Press "Enter" to skip to content

Katarzyna Paciorkowska: Mam też nieodparte wrażenie, że i w „Koperniku” mieliśmy do czynienia nie z postępem lecz z przyzwoleniem grona pedagogicznego na deprawację młodzieży!

Z dużym zainteresowaniem wysłuchałam niedzielnego kazania ks. Prałata Tadeusza Wilka, które jest dostępne na portalu kolobrzegwiary.pl. Nie będę go streszczać, ale naprawdę polecam wysłuchać!

Nie możemy spać, nie możemy milczeć” – te słowa zmobilizowały mnie, by usiąść przed komputerem i posłuszna zachęcie ks. Tadeusza zacząć pisać. 

Nie sposób jednak na wstępie nie odnieść się do jego kazania i do tego tak obficie przez ks. Prałata zastawionego STOŁU SŁOWA, z którego każdy miał szansę zaczerpnąć nawet całymi garściami! Wśród słuchaczy byli pewnie tacy, którzy tylko lekko posmakowali tego SŁOWA, a może także i ci, którzy mimo apetytu wzgardzili tym, co usłyszeli i… odeszli nadal głodni duchowo! Trudno bowiem niektórym przyjąć, że księża nie mogą milczeć, gdy widzą zło, trudno przyjąć i przejąć się tym, że Kościół ma wręcz moralny obowiązek mówić prawdę o grzechach, ma nas upominać, jasno wskazywać na błędy, przestrzegać przed niebezpieczeństwami, zachęcać do wymagania od siebie, by nie zacierała się w nas granica między dobrem a złem. Kościół, zwłaszcza dzisiaj nie może milczeć, nawet gdyby miał być za to coraz bardziej prześladowany! „Głoś naukę, nastawaj w porę i nie w porę, wykazuj błąd, napominaj…” (2Tm 4,2). Niektórzy próbują zamknąć Kościołowi usta, bo mówi niewygodną prawdę, bo jest zbyt konsekwentny, rygorystyczny i wierny Prawu Bożemu, bo nazywa zło po imieniu, bo wymaga, wychowuje i prowadzi trudną drogą, która w żaden sposób nie pasuje do wizji współczesnego świata i myślenia. Bo po co ta kręta droga pod górę, kiedy są inne – łatwiejsze do wyboru? Każdy kapłan jednak przed Bogiem odpowiada za nasze zbawienie, za nasze nawrócenie! Biada im, gdyby tego nie robili, biada im, gdyby im na nas nie zależało, biada im, gdyby nie chcieli nam pokazywać jak naśladować Chrystusa, i która z dróg prowadzi do nieba! Brak reakcji wobec zła, bierność, milczenie, czy pobłażanie oczywistych grzechów jest przecież akceptacją grzechu! Niestety, dzisiejsze czasy pokazują nam coraz wyraźniej, że świat brnie ślepo dalej i chce wręcz wymusić na człowieku prawo, czy jakąś wręcz modę na czynienie zła. Pod płaszczykiem tak często dzisiaj używanego i lubianego przez niektóre środowiska słowa „tolerancja” próbuje się stworzyć nowy ład, nowe prawa, nowe myślenie, nowoczesnego i postępowego człowieka, dla którego to on sam dla siebie ma stać się bogiem! Świat stanął na głowie! Powszechna afirmacja zła i grzesznego stylu życia powoli wypiera to, co wartościowe, piękne i trwałe, bo przecież o wiele łatwiej jest po prostu zaakceptować zło i przyzwyczaić się do niego niż wymagać czegoś więcej, zarówno od siebie, jak i od innych. Wymaganie od siebie to przecież trud i wysiłek, a nawet potrzeba jakiegoś wyrzeczenia. Po co te męki, po co się starać, skoro świat wokół zachęca, by żyć inaczej, czyli lekko, łatwo, przyjemnie i bez odpowiedzialności. Po prostu „róbta co chceta”!

