Press "Enter" to skip to content

Wszyscy poszukują Boga, chociaż nie wszyscy szukają we właściwym miejscu

Najmniejsze poznanie Boga jest cenniejsze od poznania wszystkich innych rzeczy – przyznaje kołobrzeżanin Marek Padjas . I dodaje: w moim życiu wiele odkryłem i przeżyłem. Zachwyciło mnie piękno morza, gór, słońca, gwiazd, ich kolory i zapach. Poznałem, czym jest cisza, dobry przyjaciel, miłość…. Osiągnąłem ludzki sukces. Przede wszystkim zrozumiałem, jak tak naprawdę powinna wyglądać hierarcha ważności.

Żeglowanie jest przyjemnością i może być nawet sposobem na życie. Każdy kto je kocha musi kiedyś zmierzyć się z potęgą polarnych oceanów. Tam spotykają się wszystkie południki, kompasy wariują, słońce nie zachodzi i nie wschodzi w sposób, do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni, a reguły codziennego życia nie działają. Wiatr i śnieżyce hartują dusze ludzi, prognozy meteo nie sprawdzają się. Zawodzi nawigacja i łączność satelitarna. Słowem Człowiek i Przyroda. Przygotowanie na rejs życia wymaga wielu lat doświadczeń w każdych warunkach, na wielu jachtach, z wieloma załogami. Po co się tam pchają? To pytanie ludzie zadają sobie od wieków. I nie ma jednej, prostej odpowiedzi. Mogę jednak wskazać, że żeglarzy łączą pewne charakterystyczne cechy. Na przykład w ich hierarchii wartości to nie życie zajmuje najwyższą pozycję. Ważniejsze są doznania emocjonalne, ekstatyczne. Te osoby są uzależnione od silnych emocji. Większość z nich żyje od rejsu do rejsu. Codzienność jest dla nich tylko łącznikiem, nie celem. Kiedy wracają do domów, z pozoru funkcjonują normalnie, ale z ich perspektywy jest to „życie na niby”. To są dla nich okresy abstynencji, podczas których odczuwają głód emocji. Drudzy szukają innych doznań. Mówią też często: robimy to, by pokonywać swoje słabości. To klasyczny przykład psychologicznego mechanizmu kompensacji – przez zmaganie się z przeciwnościami udowadniamy sobie, że jesteśmy wartościowymi, odważnymi ludźmi. Nie da się tego zrozumieć, jeśli analizujemy wyłącznie sferę psychologiczną. Trzecia grupa uważa, że istota morskiego rejsu sięga bowiem znacznie głębiej, do sfery kulturowej, religijnej. Dotyka mistycyzmu. Gdzie kierujemy głowę, modląc się? Ku górze, za horyzont. W wierzeniach wielu ludów niedostępne lądy, odległe wyspy były traktowane jako siedziby bóstw, jako ich sanktuaria. Niektórzy mówią, że w czasie ekstremalnych rejsów rozmawiali z Bogiem, spotkali swojego Anioła Stróża. Inni, i to także osoby niewierzące, relacjonują, że w trudnych sytuacjach na morzu odczuwały bliskość Boga. Wachta sternika jest bardzo odpowiedzialna, wymaga doświadczenia i praktyki. Problemem jest zmęczenie załogi i zwykle mała ilość osób zdolnych sterować na wielkich falach, gdy skala Beauforta już się kończy. To również czas do rozmyślań, swoistego rachunku sumienia. To odczuwanie bliskości Boga, sam na sam. Zawsze staram się sięgać do korzeni, by zrozumieć, dlaczego żeglarstwo jest moim sposobem nie tylko na życie; ma to też swój wymiar kulturowy i psychologiczny, bo dotyczy relacji człowieka z morzem. Kiedy zastanawiam się nad tym, dlaczego wybrałem morze – czy też dlaczego morze wybrało mnie – widzę, że dzieciństwo odcisnęło wpływ na mojej psychice. Urodziłem sie daleko od morza, w rodzinie bez morskich tradycji. Jednak zawsze towarzyszył mi obraz Jezusa na łodzi. Może to też spowodowało, że pojechałem do Gdyni. To było również niespełnione marzenie Ojca – tego biologicznego, ale przede wszystkim posłanie Boga. Jest takie powiedzenie wielorybników dokonujących połowy w rejonie Szetlandów Południowych, że w “ryczących czterdziestkach” nie ma Boga, w “wyjących pięćdziesiątkach” nie ma żadnych praw, w “bezludnych sześćdziesiątkach” nie ma już zupełnie nic. Okazuje się, że tak naprawdę Boga znajdujemy właśnie tam.
Wśród ludzkich tworów znajdujemy wiele niedoróbek. Życie przynosi aż nadto przykładów źle zaprojektowanych budowli, których architektom zabrakło wyobraźni i nie przewidzieli wszystkich wymagań przyszłej eksploatacji. Wykonawcy nie potrafią wykonać poprawnie wszystkich elementów projektu albo są zwyczajnie niedbali. Stąd też zgryźliwa ale słuszna krytyka. Obserwacje dotyczące ludzkich działań bezwiednie przenosimy na świat przyrody. I wówczas budzi się niepokój, czy przyroda przetrwa suszę, upały, mrozy, huragan bądź inne katastrofy natury. Okazuje się, iż Stwórca przewidział wszystko. Przyroda sama się broni. W podróży do rozległych przestrzeni nabiera się pewności, że są