Press "Enter" to skip to content

O tym jak odpowiadać nieprzyjaciołom, jak reagować na zło drugiego człowieka

Oto Ja was posyłam jak owce między wilki. Bądźcie więc roztropni jak węże, a nieskazitelni jak gołębie.” (Mt 10,16) – to motto naszego rozważania. Połączenie tych dwóch spraw: roztropni jak węże, tj. nie pozbawieni używania rozumu i sprytu, ale jednocześnie nieskazitelni jak gołębie.

1. Badano kiedyś przyczynę jednego z wypadków lotniczych. Był to lot z Rio de Janeiro do Paryża, dnia 31 maja 2009 r. Pilot, zamiast obniżyć lot w warunkach rozrzedzonego powietrza na dużej wysokości – zadarł „nos” samolotu do góry. Nastąpiło tzw. przeciągnięcie dynamiczne: samolot wychylony zbyt mocno do góry, spadł w dół jak kamień. 228 osób zginęło. Pilot, mimo, że był uczony wielokrotnie odpowiednich zachowań, w sytuacji stresowej zaczął uparcie wykonywać nielogiczne działania. Niektórzy badacze mówią tu o zjawisku tzw. tunelu poznawczego. W sytuacji normalnego, spokojnego działania umysł człowieka odpoczywa, regeneruje się. Gdy nagle wydarzy się coś niebezpiecznego – wtedy ten szeroko, leniwie pracujący umysł szybko koncentruje się: skupia, jak w soczewce, swoją uwagę na tym jednym: ratunkowym działaniu. Pilot feralnego lotu owszem skupił się na jednej czynności – ale nie na tej, co trzeba, nie na tym, co wyćwiczył.

Nie jest rzeczą łatwą i precyzyjną przenosić i porównywać pojęcia z różnych dziedzin ludzkiej aktywności. Proszę jednak pozwolić na pewne porównanie. Gdy człowiek gniewa się, zapamiętuje się w złości, to, bywa, że wpada w coś rodzaju emocjonalnego, moralnego tunelu poznawczego. W pewnym momencie – kryzysowym – coś go ukłuło, „przyszpiliło”, nagle zabolała doznana krzywda – a on zareagował i się „stunelował”. I trwa w gniewie, mimo, że nie ma to sensu. Jednak taki zwykle, niestety, jest grzech gniewu, jeden z siedmiu głównych.

Gdy patrzymy na pierwszych rodziców: Adam i Ewę po grzechu, też zauważamy nienormalność ich zachowania. Jest przy nich dobry Bóg, który ich obdarował życiem, rajem i przyjaźnią. Oni i tak wybierają zło, gdy zostali „stunelowani” podstępnym działaniem szatana. Na dodatek Adam zrzuca winę na Ewę. Potem mamy Kaina bratobójcę, który jest też „stunelowany” na gniew i zło, jakby to były godne uznania wartości. Człowiek w gniewie – tracąc Bożą perspektywę – brnie coraz głębiej i głębiej.

Warto zwrócić uwagę, że gniew, jak i bunt w czystej postaci – „buntuję się i już!” – są bezsensowne, bo nic nie budują, lecz niszczą. Nie ma w nich nic twórczego.

Widzimy to na spowiedzi. Gdy człowiek już odetchnie, spowiada się, żałuje za grzechy, że gniewał się na brata, siostrę – wstydzi się tego. „Jak mogłem? Jestem chrześcijaninem, człowiekiem pokoju – a ja się gniewałem, miałem focha, chciałem wybuchnąć, narobić wielkiego hałasu.”

