Press "Enter" to skip to content

Wielki Post:człowiek letni ma „klapki na oczach”

– Dzień dobry, pani Kasiu! Wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Kobiet! A gdzie to się pani dzisiaj bawi? – zaczepił mnie sąsiad w piątek rano.

Bawi? Przecież jest Wielki Post!

– E… co tam Wielki Post! Jakie to ma znaczenie! Życie jest piękne, szkoda tracić czasu!

– Nie! Mam swoje zasady. Wielki Post to Wielki Post, są pewne granice…

– Jakie granice? Granice są po to, by je przekraczać!

Myślę, że prawie każdy z nas mógł kiedyś usłyszeć podobne słowa lub być świadkiem analogicznej sceny. Ta krótka rozmowa z sąsiadem nie dawała mi jednak spokoju. Długo o niej myślałam…

Po kilku godzinach odruchowo sięgnęłam po „Głos Koszaliński”. Moją uwagę przykuł dodatek kołobrzeski do wydania magazynowego, a tak naprawdę tekst na jego pierwszej stronie: „Dzień Kobiet w mieście zapowiada się wyjątkowo atrakcyjny”. Czytam więc dalej: kursy, porady, warsztaty, spotkania, pokazy -wszystko z myślą o paniach w dniu ich święta. Na niedzielę Regionalne Centrum Kultury zaprosiło na widowisko taneczno – muzyczne, byśmy mogli przy muzyce podziwiać popisy, pląsy i umiejętności występujących. W wielu miejscach i na różne sposoby można zauważyć, że restauracje, puby, domy wczasowe i sanatoria prześcigają się wręcz w propozycjach dla swoich klientów, aby tylko umilić czas mieszkańcom, gościom i wypoczywającym. Propozycji jest cała masa, jest w czym wybierać: dancingi, zabawy, dyskoteki, wieczorki taneczne, atrakcyjne imprezy przy suto zastawionym stole, gdzieniegdzie zapowiedź jakiś gratisów i małych prezencików lub lampka wina za darmo. Nasze miasto aż kipi od atrakcji. I słusznie, tak być powinno, nawet wskazane jest byśmy mieli propozycji jak najwięcej, bo czymś przecież trzeba turystów przyciągnąć. Jednak są pewne granice, których nam przekraczać nie wolno…

Tego dnia postanowiłam wejść także na strony internetowe i facebooki kilku kołobrzeskich ośrodków wczasowych i sanatoriów. Tak z czystej ciekawości…:) Wszędzie również masa atrakcji dla wypoczywających i kuracjuszy. Skupiłam się jednak na tym najbardziej chyba rozpoznawalnym , bo w reprezentacyjnym miejscu i w centralnej części pasa nadmorskiego – na Sanatorium Uzdrowiskowym „Bałtyk”. Na fb rzucił mi się w oczy plakat zapraszający na dancing – 8 marca z okazji Dnia Kobiet. Przynętą, zachęcającą do skorzystania z oferty był dopisek, że dla każdej z pań – lampka wina gratis! I jak tu się oprzeć i nie skorzystać! Byłam nadal dociekliwa, więc poszłam dalej. Kiedy się tylko upewniłam, kto jest właścicielem tego ośrodka przyznam, że poczułam się lekko … nieswojo i niekomfortowo. Zarządzająca „Bałtykiem” firma DEKOM należy bowiem do NSZZ „Solidarność”, czyli tego samego Związku Zawodowego, który jeszcze niedawno walczył o wolne niedziele, przygotował projekt ustawy i ostatecznie wywalczył ograniczenie niedzielnego handlu w Polsce. Może ktoś zapyta: a co ma piernik do wiatraka? Jeżeli to zbyt mało – to pójdźmy dalej. Patronem NSZZ „Solidarność” – przypomnę jest bł. ks. Jerzy Popiełuszko, któremu całe życie przyświecały słowa „Zło dobrem zwyciężaj”, i który w obronie najwyższych wartości został zamordowany. To wyjątkowy i święty kapłan! Myślę, że taki Patron do czegoś zobowiązuje i mobilizuje de facto do dawania innym dobrego przykładu. Tymczasem kawiarnia Cafe Bałtyk reklamuje się w następujący sposób: „Wieczorami, nasza spokojna kawiarnia zamienia się w miejsce tętniące muzyką, w którym kuracjusze bawią się i tańczą przy muzyce na żywo!”

Czyli, jak dobrze rozumiem – w Wielkim Poście również?

Moje pytanie raczej nie pozostawia złudzeń.

