Press "Enter" to skip to content

„Prałatowe kamienie” – kołobrzeżanie godnie uczcili I rocznicę śmierci ks. Józefa Słomskiego

Wspominając wszystko, co dane mi było przeżyć w tej wspólnocie parafialnej, w pokorze uwielbiam Pana Boga, bo jest tak dobry, mądry i potężny, iż przez takie słabe narzędzia ludzkie w kapłaństwie dokonuje wielkich dzieł. Dlatego muszę głośno zawołać:” Non nobis, Domine, non nobis sed Nomini Tuo da gloriam.” – „Nie nam, Panie, nie nam, lecz Imieniu Twojemu daj chwałę.” Gdyż sami „Sługami nieużytecznymi jesteśmy”.

Odbudowując ten Boży Dom zawsze miałem świadomość, że nie kamienie, lecz wierni są najważniejszą cząstką Kościoła i przestrzeń sakralna, choć bardzo istotna, musi służyć wspólnocie w drodze do Domu Ojca. Dlatego, jeśli udało mi się rozbudzić w wiernych nie tylko troskę o świątynię, ale też a raczej przede wszystkim, żywą wiarę, składam wielkie dzięki Najwyższemu, powtarzając życiowe motto św. Franciszka Ksawerego:”Da mihi, Domine, animas – cetera tolle!” – „Daj mi Panie, duszę, a resztę zabierz!”

Przeczytanym fragmentem z książki ks. prałata Józefa Słomskiego pt.”Z Podgórza nad Bałtyk” powitała Katarzyna Pechman widzów, którzy tłumnie wypełnili salę Regionalnego Centrum Kultury im. Z. Herberta, rozpoczynając, przygotowany przez stowarzyszenie Katolicka Inicjatywa Kulturalna specjalny wieczór wspomnień o kapłanie, który na trwałe pozostawił ślad w naszym osobistym, miejskim a przede wszystkim duchowym życiu. Posługa w Kołobrzegu księdza prałata Józefa Słomskiego rozpoczęła się w roku 1972, a naznaczył ją trud podnoszenia z ruin konkatedry, a potem dbałość o jej upiększanie. 

– Nasze wspominanie nazwaliśmy „Prałatowe kamienie”. Może się wydawać, że chcieliśmy podkreślić ten budowniczy aspekt z życia Księdza Prałata, ale tak nie jest. On przede wszystkim kładł fundamenty wiary, a te który już były – starał się umacniać. Najlepiej streszcza się to w prostych słowach pieśni, którą już rzadko się śpiewa: „Kościół to nie tylko dom z kamieni i złota, Kościół żywy i prawdziwy to jest serc wspólnota”. I tym kierował się Nasz Prałat.- przyznała Katarzyna Pechman.

Na ten szczególny wieczór złożyły się piosenki w wykonaniu „Kołobrzeskich Nutek” pod opieką s. Zacharii (pomocą służyli także Małgorzata Labuhn i Adam “Herbata” Herbowski), reprezentantek zespołu „Tirlitonki” pod opieką Marii Dudek (solistki: Fatima Aldalati, Nikola Małyszewicz i Patrycja Ważny) oraz grupy przyjaciół w składzie: Aneta Gajkowska, Weronika Gajkowska, Agnieszka Bieniak, Agnieszka Sokolnicka i Krzysztof Sokolnicki.

Podczas wieczoru widzowie mogli posłuchać również dyskusji panelowych z udziałem duchowieństwa i osób świeckich. Gośćmi Beaty Barthy i Wojciecha Czaplewskiego, prowadzących te panele o ks. prałacie Józefie Słomskim byli: ks. Józef Potyrała; ks. Andrzej Choroba; ks. Marian Subocz, ks. Mariusz Ambroziewicz, s. Kazimiera ze Zgromadzenia Sióstr Felicjanek oraz Marian Jagiełka, Teresa Jóźwik, Jan Ambroziewicz, Jan Heba, Wojciech Podborączyński i Robert Dziemba.

