Press "Enter" to skip to content

Dlaczego wolno nam czcić obrazy?

Nie będziesz czynił (…) żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko,
ani tego, co jest na ziemi nisko, ani tego, co jest w wodach pod ziemią!
Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył,
ponieważ Ja Pan, twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym

(Rdz 20,4-5)

…albo to spotkanie z Ucztą w Emaus Caravaggia. Wcześniej myślałem, że można się zadowolić dobrym albumem, dobrą reprodukcją, jedno czy drugie pospiesznie zwiedzone muzeum tylko mnie w tym utwierdziło, aż nie nadziałem się w Londynie na rozpostartą rękę apostoła. Koszyk winogron na skraju stołu zaraz miał spaść, Błogosławiący Jezus zaraz zniknąć, to było objawienie, obraz schwytał mnie i uwięził. Tak się rodzi ikonolatria?

…pisarze ikon utrwalają inne cienie, cienie rzucane przez Słowo. Ikony, czarne prostokąty światła ukryte za świecami, okopcone na swoich domowych ołtarzykach. Święci na ikonostasach, ściany z ikon, tłumy świętych jak kibice na meczu, oddzielają sacrum od profanum, wskazując Boga zakrywają go. Są nieruchome, a jednak ruchliwe, i jak Słowo są ciemne i przezroczyste. Wskazują na to, co poza nimi, na to, co zasłaniają, jak w Sakramencie upokarzając zmysły i rozum. Więc umiejętne czytanie ikony to patrzenie nie na nią, lecz poprzez nią – na sens, którego jest znakiem.

*

         726 rok po Chrystusie, początek 120-letniej wojny o obrazy, zapamiętanej jako spór ikonoklastów (tych, którzy niszczyli święte obrazy) z ikonodulami (tymi, którzy je czcili). Cesarz Leon III Izauryjczyk, wychowany w Syrii, na pograniczu wschodniego chrześcijaństwa i islamu, wydaje pierwsze dekrety przeciw ikonolatrii (kultowi obrazów), a przy okazji przeciw papieżowi Grzegorzowi II i świętemu Germanowi, 90-letniemu patriarsze Konstantynopola. No bo co w końcu, kurczę blade, jakim prawem papież barbarzyńskiego Zachodu oraz jego bizantyński podwładny mieliby być ważniejsi od basileusa świętego Cesarstwa? Musiały obrazy mocno cesarzowi doskwierać, być może miało na to wpływ muzułmańskie sąsiedztwo. Koraniczny zakaz sporządzania wizerunków był bezwzględnie egzekwowany przez królującego po sąsiedzku kalifa Jezyda II. Tak czy owak Leon III rozpętał ten bój, nie bacząc na najazd Bułgarów i powstanie Słowian na północy, a na południu na coraz groźniejszy łopot sztandaru Allaha i groźny tętent koni o smukłych pęcinach. Syn Leona, Konstantyn V Kopronymos (co niestety przekłada się z greckiego jako ‘Gównoimienny’) zwołał synod w Hierei pod Chalcedonem, na którym potwierdził i uzasadnił dekrety ikonoklastyczne (to znaczy uczynili to jego teologowie, wśród nich jak zwykle zarówno węszący za karierą koniunkturaliści, jak wierzący szczerze pożyteczni idioci). W istocie Konstantynowi chodziło o wyeliminowanie wpływów, jakie w społeczeństwie i państwie mieli wtedy “posłuszni inaczej” (tzn. Komuś innemu niż cesarz) mnisi, chętnie czczący obrazy i popularyzujący tę cześć wśród ludu. Represje doprowadziły do krwawej wojny domowej. Żołnierze usuwali i niszczyli wizerunki Chrystusa, rozsierdzone kobiety rozrywały żołnierzy na strzępy, po obu stronach sporu masowo obcinano ręce i głowy, w 767 roku patriarcha Konstantyn został publicznie zamęczony na arenie stołecznego cyrku. Mnichów czczących obrazy upokorzono, każąc im publicznie maszerować za rękę z kobietami, a obrazoburczy patriarcha Anastazy został powieziony na ośle siedząc twarzą do ogona. Chaos pogłębiły nieścisłości terminologiczne: przekład greckich tekstów na łacinę wzbudził gniew Zachodu, ale i intensywną wymianę teologicznej myśli, zwłaszcza że zachodnia Europa przeżywała akurat rozkwit renesansu karolińskiego. W bólu i trudzie wykuwała się ortodoksja. Mnich Alkuin z Yorku potępił ikonoklazm, a święty Jan Damasceński rzeczowo zauważył, że rzeczy widzialne są obrazami rzeczy niewidzialnych i nieuchwytnych, na które rzucają zaledwie nikłe światło. Nie po raz ostatni subtelna myśl stała się cepem w rękach propagandzistów, a wyrafinowana dysputa intelektualistów i mistrzów duchowości znalazła swój analogon w krwawej nawalance wojska i motłochu. Sytuacja zaczęła się uspokajać dopiero w czasach brutalnych rządów bizantyńskiej regentki Ireny i jej eunuchów (królową Irenę uznawano za świętą, chociaż w celu przedłużenia regencji uwięziła i oślepiła swojego syna Konstantyna III; potem próbowała wynegocjować małżeństwo z rządzącym wtedy na Zachodzie Karolem Wielkim, który jednak odmówił, słusznie obawiając się bizantyńskiego bagna oraz tego, że nie udźwignie tej karkołomnej próby wskrzeszenia Imperium Rzymskiego). Zwołany przez regentkę II Sobór Nicejski uczynił wiadomym światu i ludowi bożemu, że o ile nie jest rzeczą słuszną ubóstwiać obrazy, to jednak należy je czcić. Oczywiście doprowadziło to do ponownego wzmożenia kultu ikon i kolejnej cesarskiej reakcji. Michał II Jąkała (820 – 29) podjął masowe biczowanie, oślepianie i wypalanie piętn na czołach ikonolatrów. Wreszcie 11 marca 843 rzecz się uroczyście zakończyła. Regentka Irena (zaprawdę pokój niosące imię – gr. irene – ‘pokój’), rządząc w imieniu małoletniego syna Michała III Opilcy, domknęła ten etap walki z obrazami i ustanowiła Święto Ortodoksji. Od tego czasu wschodnie chrześcijaństwo pisze swoje ikony, zresztą w sposób spetryfikowany, niezmienny, kultywujący bizantyńską źródłowość. (Inaczej Zachód: historia malarstwa sakralnego, nieokupiona takim morzem krwi i przemocy, ruszyła drogą wspólną z malarstwem świeckim, ścieżkami formalizmów i indywidualizmów, nowości, bluźnierstw i awangard). Katechizm Kościoła Katolickiego mówi (2141): Podstawą kultu świętych obrazów jest misterium Wcielenia Słowa Bożego. Kult ten nie sprzeciwia się pierwszemu przykazaniu.

