Press "Enter" to skip to content

Powiada Biblia, że nie ołów ani piasek najciężej nieść, ale głupotę…

Niespokojna jest moja dusza ze zgryzoty: podźwignij mnie, jak obiecałeś (Psalm 119) Są sytuacje, w których człowiek sam sobie potrafi powiedzieć: Bałwanie, czego się tak gryziesz? Przecież jest Bóg na niebie, a to, co ci się dzisiaj wydaje takie nieznośne, za parę lat nie będzie już nawet wspomnieniem, zwłaszcza jeśli zachowasz jakie takie panowanie nad sobą i nie zaczniesz sobie tej zgryzoty odbijać na otoczeniu. W takim wypadku zostałoby ci wspomnienie własnej winy. Ale inaczej nie pozostanie ani śladu w pamięci. Więc uszy do góry, szczękę luźno, zrobić komuś coś dobrego – i po kłopocie.

Takie kazanie, wygłoszone samemu sobie, często pomaga i wystarcza do odzyskania równowagi ducha. Bywa jednak, że jest nam ono potrzebne od kogoś innego, gdyż sami sobie nie potrafimy go wygłosić. Taka potrzeba jest. normalna, zwłaszcza w początkach życia duchowego; pomału jednak powinna zanikać, a przynajmniej zdarzać się coraz rzadziej. Nie jest dobrze, jeśli ktoś przez całe życie pozostaje dzidzią, która nie potrafi udzielić sobie najprostszych nauk! Niemniej i w starości mogą się zdarzyć problemy ostre i przewlekłe, z których nas ktoś bliski wydobywa sprawnym duchowym kuksańcem. A i to nawet może się zdarzyć, że już ani własne, ani cudze słowo nie pomaga, niepokój jest tak głęboki, zgryzota tak silna, że pozostaje już tylko prosić Boga, żeby nas z niej podźwignął. Przecież obiecał.

Bardzo rzadko i tylko wyjątkowo taka udręka dotyczy naszych stosunków z otoczeniem. Jeżeli ktoś przeżywa swoje zewnętrzne konflikty aż tak silnie, że mu się świat wali, to tylko dowód, że nigdy jeszcze nie zauważył swoich trudności wewnętrznych i nie wie, o ile większym ciężarem jesteśmy dla siebie sami. Powiada Biblia, że nie ołów ani piasek najciężej nieść, ale głupotę; otóż cudzą głupotę zawsze można zostawić za drzwiami celi, ale własną bierzemy ze sobą nawet pod kołdrę. Uświadamianie jej sobie przybiera różne formy. Na przykład, człowiek zaczyna pytać sam siebie, czy właściwie wierzy. I był taki rosyjski asceta, który wręcz oskarżał się o ateizm, bo – powiada – gdybym naprawdę wierzył, żyłbym całkiem inaczej, a skoro żyję tak, jak żyję, to widocznie nie wierzę.

Pewien święty do tego stopnia zwątpił o swojej wierze, że włożył do kieszeni tekst Credo i przynajmniej dotykał go, kiedy wymówić nie potrafił. Oczywiście także i ten strach przewidziany jest w Piśmie Świętym i to jego dotyczą słowa: Wytrwał jakby widział Niewidzialnego. Nie ma sensu rozdrapywać własnej duszy w poszukiwaniu wiary: Lepiej zamiast tego zrobić coś, co nam wiara nakazuje i trwać w wypełnianiu swojego przymierza, mimo że to przymierze wydaje się nam chwilowo zupełnie nierzeczywiste. Ale czasem paraliż duchowy tak jest silny, że nawet tej zasady nie potrafilibyśmy już zastosować. Pozostaje już tylko wołać: Podźwignij mnie, jak obiecałeś.

A Bóg rzeczywiście obiecał. Ale obiecał właśnie to, co istotne: podźwignąć. Nie obiecał zapłacić nam za ten duchowy „dołek” natychmiastową duchową „górką” i z dna rozpaczy wydobyć na szczyty ekstazy. Obiecał natomiast dać nam siłę do wytrwania na drodze wiary i tę siłę rzeczywiście daje. Kropla po kropli, krok po kroku, tyle, ile potrzeba. Najczęściej nie widzimy tego w chwili odbierania tej pomocy, ale widzimy później, patrząc wstecz. Bo przecież okazuje się, że wytrwaliśmy pomimo wszystko.

s.Małgorzata Borkowska OSB 

Siostra Małgorzata Borkowska OSB – urodziła się w 1939 r. Studiowała polonistykę i filozofię na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu oraz teologię na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Od 1964 jest benedyktynką w Żarnowcu. Autorka wielu prac historycznych, m.in. Życie codzienne polskich klasztorów żeńskich w XVII i XVIII wiekuCzarna owcaSześć prawd wiary oraz ich skutkiOślica BalaamaRyk Oślicy, Twarze Ojców Pustynitłumaczka m.in. ojców monastycznych, felietonistka.

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »
Mission News Theme by Compete Themes.
error: Treści chronione prawem autorskim. Kopiowanie zabronione.