Press "Enter" to skip to content

Prawda trzech wspólnot

Chyba każdy mężczyzna lubi od czasu do czasu zaimponować kobiecie swojego życia, w związku z czym przygotowuje dla niej jakąś wyjątkową atrakcję. Jeden udaje się do biura podróży, żeby wykupić wycieczkę do Jordanii. Drugi stawia na bal sylwestrowy w luksusowym hotelu. Ja zapraszam swoją ślubną do wspólnego oglądania albumu „Krzyż polski”. Być może moja propozycja nie rzuca na kolana, ale zważywszy, że dzieło liczy cztery tomy, zagospodarowuje nam kilka wieczorów. Siedzimy obok siebie, popijamy kawę i podziwiamy wspaniałość polskich nekropolii. Żona tłumaczy historyczne konteksty, ja przewracam kartki.

Już wyobrażam sobie reakcję co wrażliwszych czytelniczek: „Dziewczyno! Współczuję! Uciekaj od tego oszołoma!”. Ale właściwie dlaczego pomysł wspólnego oglądania albumu „Krzyż polski” nie miałby rzucać na kolana? Moją żonę rzuca, a mnie razem z nią. Przed czym mamy klękać, jeśli nie przed krzyżem? W tym przypadku robimy to nie dosłownie, lecz w przenośni – zostawiając za sobą zgiełk tego świata i wspólnie ucząc się pokory wobec chrześcijańskiej kultury. Oczywiście, „jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebem”, więc rytuał oglądania albumu zamieniamy czasem na kolację w restauracji, kino albo zakupy. Jednak to, co naprawdę odciska w nas ślad, bierze się ze wspólnego doświadczenia rzeczy trudnych – w codziennym życiu, ale i w niecodziennej kulturze. Czy znacie kogoś, kto przez siedemnaście lat chciałyby z wami rozmawiać o sprawach wiary, narodu, poezji? Ja znam – prawie tak dobrze, jak samego siebie.

Życie w jedności to jest nasz drugi obieg. W pierwszym obiegu obowiązują przecież zupełnie inne zasady. Słuchając obiegowych opinii, można dojść do wniosku, że istotą małżeństwa jest podział: majątku, domowego budżetu, obowiązków, zainteresowań, sposobów spędzania wolnego czasu, a w końcu samego związku, bo nic nie trwa wiecznie. Katolicy masowo występują o unieważnienie sakramentu małżeństwa, traktując ten akt jako „rozwód kościelny”. Nawet wśród duchownych zdarzają się myśliciele pierwszoobiegowi, jak znany seksuolog o. Ksawery Knotz, radzący osobom, które dopuściły się zdrady małżeńskiej, by nie mówiły o tym swojej drugiej połowie. Mają wyspowiadać się z grzechu, „nie robić tak więcej”, a zdradę „wynagrodzić partnerowi jeszcze gorętszą miłością”. Najwyraźniej o. Ksawery, uznając męża i żonę za jedno ciało, zaufał biblijnemu wskazaniu: „niech nie wie lewa ręka, co czyni prawa”. Sęk w tym, że ten fragment odnosił się do jałmużny, a nie do małżeństwa. Jedność małżeńska jest w stanie przetrwać nawałnicę siedmiu grzechów głównych, ale nie może istnieć bez prawdy.

Podobne doświadczenie prawdy, która wyzwala, mają uczestnicy katolickich wspólnot, opartych na braterskiej jedności w Chrystusie. Również oni tworzą drugi obieg. W wywiadzie dla kwartalnika „Fronda” arcybiskup Granady, Javier Martinez mówi: „Nasz świat jest jak pociąg, którego lokomotywa to kultura nihilistyczna. Ten pociąg pędzi prosto w przepaść, pędzi ku samozniszczeniu. Nie da się już go zatrzymać. Te procesy poszły już za daleko. Dobrze jest więc, jeśli niektóre osoby wysiądą z pociągu przed przepaścią, rozpalą ogniska, zaczną śpiewać i tańczyć wokół ognia. Może ktoś z pociągu zobaczy ich i też zechce wysiąść przed zagładą”.

Kto żyje w prawdzie we własnym małżeństwie lub we wspólnocie wiernych, wie, że ten chrześcijański drugi obieg nie jest jałowym buntem wobec tego świata. Przeciwnie: jest głęboką formacją duchową. Wyskoczywszy z pociągu i rozpaliwszy ognisko, wreszcie znajdujemy czas, by posłuchać, co ma nam do powiedzenia Bóg przez swoje Słowo, a choćby i przez album „Krzyż polski” kontemplowany we dwoje. Nie jest też tak, że zależy nam wyłącznie na zbawieniu siebie, naszych rodzin i braci. Tańcząc wokół ognia, mamy być czytelnym znakiem dla tych, którzy pędzą pociągiem, świadczyć własnym życiem, że zawierzenie Chrystusowi daje prawdziwą wolność.

Myślę, że sytuacja dojrzała do tego, byśmy nasze chrześcijańskie doświadczenia przenieśli również na poziom narodu. Nie po to, by rozpętać rewolucję, ale po to, by we wspólnocie wolnych Polaków odkrywać na nowo tajemnicę polskiej historii, w której centralne miejsce zajmuje Jezus Chrystus. A jednocześnie być znakiem dla tych, którzy życie narodowe sprowadzają do zbiorowej konsumpcji. Oczywiście, że uznają nas za wariatów. Jasne, że będą z nas szydzić. Ale czy nie doświadczamy tego samego jako chrześcijanie czy staroświeccy małżonkowie? Jedność małżeńska, braterstwo wiary i patriotyzm tworzą drugi obieg wobec tego świata. Kto, jeśli nie my, poniesie krzyż pozostawiony w spadku przez poległych za ojczyznę? Tych z powstania warszawskiego i tych z kopalni „Wujek”. Tych z Katynia i tych ze Smoleńska. Si Deus nobiscum, quis contra nos? Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam?

Wojciech Wencel

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »
Mission News Theme by Compete Themes.
error: Treści chronione prawem autorskim. Kopiowanie zabronione.