Press "Enter" to skip to content

Producenci brzytew

Ostatnio znajoma, na portalu społecznościowym, umieściła statystyki powodów “zejść” z tego świata. Najwięcej życia gaszą nie epidemie odry, wojny czy starość, ale aborcja. Oczywiście dyskusja pod jej postem tradycyjna, każdy, w tym ja, wtrąciliśmy swoje “za” lub “przeciw”. Nikt nikogo nie przekona. Bo to kwestia empatii, którą oczywiście można wyciszać albo uwrażliwiać i ukierunkowywać. Na siebie, na drugiego człowieka, na problem. No i tu z tym widzeniem problemu już jest słabo. Są ludzie którzy myślą, że walczą o prawa kobiet, dają sobie wmówić fałszywe powody, nieistniejące ale faktycznie na emocje działające. Podczas kiedy antykoncepcja jest dostępna w każdym miejscu i taka epizodyczna i taka długo działająca, kiedy ofiar gwałtu zgłaszających się do aborcji praktycznie nie ma (0-2 przypadki rocznie), nieuświadomione nastolatki stanowią jakiś odsetek podobnie jak niedziałająca antykoncepcja a syndrom poaborcyjny jest rzeczywistością wielu terapii – ludziom wmawia się, że walczą przeciwko traumie gwałconych kobiet i trzynastolatek, które wpadły podczas szkolnej wycieczki.
Podczas gdy większość dokonanych aborcji – to aborcja na życzenie. Kropka.
Żadna trauma po gwałcie, żadne zmarnowane życie nastolatki. Po prostu beztroski seks bez zabezpieczenia. I tak dalej.
Kolejna to aborcja eugeniczna.
I dla mnie to jest zupełnie inny temat.
Zupełnie.
I tu też przeraża to przebalansowanie problemu z miejsca, w którym on naprawdę jest na histerię obrażającą osoby niepełnosprawne, na dyskryminowanie i wartościowanie, na dzielenie na tych, którzy maja prawo żyć i go nie mają.
Aborcja eugeniczna dotyczy najczęściej planowanych, oczekiwanych dzieci. Takich, które już mają wybrane imię. Wcale nie jest tak, że pierwszym pytaniem po wiadomości, że urodzi się dziecko z problemem zdrowotnym nie jest “czy zrobicie mi aborcję?” tylko po prostu “co teraz?”. Rodzice szukają rozwiązania. Pytają lekarzy, znajomych, siebie. Są emocjonalnie rozbici. Są w szoku, strachu, niewiedzy. Wcale nie jest tak, że chcą zabić swoje dziecko. Ale boją się. Śmiertelnie. A na decyzję maja kilka dni. I zawsze podejmują ją w emocjach, strach nie wycisza się ani na chwilę. Przerzucają się odpowiedzialnością. Boją się wyzwania jakim jest system opiekujący się niepełnosprawnymi. Dla wielu rodziców, którzy podjęli decyzję o aborcji – właśnie słabe wsparcie ze strony opieki zdrowotnej przeważyło. Boją się, że sobie nie poradzą finansowo – i tu też system jest tym balastem decyzji. Ale najbardziej a czasem wyłącznie boją się zwyczajnie o to swoje dziecko. Że zostanie odrzucone społecznie, że będzie dyskryminowane, wyśmiewane, doświadczane biedą i okrucieństwem. Boją się świata do tej pory im bliskiego. Bo ten świat przecież tak głośno krzyczy, żeby zabijać takie dzieci. Że te dzieci zabijać wolno. A potem ci rodzice już na zawsze mają traumę. Że zawiedli własne dziecko, że stchórzyli, że zabili, że jednak daliby radę, że przychodzą nowe programy społeczne…
I to jest właśnie przerażające.
Że zamiast walczyć o prawa do lepszego życia osób słabych – ludzie walczą o prawo do ich zabijania. Że patrzą tak płytko iż nie zauważają tego jaką wieczną traumą zniewala całą rodzinę ten “akt wolności wyboru” dokonywany zawsze w niewoli strachu, emocji, bez wsparcia. Tonący chwyci się nawet brzytwy. I tym jest to wołanie o prawo do wszech dostępnej aborcji . Podawaniem tonącemu ostrza, który na zawsze go pokaleczy. Choć można by było podać koło ratunkowe. I uratować ich oboje. Niestety ci, którzy udowadniają, iż na “ostro” można też wyciągać z wody nie widzą, że jedynym beneficjentem tej sytuacji są producenci brzytew.

Barbara Konarska

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »
Mission News Theme by Compete Themes.
error: Treści chronione prawem autorskim. Kopiowanie zabronione.