W niedzielnym kazaniu ks. Tadeusz pytał, gdzie my, jako miasto Kołobrzeg zamierzamy dojść, skoro dyrekcja i grono pedagogiczne jednej ze szkół przyzwoliło młodzieży na zorganizowanie dnia, w którym młodzi ludzie urządzili pochwałę dla „inności” seksualnej. A jak twierdzi sama młodzież, chcieli przez to wyrazić szacunek i akceptację dla ludzi o innej orientacji. Brzmi to z pozoru grzecznie, ładnie i wręcz niewinnie. Czy to jednak nie jedynie piękne opakowanie z wątpliwą jakością w środku? Czy możemy być dumni, że mamy aż tak mądrą, tolerancyjną, wyrozumiałą i wręcz wspaniałą młodzież? Czy powinniśmy milczeć, widząc grono pedagogiczne wraz z dyrektorem szkoły, którzy przyzwalają na akceptację zła, ba – nawet poniekąd promocję dewiacji?

Ale może najpierw sięgnijmy do Konstytucji RP, do art. 32, w którym wyraźnie jest napisane, że każdy obywatel ma prawo do równego traktowania i nikt nie może być dyskryminowany z jakiejkolwiek przyczyny, także z powodu innej orientacji seksualnej. Po co więc bronić jakiś praw dla tej grupy ludzi, skoro te prawa mają i nikt im ich nie zabrał? Cieszą się nimi tak samo, jak każdy inny obywatel. Uważam więc, że problem niby dyskryminacji nie istnieje, jest podkręcany, sztucznie i celowo rozdmuchiwany. Chyba komuś na tym bardzo zależy…

Idźmy dalej.

Każdy człowiek jest akceptowany przez Boga i Kościół, a Prawo Boże nakazuje nam miłować swojego bliźniego (Przykazanie Miłości). Do każdego więc powinniśmy podchodzić i traktować go z należytym szacunkiem i miłością, bez względu na to kim jest, jakie ma poglądy, czy orientację seksualną. Co innego jednak tylko czuć się homoseksualistą lub mieć takie przekonania, a co innego być czynnym homoseksualistą, czyli żyć w ciągłym grzechu. Nie człowiek, ale jego grzech – zły uczynek nie może być zaakceptowany, zarówno przez Kościół, jak i przez należącego do Kościoła katolika, który na poważnie traktuje swoją wiarę. Tolerancja dla ludzi homoseksualnych nie może być równoznaczna z akceptacją zła i grzechu, którego się dopuszczają! Także Katechizm Kościoła Katolickiego wyraźnie mówi, że czyny homoseksualne są naganne i nie do zaakceptowania, natomiast samym osobom należy się szacunek i nasze współczucie (KKK 2357). Przyzwalanie, pomaganie, popieranie, usprawiedliwianie oraz wszelkie przymykanie oczu na grzech jest inaczej grzechem cudzym! Jesteśmy współwinni! Nie możemy być obojętni i przyklasnąć temu, co się stało w kołobrzeskim „Koperniku”. Nie można mówić: mamy wolność, niech robią co chcą, co nas to obchodzi – ponieważ przez to pozwalamy, by zło się niebezpiecznie rozrastało, umacniało i rozprzestrzeniało! Niemoralność zachowań homoseksualnych może szkodzić młodemu pokoleniu i ich właściwemu rozwojowi. To nie jest jakiś tam drobiazg. Wolność ma granice, nie może być nieograniczona! Wolność kończy się tam, gdzie zaczynają się prawa innych! „Jak ludzie wolni postępujcie, nie jak ci, dla których wolność jest usprawiedliwieniem zła” (1P 2,16). Prezydent Warszawy – Rafał Trzaskowski chyba się – delikatnie mówiąc zagalopował w swoich pomysłach i decyzjach… Mam też nieodparte wrażenie, że i w „Koperniku” mieliśmy do czynienia nie z postępem lecz z przyzwoleniem grona pedagogicznego na deprawację młodzieży! Szkoła, która ma za zadanie wychowywać, miała obowiązek rzetelnego i odpowiedzialnego podejścia do tematu, do podjęcia dyskusji z młodymi uczniami, do ewentualnego przekierowania ich – być może nawet dobrych intencji (daj, Panie Boże!) na właściwe tory, a ostatecznie do zakazania tego typu manifestacji! Ta wyjątkowa „wrażliwość” młodych ludzi i wspaniałomyślność nauczycieli i wychowawców może i wręcz powinna nas niepokoić! „Biada temu, który zło nazywa dobrem, a dobro nazywa złem” (Iz, 20). My, dorośli mamy moralny obowiązek wytłumaczyć młodym ludziom, że owszem, każdemu należy się szacunek i prawa (co, jak napisałam wyżej gwarantuje już Konstytucja RP), ale to nie oznacza jeszcze zbyt daleko posuniętej aprobaty dla zła!