miejsca, które warto odwiedzić choć raz w życiu. Piękno określane jest w różnoraki sposób. Jego definicje tworzą filozofowie, teologowie, kulturoznawcy, architekci, artyści i wielu innych myślicieli. Każdy z ludzi w pewien sposób na własny użytek buduje tego rodzaju definicję. Piękno bowiem oprócz dających się ująć w słowa elementów obiektywnych posiada rys subiektywny. Powiedzmy dosadniej, jest ono doświadczane przez człowieka w sposób indywidualny, niejednokrotnie niepowtarzalny, a nawet nieprzekazywalny. Jest ono przeżywane, odczuwane osobiście i intymnie, budzi w człowieku całą gamę doznań, których bogactwo nie zawsze da się ująć w słowa. Każdy zatem odbiera piękno na swój niepowtarzalny sposób. Nie do końca da się opisać odczucia osoby podziwiającej np. zachód Słońca na morzu, górę lodową, czy wynurzającego się wieloryba. Formy jakie może przybrać lód pobudzają wyobraźnię. Doszukujemy się mostów, katedr, ale wiele form wymyka się klasyfikacji. Są po prostu abstrakcyjnie piękne. Z bocianiego gniazda inaczej widać ziemię, szersze są horyzonty. Z perspektywy Boga, jego ewangelii, człowiek inaczej patrzy na świat. Inaczej ocenia zjawiska w nim się dziejące, niejednokrotnie przetasowuje hierarchię wartości. Antarktyczna żegluga wymaga wielkiego wysiłku i samozaparcia, ale jest zarazem wielką pracą nad sobą, w której człowiek realizuje powołanie do wyżyn świętości dane mu przez Boga. Antarktyda to kontynent najwyższy, najsuchszy, najzimniejszy, najwietrzniejszy i ….. najpiękniejszy zarazem! Będąc tam codziennie odkrywamy, że biel na Antarktydzie jest najbielsza na świecie, natomiast lód mieni się kolorami, o które nikt by go nie podejrzewał. Przenosimy się wreszcie do rajskiego świata. Jest rześko, lecz wcale nie tak zimno, jak można byłoby się spodziewać – termometry wskazują – 6ºC a słynna naturalna Aleja Gór Lodowych skrzy się w słońcu. W nieprawdopodobnej ciszy pływamy wśród lodowych kolosów, podziwiając ich kolory i kształty. Przed nami wyrastają kruche pałace, strzeliste iglice i filary, potężne portyki i bryły przywodzące na myśl postaci ludzkie i zwierzęce. Lodowe konstrukcje szalonego architekta? Czy raczej rzemiosło artystyczne samej natury? Boga? Pokusa nadawania nazw wszystkiemu, co nas otacza, jest nie do opanowania – jakby świat cofnął się do momentu stworzenia. To rodzaj ulotnego raju i złudzenie początku, nienazwanej jeszcze rzeczywistości. W zależności od kąta załamania promieni słonecznych i gęstości lodu ukazuje on coraz to inne barwy; seledyn przechodzi w turkus, błękit w róż. Tam powiem szczerze zostaliśmy powaleni na kolana pięknem Antarktydy. Jak ktoś zauważył znaleźliśmy się w mateczniku gór lodowych. Olbrzymie ściany lodu poorane szczelinami jakby gotowe do porodu i dalszej podróży przez Ocean Południowy. Pomiędzy nimi dziewicze skały. Krajobraz surowy i dostojny. Horn i Cieśnina Drake’a są symbolami zmagań żeglarzy z żywiołem, jakim potrafią być wzburzone wody Oceanu Południowego. Od zawsze budziły i nadal budzą respekt ze względu na częste tutaj sztormy. Wydaje się, iż współczesny człowiek zarażony praktycznym materializmem utracił zdolność patrzenia na przyrodę jako Boży dar. Ważne staje się kształtowanie spojrzenia na otaczający świat w sposób utylitarny, jako na przestrzeń poszukiwania korzyści, przede wszystkim materialnych. W to miejsce formowanie zdolności do spojrzenia kontemplatywnego, a można nawet powiedzieć mistycznego. Trzeba znaleźć w tym wszystkim głębszy sens. Ja do końca nie wiem. W moim życiu wiele odkryłem i przeżyłem. Zachwyciło mnie piękno morza, gór, słońca, gwiazd, ich kolory i zapach. Poznałem, czym jest cisza, dobry przyjaciel, miłość…. Osiągnąłem ludzki sukces. Przede wszystkim zrozumiałem, jak tak naprawdę powinna wyglądać hierarcha ważności. Myślę, że wszyscy jesteśmy wyposażeni w sumienie, w duchowość, w jakiś wewnętrzny głos. Coś w duszy mi mówiło, że tym samym samozadowoleniu i w tym wielkim sukcesie brakowało tego wypełnienia. Ciągle coś było nie tak. Wtedy mówiąc najkrócej On przyszedł do mnie właśnie tam w tych odległych krainach. Święty Augustyn pisał: „Zapytaj piękno ziemi, morza, powietrza, które rozprzestrzenia się i rozprasza; zapytaj piękno nieba… zapytaj wszystko, co istnieje. Wszystko odpowie ci: Spójrz i zauważ, jakie to piękne. Piękno tego, co istnieje, jest jakby wyznaniem. Kto uczynił całe to piękno poddane zmianom, jeśli nie Piękny, nie podlegający żadnej zmianie?”. Najmniejsze poznanie Boga jest cenniejsze od poznania wszystkich innych rzeczy.