Istnieje pewien gatunek filmów określany jako akcja. Dominują tu walki, strzelaniny (rzecz gustu, czy ten typ rozrywki komuś się podoba). Film „Prawo Ojca” z Markiem Kondratem w roli głównej opowiada o ojcu zgwałconej i ciężko pobitej przez przestępców córki. Gdy ten widzi opieszałość policji, postanawia sam wymierzyć sprawiedliwość. Film zbudowany jest na podziwie dla umiejętności głównego bohatera. Najpierw patrzymy na jego ból po krzywdzie, której doznała córka. Potem, w miarę, jak po kolei doprowadza do zabicia złoczyńców, mimochodem podziwiamy jego umiejętności: jest nieprzeciętnie odważny, sprytny, wykorzystuje swoje wyjątkowe umiejętności kierowcy rajdowego, a przy tym nadal pozostaje zatroskany o córkę. Udaje mu się wykonać plan, ale jest to rzecz straszna: ginie kilku ludzi. Możemy słusznie oburzać się na gwałt i pobicie dziewczyny, jednak odebranie życia kilku osobom to zupełnie inna waga zła. Córka nadal żyje, kilkoro mężczyzn już nie. To tragicznie niesprawiedliwe. Tak jest z gniewem, z jego pozorną logiką, że ktoś komuś za coś odpłaca. Tak jest w świecie nieprzyjaźni. Daj Boże, byśmy się nigdy w naszym życiu w tak poważne tarapaty nie wplątywali, ani naszych bliźnich.

Gniew, jak zauważa O. Adam Szustak – może też pochodzić z niezadowolenia z siebie. Człowiek zagniewany chodzi i „promieniuje” tym nastawieniem, „odparowuje” w postaci gniewu skierowanego na innych. Są to czasami bardzo proste sytuacje. Kiedyś, pewien kierowca nieładnie zachował się na drodze tuż przede mną. Potem jeszcze wystawił rękę przez okno. Byłem oburzony takim zlekceważeniem. Wieczorem nagle przyszło olśnienie: ten ktoś wystawił rękę w geście przeproszenia: „sorry!”. Potrzebowałem całego dnia, żeby to zrozumieć!

2. Podejmujemy temat o nieprzyjaciołach – i „dotrzemy” do nich – ale zastanówmy się najpierw nad pozornie obcym tematem: budowaniem Królestwa Bożego.

To był cel Jezusa. Papież Benedykt napisał książkę „Jezus z Nazaretu” (jeden z trzech tomów serii). Rozważa w niej szczegółowo posłanie Chrystusa, Jego przyjście na ziemię – z zadaniem budowania królestwa Bożego. Jest to ściśle związane z głoszeniem Ewangelii, według której „nie cesarze mogą zbawić świat”, lecz „rzeczywisty Pan świata – Bóg żywy”. („Jezus z Nazaretu”, rozdział 6)

Jako chrześcijanie mamy dążyć do życia w pokoju Bożym. To jest pokój między ludźmi, także pokój sumienia. Pokój Boży – to coś większego niż tylko prosty brak wojny.

Chodzi o posiadanie pewnej wizji w patrzeniu na współczesny świat.

Rodzic, który każe dziecku się uczyć – chociaż ono w danym momencie nie ma na to ochoty – jest pewien swoich zamiarów na przyszłość. W przyszłości syn, córka podziękuje i powie: „mamo, tato, mieliście rację – zdobyłem/-am wykształcenie”.

To też wizja małżeństwa jako środowiska, powołania, oazy wytchnienia i pokoju – a nie miejsce reakcji na przeciwnika, którym jest osoba na wyciągnięcie ręki: mąż, żona, siostra, brat, matka, ojciec…

Chodzi o wizję, którą człowiek nosi w umyśle i konsekwentnie ją realizuje.

Bł. ks. Jerzy Popiełuszko za swoją otwartość na robotników, za wspieranie ich w czasach komuny – był szykanowany. Przesłuchiwano go, rewidowano, podrzucano mu do mieszkania spreparowane dowody na działalność przestępczą, próbowano atakować go w budynku plebanii. Prześladowania mnożyły się. W pewnym momencie pomagający w działalności ks. Jerzemu koledzy powiedzieli mu „coś musimy zrobić” – i zaproponowali atak, akcję odwetową. Na te słowa błogosławiony ksiądz usiadł, opuścił głowę, ukrył twarz w dłoniach i powiedział: „wy nic nie zrozumieliście z tego, co chciałem wam przekazać. Nie walczymy przeciw ludziom, ale ze złym systemem.” Nie chciał zgładzić prześladowców, ale zło, które ich otaczało. Powtarzał wielokrotnie słowa św. Pawła: „Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj” (Rz 12,21). Ten prześladowany człowiek, który pewnie miał już dość nieustannego nękania – miał cały czas wizję: że niesie pokój, z pomocą Boga i Jego Ewangelii, że jest sługą przemiany serc – nawet dla tych „niedobrych komunistów”.

Wizję pracy nad sobą miał też św. Stanisław Kostka, tegoroczny jubileuszowy (450 lat od śmierci) patron. Mówił: „do wyższych rzeczy jestem stworzony”. Ktoś z boku mógłby to ocenić: jest zarozumiały, ma się za nie wiadomo co. Ale tak naprawdę to była wizja, której nie tracił z oczu: nie mam ulec złu, ale budować królestwo Boże. Mam odpowiedzieć na swoje powołanie. I trzeba dodać, że spełniał to w sposób konsekwentny, zdecydowany, mimo, że spotykał się z krytyką osób z najbliższego otoczenia. Pielgrzymował pieszo najpierw do Niemiec, potem aż do Rzymu. A wobec siebie – swoich wad charakteru – stosował pokutę i biczowanie. To mocna postać z wizją: „po co jestem na ziemi?”

Podsumowując: słowa o królestwie Bożym, o budowaniu pokoju, o wizji życia – są właściwie spojrzeniem „z drugiej strony” – na nieprzyjaciół. Na gniew, poróżnienie, na pytanie: „skąd to się wszystko bierze?”. Łatwo zapominamy po co tu jesteśmy na ziemi.

3. Co przeszkadza w budowaniu ładu Bożego na ziemi?

Młode, szczęśliwe małżeństwo doczekało się pierwszego dziecka. Mężczyzna poczuł się ojcem, był dowartościowany, dumny. Dwa lata później urodziło się drugie dziecko. Wtedy nagle odkrył, że żona jest już mniej atrakcyjna niż kiedyś, że znowu trzeba się zaopiekować kolejnym dzieckiem, a to wymaga większej niż wcześniej pracy, poświęcenia. Odszedł od rodziny, zamieszkał w altanie na jednym z ogródków działkowych. Znalazł inną kobietę, pił na umór, po kilku latach zmarł. To jedna z wielu, niestety prawdziwych historii. Szukanie przyjemności i uznania za wszelką cenę, jakby po omacku, nie pozwoliło mu zbudować rodziny, a nawet ocalić własnego losu.

Także chciwość posiadania: władzy, pieniędzy, rzeczy, doznań – to potrafi być wielka niszczycielska siła, która powoduje zrywanie przyjaźni, wzbudza wojny między narodami, tworzy nieprzyjaciół. Jest takie powiedzenie: „Pożycz komuś pieniądze – stracisz przyjaciela”. Oby nie było regułą – ale tak czasami jest: o pieniądze ludzie się kłócą. A wydawałoby się, że jest to wartość nieporównywalnie mała w stosunku do ludzkiego życia, do życia w pokoju, w przyjaźni.

4. Jak reagować na zło?

Sięgamy do Pisma świętego. Św. Paweł pisał o swoich doświadczeniach: (2 Kor 4, 8-11): „Zewsząd znosimy cierpienia, lecz nie poddajemy się zwątpieniu; żyjemy w niedostatku, lecz nie rozpaczamy; znosimy prześladowania, lecz nie czujemy się osamotnieni, obalają nas na ziemię, lecz nie giniemy. Nosimy nieustannie w ciele naszym konanie Jezusa, aby życie Jezusa objawiło się w naszym ciele. Ciągle bowiem jesteśmy wydawani na śmierć z powodu Jezusa, aby życie Jezusa objawiło się w naszym śmiertelnym ciele.”

(2 Kor 11,24-28): „Przez Żydów pięciokrotnie byłem bity po czterdzieści razów bez jednego. Trzy razy byłem sieczony rózgami, raz kamienowany, trzykrotnie byłem rozbitkiem na morzu, przez dzień i noc przebywałem na głębinie morskiej. Często w podróżach, w niebezpieczeństwach na rzekach, w niebezpieczeństwach od zbójców, w niebezpieczeństwach od własnego narodu, w niebezpieczeństwach od pogan, w niebezpieczeństwach w mieście, w niebezpieczeństwach na pustkowiu, w niebezpieczeństwach, w pracy i umęczeniu, często na czuwaniu, w głodzie i pragnieniu, w licznych postach, w zimnie i nagości, nie mówiąc już o mojej codziennej udręce płynącej z troski o wszystkie Kościoły.”

Powyższe fragmenty mówią o cierpliwości i wytrwałości człowieka wierzącego. Są budujące, ale mogą mylić, gdybyśmy mieli nabrać przekonania, że chrześcijanin zawsze będzie w takiej opozycji, którą – na użytek tego rozważania – można nazwać „syndromem oblężonej twierdzy”. Jakbyśmy byli ciągłymi nieudacznikami, obrażonymi na świat, wiecznie narzekającymi pokrzywdzonymi, ze „skwaszonym” wyrazem twarzy.

Jak więc zachować się wobec zła? Należy być asertywnym, to znaczy aktywnym, czyli podejmować sensowne działania na rzecz dobra, gdy inny człowiek czyni zło.

Jako przykład można wskazać postawę obrońców życia poczętego.

Są w Polsce organizacje, umieszczające w publicznych miejscach plakaty, na których przedstawiona jest w formie wielkich fotografii aborcja i jej skutki. Te obrazy są pokazywane w różnych miejscach: na placach, rynkach, przed szpitalami, gdzie dokonuje się aborcji. Można powiedzieć, że to takie „hard-korowe” działania, które pokazują przechodniom krew i śmierć. Pewnie trzeba by się zastanowić, czy zawsze i wszędzie to jest najlepszy sposób na skuteczną obronę życia. Może czasami lepiej pokazać pięknie wykonane zdjęcie „3D” dziesięciotygodniowego dziecka w brzuchu mamy z dołączonym tekstem w stylu „chcesz odebrać mi życie?”. Taka wersja „soft”.

Istnieje jednak taka wersja „soft”, która później okazuje się i tak „hard”, chociaż nie dla przechodnia, lecz dla obrońcy życia. Kanadyjka Mary Wagner, rozmawia z kobietami tuż przed dokonaniem przez nich aborcji. Spotyka je na szpitalnym korytarzu, wręcza białą różę i spokojnym głosem przekonuje, że warto postawić na życie, a nie na śmierć dziecka. Za tę swoją działalność jest regularnie zamykana – raz po razie – na kilka miesięcy do więzienia. Jest uśmiechnięta, uprzejma, kulturalna – nawet sam wysoki sąd to przyznaje na rozprawach, w których skazuje Mary na odsiadkę. Chciałoby się powiedzieć: stosuje słabe środki, ale ma wieki hart ducha i odwagę. To jest także działanie mocne, asertywne.

Asertywność to także być konsekwentnym, aby ograniczyć zło, działając po Bożemu.

5. Aktywne działanie to także miłość nieprzyjaciół, która wiąże się z uprzednim przebaczeniem. My nie musimy nieprzyjaciół uwielbiać, zwłaszcza podziwiać stylu ich działania. Natomiast przebaczyć – należy.

Bardzo lubię wypowiedź śp. Jacka Kuronia, której udzielił, gdy zapytano go o stanowisko w sprawie obrony życia dzieci nienarodzonych. Odpowiedział mniej więcej tymi słowami: „gdy jestem na polowaniu, w lesie, przy ograniczonej widoczności, nigdy nie będę strzelał, zanim się nie upewnię, że za drzewami stoi zwierzę, a nie człowiek.” Dał do zrozumienia: skoro nie mam pewności z czym lub z kim mam do czynienia – nie wolno niszczyć życia. Ten przykład, który poszerza argumenty na temat obrony życia nienarodzonych, może mieć też inne zastosowanie. Chodzi właśnie o nieprzyjaciół: czy my naprawdę mamy pewność, że gniew to jest najlepsza odpowiedź na działanie złych ludzi? Uczucia kierują nas w tę stronę spontanicznie, ale może to jednak nie ta droga? Nie będę do nich strzelał nienawiścią, jeśli nie wiem, czy czasem Bóg nie ma dla nich lepszego planu…

Aktywne działanie to także modlitwa za nieprzyjaciół, prosząc o ich nawrócenie.

