Press "Enter" to skip to content

Bóg się w cierpieniu nie lubuje, więc jeśli je dopuszcza, musi mieć w tym jakiś poważny cel

Błądziłem, zanim przyszło utrapienie, teraz jednak strzegę Twego słowa (Psalm 119) Psalmista wyznaje, że cierpienie nawróciło go na drogę Bożą. Trzeba mu powinszować! – bo nie każdy umie w ten sposób cierpienie przyjąć i wykorzystać. Bardzo często znosimy nasze mniejsze i większe utrapienia w sposób, który nas bynajmniej nie uświęca. Ten i ów cierpi jak zranione zwierzę: ucieka do swojej norki i tam liże rany, jak postrzelony królik, bez myśli i refleksji, bez sensu i celu. Częściej bywa, że koncentrujemy się na bezpośredniej przyczynie bólu, którą na ogół bywa jakiś bliźni. Tak zwane „osoby zakonne” bardzo lubią się skarżyć, więc w takim wypadku rusza cała akcja podejrzeń, pomówień, skarg do przełożonych. Ktoś z natury mściwy stara się też wtedy oddać pięknym za nadobne, tyle że oczywiście sam przed sobą nie nazywa tego zemstą, a tylko konieczną nauką daną winowajcom dla ich własnego dobra. Ale tak czy inaczej, tylko o winowajcach i o ich winie myśli.

Psalmista zrobił inaczej. Wyminął pokusę bezmyślności, pokusę zemsty, pokusę pychy – i uznał, że utrapienie, przez które przeszedł, było zbawienną lekcją Bożą. Bóg się w cierpieniu nie lubuje, więc jeśli je dopuszcza, musi mieć w tym jakiś poważny cel. W wypadku Psalmisty najwyraźniej tym celem była korekta jego postępowania. „Błądziłem…” Ileż to razy bywa, że człowiek utarł już sobie wygodne koleiny swojej prywatnej drogi, czuje się na niej dobrze, ustalił zwyczaje (i w razie potrzeby wymówki) raz na zawsze, i jak ów anioł kościoła w Laodycei ma się za bezpiecznego, bogatego we wszelkie potrzebne wartości i raz na zawsze usprawiedliwionego. A nie wie, że jest nieszczęsny i godzien litości, biedny i ślepy, i nagi. Wtedy spada utrapienie: choroba, konflikt z otoczeniem, zmiana urzędu, konieczność stałej zależności od cudzej pomocy – i jak szklana bańka rozbija się nasze poczucie bezpieczeństwa. A Bóg mówi: „Zaufaj mi raz jeszcze, bo od jakiegoś czasu wzywasz mnie tylko ustami. Musiałem cię utrapić, żebyś się opamiętał i zawołał sercem”.

Utrapienie może jednak być czymś więcej jeszcze niż korektą drogi: bywa zaproszeniem Bożym. Na przykład to utrapienie, które płynie od ludzi. Bóg zaprasza nas do udziału w swoim przebaczeniu. Oczywiście nie możemy przebaczać tak jak On, z pozycji istoty niewinnej: to byłoby zakłamanie, jesteśmy przecież akurat tak samo grzeszni jak nasi winowajcy. Człowiek powinien przebaczać pokornie, bez ostentacji i deklaracji, skoro przecież i sam potrzebuje przebaczenia. Niemniej, w taki sposób, w jaki nam się godzi, przebaczać powinniśmy; i zdarza się, że Bóg to zaproszenie kieruje do nas w sposób szczególny. Może to być tylko okresowe, a może trwać przez całe życie. Możliwe, że ludzie, którzy mają szczególnie wydelikaconą skórę i z natury łatwo dopatrują się we wszystkim obrazy i złych intencji otoczenia, są przez to niejako zaproszeni przez Boga na całe życie, żeby razem z Nim zajęli się przebaczaniem. Jest to bardzo piękne powołanie, jeśli je przyjąć pokornie, cicho i szczerze.

Każdy człowiek błądzi. I każdy doznaje takich czy innych utrapień. I każdy jest zaproszony do coraz staranniejszego przestrzegania Bożych przykazań. Jeżeli nie wykorzysta do tego okresów utrapienia, można się obawiać, że okresów powodzenia nie wykorzysta także.

s. Małgorzata Borkowska OSB

Siostra Małgorzata Borkowska OSB – urodziła się w 1939 r. Studiowała polonistykę i filozofię na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu oraz teologię na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Od 1964 jest benedyktynką w Żarnowcu. Autorka wielu prac historycznych, m.in. Życie codzienne polskich klasztorów żeńskich w XVII i XVIII wiekuCzarna owcaSześć prawd wiary oraz ich skutkiOślica BalaamaRyk Oślicy, Twarze Ojców Pustynitłumaczka m.in. ojców monastycznych, felietonistka.

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »
Mission News Theme by Compete Themes.
error: Treści chronione prawem autorskim. Kopiowanie zabronione.