce. Boże… Przecież pamięta wszystko. To jak mieli z ojcem tylko szklanki w plastikowych koszyczkach, jak zawsze brakowało jej takich ładnych naczyń kiedy przyjmowała swoją przyszłą teściową, kiedy przychodzili goście albo na stole pojawiało się niedzielne ciasto przygotowywane specjalnie dla przyszłego męża. A potem odpakowała ostatni ślubny prezent, ten już po żelazku, po mikserze, po kilku kompletach pościeli i okazało się , że to właśnie serwis… I to ten serwis w wymarzone picassowskie malunki. Od taty… Popłakała się wtedy z radości. Wyciągała go z dumą przy świątecznych okazjach, dopieszczała przy specjalnych porządkach. Pili w nich herbatę przy najważniejszych rozmowach. Tą filiżankę miała przy ustach, kiedy mówiła mężowi, że zostaną rodzicami, przy tych filiżankach oglądali z dumą pierwsze świadectwa dzieci. Te filiżanki towarzyszyły jej babskim plotkom z ukochaną siostrą i koleżankami, które wpadały jak to wtedy – bo akurat były w pobliżu. Te wyciągała kiedy syn wpadał już tylko czasem na herbatę. Te filiżanki były na stole kiedy wspominali jak niezwykłym człowiekiem był jej ojciec a potem mąż. Tymi filiżankami przepijała od lat samotne imieninowe ciasto. Wspomnienia ruszyły na nią z tych filiżanek, wróciły twarze, głosy, zapachy, śmiech i łzy. Radości i smutki, święta i spontaniczne kawki. Wspomnienia, których nikt już nie chce słuchać. Wspomnienia o tych, których już nie ma. I o tych, którzy są ale tak się to potoczyło, że nie może im zawracać sobą głowy. Brakuje jednej filiżanki… I wtedy przypomniała sobie jak to się stało, że tej jednej nie ma. To był dzień, kiedy podczas rodzinnych imienin wszyscy poszli na wesołe miasteczko a ona została, żeby posprzątać po obiedzie i deserze. Wtedy zapukała córka dozorcy. Młoda dziewczyna. Powiedziała, że przyszła się pożegnać, że wyprowadza się do narzeczonego. Nikt tej dziewczyny nie szanował. Zawsze najgorsza w szkole, najbrzydsza, najchudsza. Najstarsza z siedmiorga rodzeństwa. Zawsze z miotłą albo grabiami. Powiedziała, że wychodzi za mąż za wdowca. Jakoś nie wypadało jej nie zaprosić do leżącego na stole ciasta, do tych filiżanek. Usiadła, przyjęła filiżankę herbaty, chyba pierwszy raz w życiu podjęta taką zastawą. Obracała filiżankę wpatrzona w ten picassowski wzór z takim zachwytem, że aż kilka razy wzdychnęła. Piękne stylowe naczynie w rękach z obgryzionymi paznokciami wyglądało jak spotkanie dwóch światów. Nigdy nie widziałam niczego tak pięknego – powiedziała. Ta filiżanka, sprawiła, że herbata nie była śniadaniowym popiciem kromki chleba ale celebracją wizyty, ona była gościem, podane jej do używania coś, czego nie miała nigdy w ręce. Poczuła się ważna. Ugoszczona. Wyprostowała plecy. Uśmiechała się. Gospodyni omiotła wtedy przelotnie wzrokiem domowy krucyfiks… Niech pani weźmie sobie tą filiżankę, na pamiątkę – powiedziała nagle podejmując decyzję. Potem żałowała tej decyzji wielokrotnie, zawsze ilekroć brakowało tej szóstej filiżanki. Widywała czasem dziewczynę przez okno jak odwiedzała rodziców, potem braci a potem ich dzieci. Jej mąż szybko umarł. A ona zawsze chuda, zawsze ubrana byle jak, zawsze smutna. I teraz znowu, tak jak tamtego popołudnia spojrzała na ten krucyfiks i nagle przyspieszyła pakowanie serwisu. Pudło, gazety, folia. Kolejne filiżanki, talerzyki, dzbanek, mlecznik, cukiernica. Aż cały serwis bez tej jednaj filiżanki znalazł się w kartonie. A potem czarnym flamastrem napisała na pudle „Dla pani Joasi”.

Usiadła przy stole, zamknęła oczy i jak w filmowym szybkim montażu zaczęły spadać na nią scenki kiedy pojawiały się w jej domu przedmioty i związani z nimi ludzie i wydarzenia… Obrazy na ścianach, obrazki komunijne, zdjęcia, dziecięce laurki, pocztówki z życzeniami, pamiątki, pudła z bombkami na choinkę, książki, ubrania, lalka córki i pierwsze samochody syna, kwiaty w doniczkach pielęgnowane od zaszczepki, bujany fotel i szuflady z obrusami, obrazki z Jezusowym żłóbkiem zostawiane przez księży po kolędzie, wełna ze sprutych swetrów i szalików męża. Porcelana i szkło wchodząca do domu zawsze jakimiś imieninami albo rocznicami. Jak przejść przed dziewięć dekad swojego życia w dwadzieścia dni skoro dzisiaj udało się uporządkować tylko sprawę jednej filiżanki. Trzy tygodnie to mało czasu. Nie zdąży.

Po trzech tygodniach, syn przyjechał po nią. W pokoju, kuchni, przedpokoju stały pudła z wypisanymi imionami. Jego i siostry powtarzały się najczęściej. To wszystko mama zabiera? – zapytał. Nie, tylko ubrania w dwóch walizkach i to – powiedziała chowając do torebki krucyfiks. Tylko tyle? – zdziwił się znowu. Tak – odpowiedziała – nic więcej mi nie jest potrzebne, zabieram to ale inaczej, tylko ten krzyż chcę mieć do końca.

Barbara Konarska

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »
Mission News Theme by Compete Themes.
error: Treści chronione prawem autorskim. Kopiowanie zabronione.