Press "Enter" to skip to content

Trzy Maryje

Przed oczyma mam Maryję, w świątyni jerozolimskiej, a na jej ręku widzę Jezusa-niemowlę, 40 dni po swoim narodzeniu. 40 dni na tej ziemi i tyle już wydarzeń w których uczestniczył! Noc betlejemska, stajnia, gwiazda która przywiodła do Niego trzech mędrców z odległego wschodu, pasterze, prosty lud radujący sie z tego co obwieścili im aniołowie…

W tym widzeniu jest również obecny strach rodziców Dziecięcia przed Herodem, który rozwija energicznie swoją krwawą intrygę, chcąc się pozbyć konkurenta, który nie był żadnym konkurentem, bo nie interesowały Go bogactwa ani władza sprawowana na ludzki sposób. Niezależnie bowiem od wszystkiego, niezależnie od tego jak zachowuje się świat i każdy konkretny człowiek, On jest Panem wszechświata i przed Nim będą klękać władcy tej ziemi, pomimo tego, że nie jest On królem wojny, ale księciem pokoju i nie przyszedł aby Mu służono, ale po to aby obdarować ludzi Zbawieniem.

Jego pokój jest prawdziwy, bo opiera się na miłości, a nie na kłamstwie i przemocy. Ponadto nie jest to jałowy pokój zadowolonego z siebie sybaryty, któremu zagraża zawsze gniew głodnych i żal pokrzywdzonych. Pokoju Bożego natomiast żadne zło nie zniszczy.

Widzę następnie świątynię Jerozolimską, widzę w niej mnóstwo ludzi. Widzę tych którzy się modlą i tych którzy zachowują się w niej jak na targowisku. Widzę parę młodych małżonków, przybyłych z Nazaretu, Józefa i Maryję z Niemowlęciem na ręku Józef składa ofiarę ubogich, czyli parę gołębi, bo nie stać ich na baranka.

Nikt na nich nie zwraca uwagi, jak zwykle dzieje się z tymi którzy nie należą do bogatych. Im jednak nie zależało na popularności, bo nie światu chcieli się podobać, ale zależało im na wiernym spełnieniu otrzymanej od Boga misji. Ponadto, bezpieczniej było dla Dzieciątka, aby przedwcześnie świat o Nim się nie dowiedział i Herod nie miał Go przez to na oku.

Najważniejsze, że „Bóg tak umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy kto w Niego wierzy nie umarł, ale miał życie wieczne”. Najważniejsze, że przyszedł zapowiadany przez proroków Zbawiciel. Pojawił się w świątyni jerozolimskiej, ale nie został dostrzeżony ani przez zwierzchników religijnych, ani przez tłum zwykłych ludzi.

Tylko świątobliwy starzec, Symeon, wsłuchany w głos Ducha Świętego, otrzymał natchnienie, aby udać się do świątyni i powitać tam Maryję z Józefem i mesjańskim Synem Najwyższego, „chlubą Izraela i światłością dla wszystkich narodów”.

Symeon wziął Niemowlę na ręce i wielbił Boga, najpierw za to, że został uwolniony od strachu przed śmiercią, bo „jego oczy ujrzały Zbawienie”, a następnie za to, że jest to Zbawienie dla wszystkich ludzi. Maryi zaś powiedział, że miecz przeniknie jej serce aby w ten sposób wyszła na jaw potępieńcza brzydota zła które w nią uderzy.

W tym momencie zobaczyłem ciągle tę samą ale jeszcze inną Maryję, siedzącą pod krzyżem, z martwym Jezusem na kolanach. Tak jak kiedyś, w stajni koło Betlejem, w dniu Jego narodzenia, teraz też był cały nagi i jak wtedy, gdy trzymał Go na ręku, w świątyni, starzec Symeon, był po niemowlęcemu bezradny.

Ofiarowany Ojcu wtedy, w świątyni jerozolimskiej i ofiarowany tutaj, na Kalwarii, tam i tu, za nasze grzechy. Ofiarą nie były już jednak gołębie, ale On sam, Baranek bez skazy, niewinny, wyszydzony, ubiczowany, z przebitym na wylot sercem..

Zdjęty z krzyża, przytulony do Maryi, już w tym momencie jest znakiem Zmartwychwstania, bo właściwie to Maryja tuliła się tam do swojego zdjętego z krzyża Syna. Dla niej nie był to zimny trup, który za chwilę zostanie zamknięty w grobie, ale Zbawiciel, zaraz po złożeniu świadectwa niezłomności wiary i miłości do Miłosiernego, Wszechmocnego Boga, Jego Ojca.

Przez Chrystusa i w Chrystusie dokonało się zwycięstwo Wcielonej Miłości Boga, która nie posłużyła się mieczem ani dzidą, ani nie myślała mścić się na człowieku za to, że dał się uwieść kłamstwu szatana, ale z wysokości krzyża zawołała: ”Ojcze, wybacz im, bo nie wiedzą co czynią.”

Bóg się zmiłował nad człowiekiem i teraz Jego Syn, wtulony w ramiona Maryi nie tylko człowieka nie przeklął, ale go uratował. Zanim skonał, zdążył jeszcze powiedzieć, abyśmy słyszeli to wszyscy, do zbrodniarza, który żałował za swoje grzechy i złożył świadectwo wiary: „jeszcze dziś będziesz ze Mną w raju”.

Potem, jako testament, a właściwie jako akt proklamujący Nowe Życie, powiedział do Maryi: „Niewiasto, oto Twój syn”, wskazując wzrokiem na umiłowanego ucznia, Jana. Następnie powiedział do niego: „ oto twoja Matka”. Wtedy to właśnie, jak mówi Pismo, Jan „wziął Maryję do swojego domu” , wspominając jednocześnie o tym, że była to właśnie owa mesjańska „godzina” Jezusa, o której wspomniał w pierwszym swoim cudzie, uczynionym w Kanie.

Jego życie ziemskie, w ten sposób, zamknęła cudowna parabola powrotu do Galilei, tam gdzie na prośbę Maryi Jezus dokonał cudu przemiany wody w wino, co było zapowiedzią przemiany wina, podczas Ostatniej Wieczerzy, w Krew Nowego Przymierza i my uczestniczymy w tym cudzie celebrując Eucharystię”.

Maryja w tę właśnie „godzinę”, trwała z niewzruszoną wiarą i miłością u boku swego Syna i przeszył ją wtedy miecz boleści, zapowiedziany przez starca Symeona. W mistyczny sposób otwarła wtedy Oblubieńcowi, drogę do sali weselnej i do komnaty ślubnej, przekraczając w jakimś sensie granicę doczesności. Dlatego też Chrystus nie musiał się już jej ukazywać po zmartwychwstaniu, ponieważ ich jedność nie tylko nie została zerwana, ale jeszcze została umocniona, do granic tego co człowiek tylko może o życiu, o wierze i o miłości przeżyć i zrozumieć. Sprawdziła się wtedy przepowiednia z Kany Galilejskiej, o tym że Jezus jest Boskim Oblubieńcem, który przyszedł odbyć zapowiadane przez proroków Gody Weselne, których my

Bierzemy udział, gdy uczestniczymy w sakramentalnym życiu Kościoła.

o. Zygmunt Kwiatkowski SJ

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »
Mission News Theme by Compete Themes.
error: Treści chronione prawem autorskim. Kopiowanie zabronione.