Marek Padjas

Marek Padjas – nawigator, kapitan jachtowy, motorowodny, instruktor sportów wodnych, absolwent Wyższej Szkoły Marynarki Wojennej w Gdyni, Akademii Techniczno – Rolniczej w Bydgoszczy. Przeszedł wszystkie stopnie kariery na statku: od asystenta okrętowego po ,,pierwszego po Bogu”. Nauczyciel przedmiotów zawodowych w Morskich Jednostkach Edukacyjnych. Od ponad dwudziestu lat pracuje z młodzieżą. Jest wiceprezesem Ligi Morskiej i Rzecznej. Organizator i uczestnik morskich, żeglarskich wypraw m.in. na bezpokładowych łodziach Dz, rejsów na Cape Horn, Antarktydę, Spitzbergen, uczestnik regat Tall Ship’s Races, Sydney – Hobart. Współinicjator budowy kołobrzeskich pomników poświęconych ,,Marynarzom Okrętów Pogranicza i Straży Granicznej”, ,,Kołobrzeskim Żeglarzom na wiecznej wachcie”, ,,Komandorowi Stanisławowi Mieszkowskiemu – pierwszemu polskiemu kapitanowi portu Kołobrzeg”.

Inne artykuły GłównaWięcej wpisów »
Mission News Theme by Compete Themes.
error: Treści chronione prawem autorskim. Kopiowanie zabronione.