Press "Enter" to skip to content

List do mojego przyjaciela, zabójcy

Piszę w imieniu niektórych poległych, a może nawet… wszystkich !?

Zabiłeś mnie dzisiaj, w ten piękny, pogodny poranek. Właśnie kiedy pisałem list do Rani, mojej ukochanej. Byłem po śniadaniu i po goleniu. Moja koszula suszyła się na gałęzi drzewa. Myślami byłem w domu, z rodzicami. Matka postawiła przede mną właśnie szklankę mleka z miodem i małą łyżeczką masła, mówiąc, żebym wypił to wszystko, że mi to dobrze zrobi. Uśmiechnęła się do mnie, a ja wiedziałem, że chodzi jej o to, abym ten uśmiech przekazał również Rani.

Byłem szczęśliwy, jak zawsze przed spotkaniem. Chciałem jej zrobić dzisiaj niespodziankę – oczywiście, to wszystko były tylko moje marzenia – że zamiast listu, ja osobiście do niej wpadnę . Wyobrażałem to sobie już któryś raz z rzędu dzisiaj – za każdym razem zmieniając nieco scenariusz tego spotkania .

Zapukam do drzwi i schowam się za futryną. Nagle wyskoczę i złapię ją wpół. Będę się z nią kręcił do utraty tchu. Zobaczę w jej oczach radość. Będziemy pili kawę na ganku, razem z jej i moimi rodzicami. Oświadczymy im wtedy uroczyście, że są zaproszeni na nasz ślub, który się odbędzie… Oczywiście to były tylko marzenia, bo przecież zostałem powołany do wojska. Niemożliwe stały wszelkie urlopy i odwiedziny. Właśnie dlatego pisałem list…

I ty mnie dzisiaj właśnie zabiłeś, gdy pisałem ten list. Ty nic o tym nie wiesz. Podano ci tylko namiar i wydano rozkaz. Ty wykonałeś zadanie. Nawet wcale nie patrzyłeś w moją stronę. Wystarczyło, że na ekranie komputera połączyły się dwie linie. Ty nacisnąłeś tylko przycisk i było już po mnie.

Rakieta trafiła w cel. Zniszczyła wozy pancerne, ścięła drzewo na którym wisiała moja koszula, rozszarpała moje ciało i …było już dla mnie po wojnie.

Słońce świeciło coraz mocniej, błękitne niebo znaczyły smugi czarnego dymu – dopalały się nasze wozy pancerne, koło ściętego drzewa walała się kartka papieru – mój niedopisany list, mój hełm …Ale mnie tam nie było. Były tylko strzępy munduru i krwawe odpryski zalegające świeżo zranioną pociskiem ziemię.

Ty nic nie wiesz o tym. Nie wiesz, że mnie wtedy zabiłeś. Ty tylko odpaliłeś rakietę. Mojej dziewczynie nie powiesz: „przepraszam bardzo, żałuję ogromnie”. Panu Bogu nie powiesz: ”wybacz, zgrzeszyłem”…

Jeżeli przeżyjesz tę wojnę i wrócisz do swojego domu, nikt ci złego słowa nie powie, za to, że mnie życia pozbawiłeś. Twoje dzieci chodzić będą do szkoły i będą się uczyły o pierwszej i o drugiej Wojnie Światowej i może nie usłyszą o tej w której ja poległem.

Moje dzieci nigdy nie pójdą do szkoły, bo ich nie mam i mieć nie będę, a gdybyśmy w jakiś sposób spotkali się dzisiaj gdzieś w mieście, przy szklance piwa, to pewnie byś mi powiedział, że fajny jestem i nigdy byś do mnie nie strzelał. Również twoi generałowie i politycy powiedzieliby mi z rozbrajającą szczerością , że oni mnie lubią, a ja bym powiedział, że osobiście nic do nich nie mam, bo nie znamy się przecież, tylko, że ….mnie nie ma ! Czy pojmujecie tę różnicę?

Piszę ten list prosząc was o jedno: abyście mnie nie zabijali raz jeszcze, za każdym razem, gdy gdziekolwiek wybucha jeszcze jakakolwiek wojna i ludzie którzy się nie znają, zabijają się wzajemnie, mówiąc potem, że się lubią .

o. Zygmunt Kwiatkowski SJ

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »
Mission News Theme by Compete Themes.
error: Treści chronione prawem autorskim. Kopiowanie zabronione.