Press "Enter" to skip to content

Czas pamięci i świętych obcowanie

Kiedy jedna z moich córek miała ciągnący się miesiącami problem stomatologiczny i zanosiło się na poważną szczękową operację – nasza dentystka i ja zwróciliśmy się o wstawienniczą pomoc do świętej pamięci babci Zosi. Babcia Zosia była moją teściową, znaną w Kołobrzegu protetyczką, przyjaciółką naszej dentystki – i kochała swą wnuczkę gorącą babciną miłością. Modlitwa zadziałała, problem stomatologiczny ustąpił, a ja na własnej skórze doświadczyłem, co znaczy świętych obcowanie. Tak oto troszczą się o nas nasi umarli – jak by powiedział Zbigniew Herbert.

Śmierć jest drugą stroną miłości, nieuchronnym aspektem życia. Nauki przyrodnicze głoszą, że początkiem życia na Ziemi był pierwszy akt podziału komórki, z której powstały dwie kolejne – akt rozmnożenia się przez podział. Coś musiało umrzeć, żeby narodziło się coś nowego, i tak to trwa, tak się kręci koło miłości i śmierci, i my się kręcimy wraz z nim, tańczymy na tym niekończącym się balu (aż póki „sucha kostucha, ta miss wykidajło, wyłączy nam prąd w środku dnia”).

Jest w Księdze Rodzaju taka scena, gdy Bóg przyprowadza do Adama zwierzęta, aby nadał im imiona, opatrzył stworzenie słowem. Dał więc Bóg Adamowi coś, czego nie otrzymała żadna inna żyjąca istota: współuczestnictwo w dziele stworzenia (bo przecież na tym właśnie, na kreacyjnym użyciu Słowa, polega Boża „technologia” stworzenia). Nasza niepodważalna godność – nasze bycie „obrazem i podobieństwem”, ikoną Boga – bierze się z tego współudziału. Bez naszego uczestnictwa świat nie byłby dokończony, do końca nazwany, do końca wyposażony w sens.

Pamięć o tych, którzy odeszli, pamięć o umarłych jest częścią tego dzieła. Kiedy ich przywołujemy, wołamy ich po imieniu (babciu Zosiu!, Zbyszku Herbercie!…), nadajemy wtedy sens nie tylko ich życiu, ale także naszemu. Ocalamy świat.

Wojciech Czaplewski

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »
Mission News Theme by Compete Themes.
error: Treści chronione prawem autorskim. Kopiowanie zabronione.