Press "Enter" to skip to content

Bóg nie oczekuje od nas wiary ślepej i bezmyślnej

Kontynuujemy cykl naszych rozmów o wierze i stosunku do Boga. Dzisiaj naszą rozmówczynią jest Halina Schulz – Tkacz (na zdj.) dyrektor Zespołu Szkół im. M. Rataja w Gościnie. 

-Czym jest dla Pani wiara w Boga?

– Wiara, w ogólnym tego słowa znaczeniu, to przekonanie, że „coś” istnieje i jest prawdą. Wierzymy w różne sprawy i idee. Wierzymy też różnym ludziom, nie zawsze mając przekonanie, że ich słowa i czyny są prawdziwe. Pewność, że Bóg stworzył świat i istnieje, nie jest jeszcze prawdziwą wiarą. Wiara w Boga wiąże się z uznaniem praw bożych i zaufaniem Bogu w każdej sytuacji. Ma ona swój wyraz w akceptacji i przyjęciu Jego woli w życiu, mimo, że nie zawsze te wolę rozumiemy. Wiara pokazuje mi sens istnienia na ziemi. Tym sensem jest właśnie Bóg. To dla tego sensu żyję.

– Co Pani daje wiara?

– Bóg nie oczekuje od nas wiary ślepej i bezmyślnej, wiary wynikającej jedynie z tradycji, przesądów albo niewiedzy. On chce, abyśmy Go poznawali i świadomie zdecydowali czy chcemy Mu wierzyć. Nigdy nie miałam problemu z wiarą Bogu. Nawet wtedy, gdy przeżywałam trudne momenty otrzymywałam siłę pomagającą przetrwać cierpienie i ból. Pojawiające się chwilowe zwątpienie, mogłam zamienić na dar, złożony Najwyższemu, w konkretnej intencji. Wiara w Boga pozwala żyć w przekonaniu, że Ktoś nade mną czuwa, że nie jestem sama ze swoimi decyzjami, że zawsze mogę na Niego liczyć. Takie umocnienie daje moc wewnętrzną i rozwija nadzieję. Natomiast w dobrych momentach i szczęśliwych chwilach, wiara utwierdza mnie w przekonaniu, że jest Ktoś, Kto się o mnie troszczy, prowadzi mnie przez życie i pokazuje jak ono jest piękne.

– Jaki jest Pani ulubiony Święty?

Młody, wchodzący w dorosłe życie człowiek, jest otwarty na autentyczne i prawdziwe wzorce, które będą punktem odniesienia w jego codziennych wyborach życiowych. Ponieważ nieustannie poszukuje siebie, to jego umysł i serce nurtowane są mnóstwem problemów. Stawia zasadnicze pytania oczekując konkretnych i jasnych odpowiedzi. Naturalnym jest, że domaga się niekwestionowanego przykładu życia. Gdy byłam nastolatką nasz Kraj pogrążony był w ciemnościach komunizmu. Stawiano nam wtedy za przykład ludzi, których postawy i wybory życiowe nie były godne naśladowania. Więc skupialiśmy się wokół Kościoła i księży, którzy chcieli i potrafili być autentycznymi świadkami Chrystusa. Pokazywali, że On jest głównym autorytetem, bo jest „… Drogą, Prawdą i Życiem, a każdy kto w ( Niego) wierzy nie umrze na wieki”. I potwierdzeniem tych słów było niezwykłe wydarzenie, mające miejsce w październiku 1978 roku – wybór polskiego kardynała Karola Wojtyły na papieża. Jako młoda dziewczyna nie rozumiałam pełnej wartości tego wyboru. Nam wszystkim, właściwie, okazywała się ona przez cały Jego pontyfikat. Poszukując własnych ideałów życiowych śledziłam wystąpienia i pielgrzymki naszego Papieża. Zbierałam Jego fotografie i teksty drukowane w gazetach. Obserwowałam Jego zachowanie i stosunek do ludzi. Próbowałam odkryć i zrozumieć co miał na myśli wypowiadając się na konkretny temat. Jan Paweł II stał się moim głównym autorytetem. Idąc drogą wiary i rozwoju duchowego odnoszę się do Jego wskazań i nauk. Jest moim ulubionym Świętym ponieważ nigdy się nie bał. Był jednoznaczny w swoich poglądach. Wytrwale stawał w obronie wartości chrześcijańskich narażając się na krytykę światowych mediów a czasem nawet samych chrześcijan. Zawsze imponowało mi Jego poczucie humoru i umiejętność „rozładowania” napiętych sytuacji. Takt i wyczucie w relacjach z ludźmi dały Mu szacunek u tych, którzy wierzą inaczej albo wcale nie wierzą. Kanonizacja Jana Pawła II była dla mnie wielką radością i prawdziwym osobistym świętem.

