Press "Enter" to skip to content

Moje świadectwo: dawać, czy nie dawać?

Jesienią 2016 roku, był piękny i słoneczny dzień. Czytałem Pismo Święte. Myśli krążyły po mojej głowie i nie mogłem się skupić. Postanowiłem przestać czytać. Podkreśliłem ostatnio przeczytany werset – Pwt 15,10. Coś nie dawało mi spokojnie myśleć. Otworzyłem lodówkę i patrząc na jej zawartość poprosiłem Pana Boga, żeby przysłał do mnie kogoś w potrzebie materialnej, duchowej lub finansowej. Wielbiłem Pana – tak mijał mi dzień. Po około trzech godzinach, gdy już zapomniałem o swojej prośbie, Pan Bóg przypomniał mi, o co Go prosiłem. Zadzwonił domofon. Spytałem się „kto tam?”, ale nikt nie odpowiedział. Postanowiłem wyjechać na klatkę swoim wózkiem (bo jestem niepełnosprawny), by sprawdzić, kto dzwoni. Doznałem szoku, ponieważ mężczyzna, który dzwonił był głuchoniemy i miał powieszoną kartkę na szyi, na której pisało o jego chorobie, i że zbiera na godne życie sprzedając piękne karty widokowe za drobną kwotę. Dałem mu pieniądze, a on się rozpłynął jak Duch Święty. Po prostu tak szybko zniknął, jak się pojawił. Ułamek sekundy, który wprawił mnie w osłupienie. Nie mogłem przestać myśleć o tej osobie. Byłem bardzo radosny. Wielbiłem Pana Boga za miłość i radość, które mi daje. Po jakimś czasie ponownie zadzwonił domofon. Tym razem osoba, którą dobrze znam, była w potrzebie pieniędzy na podróż do Koszalina. Niestety – „pachniał” alkoholem, więc nie byłem zbyt chętny na udzielenie mu jakiejkolwiek pożyczki. Tylko, żeby nie jedno małe „ale”. W głowie myśli zaczęły pracować: „daj, daj, daj…” – to była podpowiedź Ducha Świętego, który przypomniał mi, o czym czytałem w Piśmie Świętym. Powiedziałem więc koledze, że ma szczęście, bo Pan Bóg każe mi dać te pieniądze. Najpierw jednak zacząłem mu czytać fragment Pisma Świętego, który wcześniej podkreśliłem:  „Chętnie mu udziel, niech serce twe nie boleje, że dajesz. Za to będzie ci Pan, Bóg twój, błogosławił w każdej czynności i w każdej pracy twej ręki”. Po przeczytaniu tego fragmentu twarz kolegi zmieniła się w jeden wielki uśmiech i powiedział, że koniecznie musi mieć tę „książkę”. Otrzymał więc Nowy Testament. Jak się później okazało – wraz ze swoją rodziną przeczytali już całość i teraz w ich życiu Jezus Chrystus jest Kimś ważnym. Tak chciał Bóg.

Po tych wszystkich zdarzeniach rozpocząłem kurs finansowy, którego treść jest dla mnie błogosławieństwem. Zawarte w podręczniku słowa: „zachęcam Cię do tego, rozważ poproszenie Boga o to, by postawił na twojej drodze kogoś biednego, będzie to znaczący krok w Twoim dojrzewaniu w relacji z Chrystusem” są dla mnie mocnym utwierdzeniem w wierze. Modlę się o to, byśmy mogli – zarówno Ty, jak i ja – powtórzyć za Hiobem jego słowa: „Uratował ubogiego, gdy wołał o pomoc, serce wdowy rozweselałem, byłem oczyma dla ślepego i nogami dla chromego, byłem ojcem dla biednych i rozpatrywałem sprawę nieznajomego” (Hi 29,12-16). Po kursie finansowym oddałem wszystko, co posiadam Panu Bogu. Nie mam już żadnych problemów z dawaniem i modleniem się za ubogich. Pomimo że nie mam nóg, wiem, że był to pierwszy samodzielny krok ku zbawieniu. Świadectwo, które teraz czytasz jest drugim krokiem. „Wszystko mogę w tym który mnie umacnia” Flp 4,13. Amen.

Darek D.

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »