Press "Enter" to skip to content

Cicho! Ukochany mój! Oto on! Oto nadchodzi!

Całe życie człowiek na coś czeka, czegoś wygląda i nasłuchuje. Nastawia wszystkie swoje władze, zmysły na to, za czym tęskni.

Choć może wyda się to nieprawdopodobne i naciągane, ale tak naprawdę, ostatecznie czeka i wypatruje tego, co może dać tylko Bóg. Wypatruje samego Boga. Choć rzeczywiście trochę jak ślepiec szuka Jego obecności po omacku w rzeczach i sytuacjach.

Ale jest w sercu ta tęsknota bezradna, by tak zawołać: Cicho! Chcę usłyszeć, że już się zbliża, w drzwiach jest Ten, którego kocham.

Głos Oblubieńca jest jednak cichutki, tak bardzo, że wszystko inne musi zamilknąć. Wszystko, co Nim nie jest musi ustąpić, zrobić miejsce.

Kiedy On nadchodzi, tylko to się liczy. Pod warunkiem, że rzeczywiście jest umiłowanym.

Czy można tak oczekiwać idei? Czy można tak oczekiwać, lub nawet pragnąć takiego oczekiwania, ze strachu?

Jedyną przyczyną jest miłość, która rodzi się ze spotkania. Miłość, która jest odpowiedzią na miłość, która gotowa jest zostawić wszystko, by móc pobiec za ukochanym.

Jarosław Wróblewski

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »
Mission News Theme by Compete Themes.
error: Treści chronione prawem autorskim. Kopiowanie zabronione.