Katarzyna Matelek z „Gościa Niedzielnego” tak napisała o dyskusjach panelowych:

Ks. Subocz, pierwszy wikary ks. Słomskiego, wspomina go jako człowieka konkretnego. – Był dobrym ojcem, zawsze wszystko tłumaczył. I był bardzo konsekwentny, żądał od nas tego, co wiedział, że w parafii jest niezbędne – powiedział.

Podobne zdanie o twardym charakterze prałata ma jego wychowanek ks. Mariusz Ambroziewicz. – Trzeba było go poznać, żeby poczuć jego wartość – stwierdził. Przejawem tego była np. miłość do dzieci i to odwzajemniona. – To był jego klucz do tego, żeby wymagać: najpierw muszą cię polubić. Dziś sam powtarzam te metody w pracy z młodzieżą.

– On był człowiekiem, który potrafił wiele nauczyć. Bardzo to sobie ceniłem – powiedział ks. Andrzej Choroba za chwilę racząc słuchaczy anegdotą, jak to w chwilach zdenerwowania prałata wikariusze salwowali się… “ucieczką” do konfesjonałów.

S. Kazimiera podkreśliła posłuszeństwo prałata wobec zwierzchników. – Wiem, że nieraz stawał wobec trudnych wymagań swoich przełożonych, ale zawsze przyjmował to w duchu wiary – wspomina felicjanka. – Jego umiłowanie hierarchii Kościoła jest wielkim świadectwem, szczególnie w czasach, gdy tak często krytykujemy każdą władzę, także tę w Kościele, w klasztorze – stwierdziła.

Teresę Jóźwik, katechetkę, prałat nie tylko inspirował do podejmowania kolejnych dzieł apostolskich, ale i uczył – umiłowania liturgii oraz perfekcyjnego wypełniania zadań. – Ale przede wszystkim był otwarty na ludzi, chodziło się do niego z każdą sprawą. My na niego też się otwieraliśmy – powiedziała. Jednym z dowodów tego wzajemnego otwarcia były wspólnie spędzone chwile, święta, oraz wzajemna troska o siebie w czasie choroby. – Kiedy ciężko zachorowałam, ksiądz był u mnie w szpitalu. Także my do końca byliśmy z księdzem. Poznaliśmy jego rodzinę, mamy kontakt z nimi. Cieszymy się, że poznaliśmy takiego kapłana. Wierzę, czuję, że on tam, u góry, w domu Ojca, wyprasza nam wiele łask.”

A tak skomentowała dyskusje Katarzyna Paciorkowska, prezes parafialnego oddziału Akcji Katolickiej przy parafii konkatedralnej:

– Goście dzielili się swoimi osobistymi refleksjami, opowiadali o ks. prałacie, o rozmowach i zdarzeniach z nim związanych. Była to doskonała okazja, by porozmawiać i powspominać pierwszego księdza proboszcza (dla wielu z nas – dziekana) , o jego pracy i duszpasterstwie, o jego zamiłowaniach i wrażliwości na piękno, o wielu talentach jakie posiadał, a także o charakterystycznych dla niego zdolnościach organizacyjnych. Oba panele były bardzo ciekawe, a rozmowa pozwoliła widzom i słuchaczom na wyjątkową podróż wstecz, do całkiem przecież niedawnej historii. Wszyscy zaproszeni do niej goście ciepło wspominali zmarłego ks. proboszcza. W wielu wypowiedziach pojawiało się stwierdzenie, że był człowiekiem twardym, konkretnym, wymagającym od innych, ale także i od samego siebie, człowiekiem, dla którego nie było rzeczy niemożliwych. Choć był z natury cholerykiem, niekiedy porywczym i bezpośrednim – umiał być także pokorny i powiedzieć słowo “przepraszam”. Często widywany w bazylice, w ostatniej ławce z różańcem w ręku albo w swoim konfesjonale, z brewiarzem. Był bardzo obowiązkowy, zorganizowany, lubił mieć wszystko dopięte na przysłowiowy “ostatni guzik”. Podkreślone zostało, że bardzo kochał Kościół i był posłuszny przełożonym. Wszystko omadlał. W szczególny sposób umiłował dzieci, dla których zawsze miał czas, z którymi często żartował albo się przekomarzał. Wielu rozmówców z uśmiechem wspominało “lane poniedziałki”… Niektóre wątki rozmowy były niezwykle interesujące, a nawet wręcz zabawne. Wiele z nich na pewno mogłoby mieć jeszcze ciąg dalszy, gdyby tylko czasu było trochę więcej albo wskazówki zegara nieco zwolniły. 