W tym miejscu mogłabym właściwie zakończyć i pozostawić temat bez komentarza, bo wnioski każdy może już sam wyciągnąć. Ja jednak pokuszę się o małą refleksję…

To prawda, wszędzie jest podobnie i wszyscy – nie tylko w Sanatorium „Bałtyk” robią dokładnie tak samo. Nic przecież dziwnego, że dyskoteki, wieczorki taneczne czy dancingi są w ofercie każdego hotelu, restauracji, ośrodka wypoczynkowego czy sanatorium, zarówno w Kołobrzegu jak i w innych miastach. Wszak to nic złego! Musi być jakaś atrakcyjna oferta – to przecież biznes, który toczy się przez cały okrągły rok. Propozycja zabawy jako spędzenie wieczornego czasu bardzo dobrze się sprawdza i jest wciąż niezmienna, więc pozostaje zawsze jedną z milszych propozycji.

Jednak z takiego rozumowania cieszy się najbardziej diabeł – ojciec kłamstwa, który prezentuje nam wszystko jako atrybut wolności i coś subiektywnie dobrego! Jemu tylko o to chodzi i aż zaciera ręce z uciechy, że dajemy mu się tak łatwo zawinąć wokół palca!

Bądźcie trzeźwi! Czuwajcie! Przeciwnik wasz, diabeł, jak lew ryczący krąży szukając kogo pożreć. Mocni w wierze przeciwstawiajcie się jemu!” (1P 5 8-9)

Nasze społeczeństwo w większości jest katolickie (91,9%), ale sami wiemy, że tych najbardziej wiernych i praktykujących katolików jest zdecydowanie mniej. Regularnie bowiem chodzących do kościoła i korzystających z sakramentów jest zaledwie 20 – 25% (zależy od regionu). Gdzie jest więc pozostałe ok. 70%? Co się z nimi dzieje? Dlaczego odeszli od Kościoła? Dlaczego są obojętni, a może nawet niechętni?

Obyś był zimny albo gorący! A tak, skoro jesteś letni i ani gorący, ani zimny, chcę cię wyrzucić z mych ust” (Ap, 3 15-16)

Można powiedzieć, że jest to hiperbola, przesada, przejaskrawienie. Bóg przecież nie chce aż takiego karania grzeszników. Ale tu chodzi o coś znacznie więcej – o radykalizm ewangeliczny! Trudna jest ta mowa? Trudna, bo Słowo Boże zawsze ma moc! Trzeba się tylko w niego wsłuchać i na nie otworzyć, a wtedy zniknie lęk, wszystko stanie się jasne i proste do zrozumienia! Inne religie i wyznania są bardzo wymagające i konkretne. Wszelkie nieprzestrzeganie nakazów religijnych i przepisów prawa wiąże się z naprawdę poważnymi konsekwencjami. A my zachowujemy się i żyjemy tak, jakbyśmy przestali się bać samego Pana Boga! Lekceważymy Jego istnienie!

U NAS LETNIOŚĆ JEST NORMĄ!!

Zastanówmy się najpierw, co to jest letniość?

Człowiek letni to ten, który często deklaruje się za osobę wierzącą, ale niestety mało lub w ogóle niepraktykującą. Przychodzi do kościoła najczęściej tylko wtedy, gdy jak sam mówi – czuje taką potrzebę. Kościół nie jest im – tak na stałe potrzebny, najwyżej sporadycznie, od czasu do czasu. Nie widzą większego sensu w regularnym korzystaniu z sakramentów i cotygodniowej Mszy św. To człowiek wygodny duchowo, dostosowujący nie siebie do Boga ale Boga do siebie. Tacy ludzie mają chłodne serca, korzystają z Dekalogu tylko wybiórczo, według własnego uznania. Brakuje im prawdziwego zaangażowania i zrozumienia Kościoła. Często zło widzą jako pozorne i logiczne dobro, prawdę lub szczęście, a dobro jako zagrożenie ich woli i wolności. Letni człowiek ma mocno uśpioną czujność, nie interesuje się swoim życiem duchowym, jego rozwojem i uporządkowaniem sumienia. Wiąże się to także ze stałą zgodą na świadome grzechy. Człowiek letni ma niejako „klapki na oczach”, przestaje widzieć swoje braki oraz błędy i przyzwyczaja się do łatwego i przyjemnego życia. Przestaje od siebie wymagać i lekceważy potrzebę nawrócenia i odwrócenia się od złej drogi. Konsekwencją letniości jest niestety odrzucenie! Bóg chce takich ludzi wyrzucić ze swoich ust! Wciąż jednak daje im szansę, by mogli się opamiętać i naprawić swoje relacje z Nim.

Wróćmy jednak do pierwszego, zasadniczego tematu.