Czy ma Pani szczególnie ulubioną modlitwę?

Zawsze z sentymentem i nutką nostalgii wspominam dom rodzinny. Chwile przeżyte z Rodzicami dla każdego są ważne. Nabierają one niezwykłej, można powiedzieć ,że świętej, wzniosłej i niedotykalnej wartości szczególnie wtedy, gdy przeszli już Oni na wieczną stronę życia. Wśród wielu rodzinnych wydarzeń wspominam kultywowanie naszych polskich tradycji i praktykowanie religii katolickiej. Uczestniczyliśmy w nabożeństwach i braliśmy udział w liturgicznych Uroczystościach. Pamiętam jak z Rodzicami odmawiałam modlitwę „Ojcze nasz”. To moja pierwsza modlitwa, której się nauczyłam. Odmawialiśmy ją codziennie. I tak zostało do dzisiaj. Stała się ona moją ulubioną modlitwą nie tylko dlatego, że jest wspomnieniem Rodziców. Ale również dlatego, bo daje poczucie i swoistą pewność, że Bóg – Ojciec jest Ojcem zawsze kochającym. Jest Ojcem zawsze przebaczającym, rozumiejącym moją słabość i upadki. Bóg to Ojciec pozwalający na kolejną szansę w życiu. Pomaga mi się podnieść w zwątpieniu ponieważ Jego miłość, przebaczenie i miłosierdzie są nieskończone. Modlitwa „Ojcze nasz” uczy relacji do samego siebie, do drugiego człowieka i pokazuje, że wszystko, co nas spotyka ma sens tylko i wyłącznie w Bogu i w Bogu – Ojcu jest nasze zbawienie. Taką pewność zaszczepił w nas, wierzących chrześcijanach, Jezus Chrystus.

Czy Pani jest przeciw aborcji? Co powiedziałaby Pani osobie,

która jest innego zdania?

Od wielu lat pracuję z młodzieżą. Podejmuję różnorodne inicjatywy pozwalające jej wszechstronnie się rozwijać i zdobywać rzetelną wiedzę. Z wrażliwym i delikatnym nastawieniem koordynuję działania związane z edukacją prorodzinną i seksualną. Chcę tworzyć przyjazny klimat i otwarty dialog z uczniami i wychowankami. Mam nadzieję, że wpłynie on na podejmowanie przez nich, odpowiedzialnych decyzji, również w tak intymnej dziedzinie, jaką jest seksualność.

Jestem przeciwko aborcji. Wierzę, że życie człowieka pochodzi od Boga, który jest miłośnikiem życia. Życie jest darem niezwykle cennym i godnym szacunku. Pismo święte mówi o Bogu jako Dawcy życia i śmierci. Dlatego my, nie mamy prawa decydować o zabijaniu nienarodzonych dzieci.

Decyzja o dokonaniu aborcji dotyka najintymniejszej sfery kobiety i zawsze jest bolesnym doświadczeniem, które może już na zawsze pozostawić po sobie uraz.

Jan Paweł II był miłośnikiem życia i zdecydowanie stawał w jego obronie. Z Jego inicjatywy powstały tzw. „Okna Życia”. Panie, które nie mogą, z różnych powodów, wychowywać swoich nowonarodzonych dzieci, mogą je przynieść i tam zostawić. W naszej diecezji takie „Okno Życia” jest w Domu Samotnej Matki, w Koszalinie.

-Dziękuję za rozmowę. (AS)

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »
Mission News Theme by Compete Themes.
error: Treści chronione prawem autorskim. Kopiowanie zabronione.