Press "Enter" to skip to content

Ocalić od zapomnienia

Za nami czas wakacji. Słońce, piękno przyrody, chwile beztroski i odpoczynku, podróże …

To wszystko można chyba nazwać „przeprowadzką” do innej krainy. Ciepły powiew spokojnego wiatru – ileż on w sobie unosi, ileż on nam przynosi wspomnień. Czy kiedykolwiek zachwycaliście się Państwo zapachem powietrza? Czy próbowali Państwo w znakach przyrody czytać jak w pamiętniku?

Przechodząc alejką naszego klauzurowego ogrodu „spotkał” mnie ów powiew i zapach – tak pachniało powietrze tuż przed zachodem, gdy gromadziliśmy się na pielgrzymkowym apelu; tak błyszczały gwiazdy, gdy wychodziłam z czuwania czy z Triduum w kołobrzeskiej katedrze; taki kolor miało słońce, gdy już skrywało się przed uczestnikami pierwszych edycji nadmorskiego Festiwalu „Nadzieja”; tak opadały kolorowe liście, kiedy ulicami rodzinnego miasta śpieszyłam, by zasłuchać się w poezję Herberta; tak pachniało powietrze po deszczu i mgła się unosiła, kiedy planowałyśmy z mamą kolejne górskie wędrówki…

Te „znaki przyrody” tu ułamek sekundy. Przemija zbyt szybko dla tych, którzy biegną na oślep, myśląc tylko o materii, „tu i teraz”. Znaczą wiele dla tych, którzy pragną piękna, dobra; którzy chcą kochać, mają ideały. Są błogosławione, są darem – prowadzą do Źródła, dawcy tego wszystkiego, Stworzyciela, do Pełni, do samej Miłości. Bo w ostateczności, czyż ten powiew jest niczym ramiona Oblubieńca, który przygarnie, jak ramiona Dobrego Pasterza, który unosi swoją owieczkę …

Czy wpatrują się Państwo czasem w horyzont? Gdy wszystko jest jeszcze uśpione, Państwa oczy już coś chcą wypatrzeć … Wyobraźmy sobie teraz apostoła Mateusza, syna Alfeusza, Lewiego, dawnego poborcę ceł. Będąc w drodze wraz z Jezusem, całą gromadą, zatrzymali się gdzieś na nocleg, ale on przebudził się wcześniej. Zaraz wstanie też jutrzenka. Czy powiew porannego wietrzyku przypomina mu tę chwilę? To spojrzenie, którego miało nie być. Jezus już przecież wychodził z miasta. Zbliżało się zakończenie pewnego etapu. Celnik wykonywał, jak co dzień, swoją pracę. Pewnie wokoło było sporo osób. I nagle, jakby w ostatnim momencie, dostrzegł on to najcenniejsze spojrzenie. Wystarczyła chwilka – to oderwanie wzroku od liczenia zysków, by nastąpiło Spotkanie.

Ile razy byliśmy na takiej granicy, kiedy już nam się wydawało, nawet byliśmy pewni, że naprawdę nic nie może się wydarzyć. A jednak … Czy doceniamy te „graniczne spojrzenie”? Bóg jest Panem, Mistrzem ostatniej sekundy. Dać się zaskoczyć, a potem przyjąć to obdarowanie całkowicie bezinteresownie. Mateusz w komorze celnej pozostawił także nawyk kalkulacji i gromadzenia. Teraz rozdaje. A może rozdawać tylko dlatego, że tamto spojrzenie w nim żyje. W tej wyobrażonej scenie, Jezus śpi, ale Mateusz widzi Jego spojrzenie. Czy może lepiej – czuje je.

Choćbym nawet szedł ciemną doliną zła się nie ulęknę” – nie ulęknę się, bo w sercu widzę jasność oczu Miłości, „unoszę w sobie to nachylenie” (K. Wojtyła) i ten „ułamek sekundy” – są to niczym kotwice, których obecność sprawia, że mogę czuć się bezpiecznie. Są to lamy, które póki płoną, ogrzeją największą zimą.