6. Mamy zaufać, jak Maryja w Magnificat, że istnieje Bóg, który ostatecznie wyrównuje rachunki:

(Łk 1,51-55): „On przejawia moc ramienia swego, rozprasza pyszniących się zamysłami serc swoich. Strąca władców z tronu, a wywyższa pokornych. Głodnych nasyca dobrami, a bogatych z niczym odprawia. Ujął się za sługą swoim, Izraelem, pomny na miłosierdzie swoje – jak przyobiecał naszym ojcom”. Nie ma co się łudzić: pełna sprawiedliwość – nastąpi dopiero na końcu świata. Na razie bywa – i to nierzadko – że cierpią szlachetni ludzie.

7. Chrześcijanin ma pozwolić się prowadzić Panu Bogu przez Ducha Świętego: (Ga 5,18) „Jeśli jednak pozwolicie się prowadzić duchowi, nie znajdziecie się w niewoli Prawa”. Nie znajdziemy się w niewoli gniewu i destrukcji zemsty.

Jedną z postaci często komentowanych, także krytykowanych jest prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki Donald Trump. Jego zachowanie na scenie międzynarodowej raz wydaje się pobłażliwe, raz za ostre; raz prezentuje podejście wojownicze, innym razem podaje rękę, miło rozmawia, nawet z prezydentem Rosji. Donald Trump komentuje to mniej więcej tak: „nie traktuję polityków jako wrogów, ale konkurentów w interesach. Całe życie robiłem interesy”. Jest to jakiś sposób na wytłumaczenie opinii publicznej swoich zachowań. Jednak chrześcijanin, idąc w głąb sumienia, stając oko w oko z nieprzyjaciółmi, nie tylko ma ich traktować jako konkurentów, według inteligencji, talentów, możliwości wpływania na świat, ale należy powiedzieć: to jest mój brat, siostra. Pobłądzili, czynią zło, ale to brat i siostra.

To znaczy patrzeć na świat według Bożego ducha i wizji królestwa Bożego.

8. Pewna kobieta przez kilkadziesiąt lat nie była w kościele. Ktoś wpadł na pomysł, żeby na 50 urodziny zamówić Mszę św. w jej intencji. Pojawiła się kościele pięknie wystrojona, umalowana. Pomyślała, że doda to jej dobrego humoru, nawet, gdyby wizyta w dawno nie widzianym wnętrzu ją rozczarowała. Jednak już w pierwszej chwili zauważyła, że kościół jest estetycznie udekorowany, ksiądz powiedział całkiem sensowne kazanie, a nawet w jej stronę skierował życzliwe słowa, jako do jubilatki. Nikt nie fałszował, muzyka wykonywana była na dobrym poziomie. Czuła się w tej atmosferze coraz lepiej. Gdy usłyszała pieśń na końcu Mszy św. – „Królowej Anielskiej śpiewajmy, różami uwieńczmy Jej skroń…”, była oczarowana. Wybiegła na środek kościoła i zaczęła głośno mówić: „Jestem zachwycona. A ta ostatnia pieśń! Naprawdę nie sądziłam, że potraktujecie mnie jak królową. Zapraszam wszystkich na kawę, na moje 50 urodziny.” W tym czasie ksiądz wychylił się z konfesjonału, żeby zobaczyć, co się dzieje. Usłyszał: „A ty, jak już się załatwisz, też możesz przyjść.” To prawda, koniec tego opowiadania nie jest grzeczny. Jednak taki właśnie często jest świat: bezczelny, nieczuły, a często nieświadomy, poruszający się po świecie duchowym jak słoń w składzie porcelany. Ta nieświadomość to często jest nawet zawiniona ignorancja w stylu: „wolę mieć tysiąc pretensji, oburzać się, niż próbować uczciwie intelektualnie zgłębić wiarę”. Człowiek nie ma dobrej woli dotarcia do Boga, bo być może łatwiej mu szastać emocjami i sloganami.

Pomimo, że ten na pół pogański świat nas irytuje; jest świadomą (czy nieświadomą) prowokacją dla nas, to nigdy nam nie wolno tego świata – czyli ludzi – nienawidzić. Mamy go przyprowadzić do Jezusa.

ks. Piotr Maciołek

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »
Mission News Theme by Compete Themes.
error: Treści chronione prawem autorskim. Kopiowanie zabronione.