Press "Enter" to skip to content

Inny wymiar radości

 

 

I tak mi się nasuwa po poranku znowu ewangelicznie… Gdzie dwóch się spotyka w imię moje tam ja zawsze pośród nimi… Kiedy dzieje się u nas takie obrazkowe ukochanie bliźniego tzn. mąż przytula mnie na powitanie, ja ukochuję moją córeczkę albo wyściskuję moich synów – Jaś zawsze natychmiast przyłącza się do nas i spina nas jak klamerką tymi swoimi drobnymi rączkami i cieszy się tak radośnie jakbyśmy wrócili z jakiejś podróży po długiej nieobecności. Nie reaguje na wiele naszych działań – a takie odruchy miłości widzi natychmiast i zwabiają go one uruchamiając jakieś pokłady szczęścia i uświęcając taką niby codzienną sytuację do stanu, który mnie rozwala. Bo natychmiast to zwykłe przytulanie wchodzi na kompletnie inny wymiar radości, Ten którego doświadczamy przy pierwszym kroczku dziecka, pierwszym “mama” albo pierwszym “kocham cię” usłyszanym od kogoś małego albo dużego. Jaś, ten Jaś, który jest najmniejszy z nas, najsłabszy, najcichszy, najbardziej od nas zależny – bombarduje nas wprost nieograniczonymi ładunkami miłości i radości i to takiej jakiej w innej rzeczywistości nie dane by mi było zasmakować. Jakiej my sobie nie jesteśmy w stanie podarować nawet najbardziej heroicznymi prezentami.

Barbara Konarska

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »
Mission News Theme by Compete Themes.
error: Treści chronione prawem autorskim. Kopiowanie zabronione.