Press "Enter" to skip to content

Słońce w szopie

Faktem jest, że Maryja powiła swego Syna w owczej zagrodzie i nie znajdując innego czystego miejsca, bo przecież trudno o takowe w stajni, złożyła Go w żłobie, co stanowi bezsprzecznie znak krańcowego ubóstwa i uniżenia.

Maryja i Józef, odepchnięci przez cywilizowany świat, którego symbolem było miasteczko Betlejem i zdaje się, że opuszczeni nawet przez samego Boga, nie pogniewali sie na Niego i nie poddali zniechęceniu, ale kierując się duchem wiary, kontemplowali w Niemowlęciu Zbawiciela świata i sławili zbawczą wierność Boga.

Łagodne oblicze Maryi promieniowało nieziemską pogodą – jakiej żadna święta ikona wyrazić nie jest w stanie. W Jej spojrzeniu odbijało się anielskie, pełne uniesienia: “chwała na wysokości Bogu”, jakie i nam nieraz zdarza się śpiewać w święto Bożego Narodzenia w domu albo kościele. Jej zawierzenie Bogu było tak niezłomne, tak wielkie, tak niesamowicie piękne i tak czyste, że stanowiło najlepszą kołyskę i najpiękniejszą kołysankę dla Bożego Słowa, które stało się Ciałem.

Zamieszkało Ono pośród nas, jak to było obiecane przez proroków, aby dać nam pokój prosto z Nieba. Pokój i radość Bożego upodobania w człowieku, chociaż jest on grzeszny, bo we Wcieleniu zawiera się całość misterium Bożej Miłości.

Więc Pokój się nam narodził. Pokój i ukojenie. Przyszedł wśród nocnej ciszy do malej wioski judzkiej, jakich miliony na całym świecie. Gdzie ludzie, jak wszędzie, w dzień się trudzili przy pracy a nocą zażywali odpoczynku. Gdzie była wiejska gospoda z tanim winem i jeszcze tańszym śmiechem, chałupy przytulone do siebie jak stado kuropatw mroźnym ranem, gdzie była szopa jak szop wiele…. Dziwili się bardzo mieszkańcy Betlejem i zachodzili w głowy skąd ten dziwny śpiew słychać. Głupi Mosze powiedział, ten co latem pasie owce u bogatego bacy Izaaka, że to śpiewają anioły. Nikt oczywiście nie zwracał uwagi na to co Mosze gadał, wszyscy jednak patrzyli z rozdziawionymi gębami na dziwne zjawisko które dzisiaj przedstawiło się ich oczom. Otóż słońce, zamiast jak zwykle wychodzić spoza widnokręgu, po jego wschodniej stronie, tego ranka a raczej tej nocy, bo to noc przecież jeszcze była i ciemno choć oko wykol, wychodzić zaczęło, ku zdziwieniu wszystkich, prosto z drewnianej szopy do której wczoraj wieczorem przed zimnem się schroniła para wieśniaków z Nazaretu z ich poczciwym osłem.

o. Zygmunt Kwiatkowski SJ

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »
Mission News Theme by Compete Themes.
error: Treści chronione prawem autorskim. Kopiowanie zabronione.