Czy Mateusz pragnie jeszcze innych spojrzeń? Nie wiem. Gorycz, trudy codzienności próbują wydrzeć nam to „pierwsze”, przykryć, zakopać. A tymczasem są to najcenniejsze rzeczy, które trzeba „ocalić od zapomnienia”. Wszyscy jesteśmy dziećmi, a dzieci lubią cukierki, więc pewnie jeszcze nie raz będziemy pragnąć kolejnych przeżyć, spojrzeń i spotkań.

Zostawmy jednak wolność ich Dawcy, Ojcu, który wie, co potrzebne Jego dzieciom najbardziej. Doceńmy to jedno. A czy doceniając, nie należałoby odwzajemnić?

Kiedy mowa o spojrzeniu – udajmy się nad jezioro. Burza, łódź na środku, Jezus na brzegu i gorliwy Piotr (trochę zresztą jakby wystawiał Pana na próbę: „Jeśli to Ty jesteś …”). Jezus zgadza się na tę prośbę, przywołuje Piotra i daje mu odpowiednią, niezbędną łaskę. Piotr idzie po wodzie. I wszystko byłoby naprawdę dobrze, gdyby Piotr wytrwał w tym jedynym, słusznym zapatrzeniu. Burza jest Bożym dziełem, czasem bardziej Bożym dopustem, ale to Bóg jest najważniejszy, Stwórca – nie stworzenie. Można kontemplować pioruny, mierzyć siłę wiatru, wysokość fal, nastroje w łodzi, zacząć słuchać innych poglądów – ale to tam, na brzegu czeka Pan – czeka wszystko.

Mam wrażenie, że jednym z pragnień Jezusa, Jego ogromną prośbą do nas jest to wołanie o zaufanie i zapatrzenie tylko w Niego. Nawet na Golgocie – ale to jest ciągle jedno i to samo zapatrzenie.

Można to też wyrazić, dość paradoksalnie, w ten sposób, że najpiękniejsze zapatrzenie z naszej strony jest wtedy, gdy zamkniemy oczy ciała – ufnie powierzymy troski Panu i będziemy sercem bezinteresownie wpatrywać się w Jedynego.

Słusznie ktoś z Państwa mógłby zauważyć, że to idealistyczne rozważania. A codzienność? Ale to właśnie codzienność składa się z tych zapatrzeń. Zawsze doznaję szczególnego poruszenia, kiedy podczas udzielania Komunii św. śpiewana jest pieśń: „Idzie mój Pan, On teraz biegnie, by spotkać mnie” – serce wyobraża sobie Oblubieńca przemierzającego pustynię, ciemne lasy, tego, który poszukuje mnie w mrocznych zaułkach mojego jestestwa.

I oto On! I ów „ułamek sekundy”, kiedy kapłan unosi w górę Pana, aby Go ukazać (dlatego uważam, że mimo tłumu oczekującego i różnych warunków udzielania Komunii św., kapłan powinien dokonywać tego z wielką czcią, szacunkiem i w pokoju) – i to spotkanie spojrzeń, potwierdzenie wiary: „Amen” – niech się stanie, oto widzę, że Ty jesteś – i wstąpienie Pana, zjednoczenie.

Czy kiedyś dostrzegli Państwo i docenili tę możliwość spotkania spojrzeń?

A jeśli już o Eucharystii mowa – na pewno nie raz klękali Państwo przed Jezusem wystawionym w monstrancji. Hostia Święta. Ona cała jest przecież Spojrzeniem. Jest Miłością, Jutrzenką w mroku tego, co w szarości życia trudne i nie raz sprawiające ból. To spojrzenie Miłości, której najpiękniejszą (choć i dla mnie nieraz najtrudniejszą) mową jest milczenie. Tak się zapatrzeć, by i w nas już nie było słów, byśmy i my cali byli tym spojrzeniem…

To wszystko jest bardzo delikatne, nie jest łatwo wyrazić to słowami, które w zetknięciu z tą Tajemnicą, wypowiadane zbyt obficie, stają się puste, kruszą się, są niedoskonałe.

Wakacje przemijają, ale Piękno, Dobro trwa. Życzę Państwu doświadczenia, a może dopiero odkrycia, czułego spojrzenia kochającego Pana (a jakże często jest to Pan – „Miłość, która nie jest kochana” – jak mówił św. Franciszek z Asyżu).

s. M. Teresa Pechman OCPA

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »
Mission News Theme by Compete Themes.
error: Treści chronione prawem autorskim. Kopiowanie zabronione.