Przykazanie Kościelne, pkt 4 mówi: „Zachowywać nakazane posty i wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych, a w okresach pokuty powstrzymać się od udziału w zabawach”

Przykazanie to jest proste i klarowne, nie pozostawia złudzeń! Każdy człowiek jest w stanie pojąć jego treść. Pokutnym czasem w Kościele są poszczególne piątki całego roku oraz czas Wielkiego Postu. To wtedy należy powstrzymać się od wszelkich zabaw! Oznacza to, że katolik nie może wówczas chodzić na dyskoteki, czy dancingi, a także pod żadnym pozorem i pretekstem je urządzać. Grzechem i nieposłuszeństwem wobec Boga i Kościoła jest odrzucenie tych nakazów! (tylko w wyjątkowych i uzasadnionych przypadkach możemy poprosić proboszcza miejsca o udzielenie jednorazowej dyspensy)

A co my robimy lub czego jesteśmy świadkami?

Od Środy Popielcowej mamy Wielki Post – czas pokuty, wyciszenia, nawrócenia oraz godnego przygotowania się do przeżycia tajemnicy Męki, Śmierci i Zmartwychwstania Pańskiego. Na 365 dni w roku mamy 40 takich dni wyjątkowych i szczególnych (także wszystkie piątki)! Dni, w których zdecydowanie powinniśmy się zatrzymać, zwrócić uwagę na sprawy duchowe i nauczyć się wewnętrznej samodyscypliny. Niestety, w wielu miejscach, ośrodkach, sanatoriach, restauracjach życie się w ogóle nie zmieniło, dancingi i inne formy zabawy przy głośnej muzyce są prawie codziennie! W większości jesteśmy katolikami, ale nikt nic nie zmienia w tym czasie, nikt nie rezygnuje z organizowania zabaw, a także z podsuwania innym różnego rodzaju atrakcyjnej przynęty …

Niepodobna, żeby nie przyszły zgorszenia, lecz biada temu, przez którego przychodzą. Byłoby lepiej dla niego, gdyby kamień młyński zawieszono mu u szyi i wrzucono w morze, niż żeby miał być powodem grzechu…” (Łk 17 1-6)

Dawanie zgorszenia dyskwalifikuje chrześcijan, a stwarzanie pretekstu i okazji dla innych do popełnienia grzechu również jest grzechem! Pamiętajmy o tym! Faktem jest, że gdyby ludzie, posiadając moralny kręgosłup, kierujący się Dekalogiem i chrześcijańskimi normami nie przychodziliby na zabawy – nie byłyby one organizowane, bo sale byłyby puste. Skoro jest inaczej – wyraźnie wskazuje to na naszą LETNIOŚĆ! Czy jednak – zamiast zabawy nie można by było w czasie Wielkiego Postu zaproponować inną formę spędzenia wieczoru, by było także miło i przyjemnie? Wachlarz propozycji mógłby być bardzo bogaty! Przecież można tylko posiedzieć i posłuchać wyciszonej muzyki lub zorganizować mały koncert muzyki kameralnej, zaprosić na dobry film lub spotkanie z ciekawym człowiekiem albo zorganizować jakieś interesujące panele dyskusyjne, pokazy, czy porady dla gości. Pomysłów może być naprawdę wiele. Czy muszą być tańce?

W Wielkim Poście wszyscy jesteśmy wezwani do dania z siebie czegoś więcej! Nie jesteśmy przecież zaprogramowani, jesteśmy istotami myślącymi! Zachowujmy zdrowy rozsądek! Rozróżniajmy co jest dobre a co złe i nie połykajmy przynęty pozornego dobra! Czasem słyszy się pokrętne tłumaczenie: byłam na tańcach, bo lekarz zalecił mi ruch… Nie dorabiajmy sobie ideologii, że to dla zdrowia, bo ta argumentacja jest bardzo prymitywna! To jest czyste kombinatorstwo, szukanie dróg awaryjnych, iście diabelskie tłumaczenie i stąpanie po kruchym lodzie, rozumowanie na przedszkolnym poziomie, byleby tylko czymś zagłuszyć, zmylić lub uspokoić sumienie! Wybieramy zło, bo jest to po prostu sprawa naszego chcenia! A to jest już cecha ludzi LETNICH w wierze!

Przykazania Boże i kościelne naprawdę są dla naszego dobra! Tak jak znaki drogowe pomagają i ułatwiają podróż kierowcom, tak Prawo Boże pomaga wszystkim, bez wyjątku – dobrze żyć! Wielki Post to czas wielu postanowień i umartwień. Czy jednak wszyscy podjęliśmy jakieś zadania, postawiliśmy sobie poprzeczkę wymagań choćby odrobinę wyżej?

A może jedynym moim postanowieniem jest to, że nic sobie nie postanawiam?

Katarzyna Paciorkowska

fot. zdjęcie ilustracyjne

Inne artykuły GłównaWięcej wpisów »
Mission News Theme by Compete Themes.
error: Treści chronione prawem autorskim. Kopiowanie zabronione.