Dokąd idziemy? Gdzie prowadzi ta droga? Czy przypadkiem nie do powszechnej degrengolady?

Obrońcy homoseksualizmu (może nawet nieświadomie) oddają przysłowiową „niedźwiedzią przysługę” tym, którzy żyją w grzechu. To coś na wzór popierania i pochwalania alkoholika w jego piciu, który przecież tak naprawdę zatraca się w pijaństwie! „Chorobę się leczy, a nie promuje!” (ks. Tadeusz) Jeśli bowiem będziemy wspierać i akceptować homoseksualizm – zło, grzech , zepsucie i demoralizacja jeszcze bardziej będzie się rozlewać! Czy o to nam chodzi? O tym trzeba z młodzieżą rozmawiać i to im tłumaczyć! Promowanie homoseksualizmu jest zakamuflowanym atakiem na fundamentalne wartości! Niech nie biorą w tym udziału! I nie jest to żadna mowa nienawiści, bo to sam Pan Bóg mówi, jak wielkim grzechem i obrzydliwością jest praktykowanie homoseksualizmu! (Kpł 18,22) Bóg nie jest wcale pobłażliwy, nigdy nie mówi o tolerancji dla grzechu, ale wytyka i piętnuje zło. Nie po to jednak, by człowieka poniżyć, zniszczyć, czy odebrać jakieś prawa, ale po to, by nas uratować, by ocalić, dać szansę na zbawienie, bo Bóg bardzo nas kocha i na każdym z nas Mu zależy! Życie w grzechu nigdy nie da człowiekowi prawdziwego szczęścia i pełni radości!

Aktywny homoseksualizm jest wyrazem rozpusty, swawoli, i perwersji. Czyny te są potępione wiele razy w Piśmie Świętym, jako ohyda i ciężka deprawacja (podaję przykłady ze Starego i Nowego Testamentu: Rdz 19,1-25; Kpł 18,29; Kpł 20,13; 1Kor 6,9-11; Rz 1,21-28; 1Tm 1,8-10)

Ponadto Józef Ratzinger stwierdził, że „homoseksualizm jest moralnym zaburzeniem i sprzeciwia się stwórczej mądrości Boga, (…) homoseksualizm jest dewiacją, a praktykowanie – grzechem”.

Kościół stale naucza i podkreśla, że osoba o innej orientacji seksualnej, tak jak każdy członek Kościoła powinien dążyć do doskonałości chrześcijańskiej, może żyć w przyjaźni z Bogiem i korzystać z sakramentów świętych. Kościół nigdy nikogo nie potępia i nie odrzuca! Osoby dotknięte tą chorobą wzywa jednak do podjęcia walki z samym sobą i do życia w czystości! Zachęca i zaleca, by swoje trudności osobiste złączyć z ofiarą Krzyża Jezusa Chrystusa (KKK 2358, 2359). Jest to trudne, ale nie niemożliwe!

Uważam, że głos ks. Prałata Tadeusza Wilka był bardzo mądry, wyważony i potrzebny! Kościół i kapłani muszą odważnie stawać w obronie wartości ze względu na dobro ogólne, jak i dobro naszej kołobrzeskiej społeczności. W przeciwnym razie, kontynuując sugestię wspomnianego kapłana – Kołobrzeg, tak jak Warszawa – do miast partnerskich dopisze… Sodomę i Gomorę.

Katarzyna Paciorkowska

Inne artykuły GłównaWięcej wpisów »
Mission News Theme by Compete Themes.
error: Treści chronione prawem autorskim. Kopiowanie zabronione.