Press "Enter" to skip to content

Przez doświadczenia ku zbawieniu

Znane jest pytanie jakie bardzo często zadają sobie chorzy idący do szpitala: dlaczego ja ? Jeśli choroba jest poważniejsza i wymaga długiego pobytu w szpitalu, wielu bolesnych zabiegów, operacji a także niosąca zagrożenie życia – to pytanie staje się jeszcze bardziej natarczywe. Chwała Bogu, wielu ludziom życie oszczędziło choroby, nie jest im znane doświadczenie szpitala. I pewnie nie są w stanie do końca zrozumieć, uzmysłowić sobie tego bolesnego osaczenia, które niesie, jak to określił jeden z myślicieli – „choroba na śmierć”. Czasem tacy „niedoświadczeni” nie są w stanie wczuć się w wewnętrzny świat swoich bliskich, dla których chorowanie i choroba są chlebem powszednim.

Jezus i chorzy. Wiadomo, że chorzy zawsze są. Byli też w czasach Jezusa, byli problemem społecznym skoro On musiał zająć wobec nich stanowisko.

Mówiąc wprost – w programie Jego misji, Jego życiowego zadania, mieściła się też troska o chorujące ciała. Ewangelia mówi nam o cudownym uzdrowieniu głuchoniemego. Ale wiemy też, że Jezus uzdrawiał inne choroby – paraliż, ślepotę, krwotoki. Jednak zapoznanie się z tymi faktami i odpowiednia refleksja pozwala na stwierdzenie, że troska o chorych, biednych i nieszczęśliwych nie należała do istotnych zadań Jego posłannictwa. A już na pewno nie ma nic wspólnego z wykonywaniem lekarskiego zawodu, czy, jak powszechne było w tamtych czasach – znachorstwa. Trzeba sobie uświadomić, że posługa Jezusa wobec chorych, choć bardzo realna, miała na celu zwrócenie uwagi na głębszą warstwę ludzkiej egzystencji. Wspomnijmy słowa Psalmu: „Pan przywraca wzrok ociemniałym. Pan dźwiga poniżonych. Pan chlebem karmi głodnych, wypuszcza na wolność uwięzionych” (Ps 146, 7-8). Należy jednak mocno i jasno uświadomić sobie, że te wszystkie czynności Jezusa, łącznie z Jego posługą uzdrawiania i leczenia, mają pomóc tym ludziom, którzy doświadczyli owej cudownej mocy Jezusa, a także świadkom tych wydarzeń, do odkrycia czegoś ważniejszego, głębszego. Tę postawę Jezusa streszcza nam w swojej prorockiej wizji Izajasz gdy mówi : „Powiedzcie małodusznym: Odwagi ! Nie bójcie się ! Oto wasz Bóg… On sam przychodzi, by was zbawić” (Iż 35, 4).

I tu dochodzimy do sedna.

Jezus przyszedł na świat, aby nas zbawić. Nie po to, żeby leczyć ludzkie ciała, otwierać oczy niewidomych i uszy głuchych. Nie po to żeby prostować sparaliżowane nogi i rozwiązywać języki niemych. Kiedy przemierzał drogi Palestyny czynił także i to, ale zawsze te wszystkie uzdrowienia były symbolem uzdrowienia duchowego, wewnętrznego. Chciał otworzyć oczy, jak mówił św. Paweł, „wewnętrznego człowieka, który odradza się z dnia na dzień” (2Kor 4, 16) stworzonego na obraz i podobieństwo Boże, przeznaczonego do Królestwa, ale również podległego mocy szatana i grzechu. Jezus przyszedł po to, aby, często martwemu i cuchnącemu jak Łazarz, a także zabitym przez trąd grzechu powiedzieć: wstań ! Przyszedł po to aby, jak mówi prorok Izajasz „spieczona ziemia zmieniła się w staw, spragniony kraj w krynice wód” (Iż 35, 7a). Przyszedł po to, żeby człowieka który Mu zawierzy wprowadzić w sferę takiego życia, jakim żyje Bóg. Na tym polega zbawienie. Łaska, którą daje nam zbawienie jest życiem. Jest ona dla człowieka tym, czym dla ciała dusza. Jezus Zbawiciel jest życiem naszego życia. Bo „przyszedł, aby mieli życie i mieli je w obfitości” (J 10, 10).

ks. Ireneusz Żejmo

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »
Mission News Theme by Compete Themes.
error: Treści chronione prawem autorskim. Kopiowanie zabronione.