*

         A wreszcie rzekł Bóg: “Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam. Niech panuje nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym, nad bydłem, nad ziemią i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi!”. Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę (Rdz 1,26-27). To musiało znowu wypłynąć, ta debata o ikonie. Bo człowiek to ikona.

…Eriugena, największy filozof wczesnego średniowiecza, ogłosił, że Bóg udziela się i objawia w stworzeniu pojmowanym jako teofania, jako divina apparitio (Periphyseon III,19). Poznany może być jako przyczyna wszystkich rzeczy, a nie w swej istocie. Bo człowiek poprzez grzech utracił status obrazu i podobieństwa Boga, przez co upadł w niebyt. To nieistnienie dotyczy człowieka nie jako obiektu postrzegania, dotyczy ludzkiej natury. Tak jakby rację miał dekonstrukcjonista Jacques Derrida, głosząc fikcyjność „człowieka”. Zadziwiająca “interkontekstualność”, ta analogia miedzy refleksją nadwornego teologa Pepina Krótkiego w Akwizgranie a pomysłami postmodernistów. Jednak Eriugena, w przeciwieństwie do nich, głosi nadzieję: człowiek zacznie znowu być, gdy dzięki łasce zostanie przywrócony pierwotnemu stanowi.

Człowiek jest ikoną Boga. Człowiek z człowiekiem i Bóg z człowiekiem, rozmawiamy znakami. Bóg z Bogiem też? Vera eikon. Imię “Weronika” znaczy ‘prawdziwy obraz’. Poza czasem i pamięcią są otwarte oczy i wieczność. Dotykanie Niewysłowionego.

 

Wojciech Czaplewski

Powyższy tekst jest fragmentem przygotowywanego do druku mojego eseju
O starych fotografiach, złodziejach cieni i dotykaniu Boga

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »
Mission News Theme by Compete Themes.
error: Treści chronione prawem autorskim. Kopiowanie zabronione.