Kulminacją wieczoru wspomnieniowego był pokaz filmu dokumentalnego o księdzu Józefie Słomskim pt.”Nie jestem godzien”. Pomysłodawcą i producentem filmu jest Jacek Pechman, autorem scenariusza i reżyserem – Robert Dziemba, realizacja i montaż – Zbigniew Lesiak a głosu użyczył Wojtek Czaplewski. Widzowie mogli zobaczyć w tym filmie unikalne wypowiedzi księdza prałata, które były nagrywane przez Jacka Pechmana miesiąc przed śmiercią księdza Józefa.

Organizatorzy nie zapomnieli o jubilacie – ks. prałacie Józefie Potyrale, który tego dnia obchodził swoje 88 urodziny. Były życzenia, kwiaty i oczywiście wyśpiewane życzenia.

Widzowie mogli również zapoznać się z listami jakie napłynęły do organizatorów wieczoru. Przytaczamy je w całości.

LIST I OD RODZINY

Szanowni Państwo!

14 marca 2019 r mija rok od śmierci naszego Wujka śp. ks. Prałata Józefa Słomskiego, wieloletniego proboszcza kołobrzeskiej bazyliki.

Cieszymy się , że pamięć o Nim wciąż trwa wśród mieszkańców Kołobrzegu. My również z sentymentem wracamy do chwil , które przeżyliśmy z Wujkiem w ostatnich dniach Jego życia.

Bardzo cenimy sobie odwiedziny wielu osób znajomych i przyjaciół Wujka w Żurowej.

Z całego serca dziękujemy za zaproszenie na uroczysty Wieczór Wspomnień zorganizowany w I rocznicę śmierci śp. ks. Prałata Józefa Słomskiego.Niestety z przyczyn losowych nie możemy w tym spotkaniu uczestniczyć. Będą to szczególne chwile zarówno dla mieszkańców Kołobrzegu, kapłanów, parafian jak i dla nas.

Zapewniamy, że myślami jesteśmy razem z Wami.

Jeszcze raz serdeczni dziękujemy.

Wdzięczna Bratanica Teresa z mężem

LIST II OD S.M. AURELII KAZARYN – siostry felicjanki

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Pozdrawiam serdecznie wszystkich, którzy dziś jesteście z wdzięczności do ks prałata zebrani, by podtrzymywać pamięć i wyrazić wdzięczność za ks. Józefa Słomskiego – mojego , naszego proboszcza.

Mam na imię Alina Kazaryn jestem od ponad 25 lat siostrą zakonną w Zgromadzeniu Sióstr Felicjanek. Moje imię zakonne S .M Aurelia. Obecnie mieszkam i apostołuję w Szczecinie. Bardzo chciałam móc być osobiście ,ale nie było to możliwe.

Urodziłam się i wychowałam w Kołobrzegu przy parafii katedralnej, później bazylice mniejszej i zawsze był ks. proboszcz . Mam w pamięci bardzo wiele wspomnień. Kilka z nich niech dziś ujrzy światło dzienne.

Kiedy chodziłam z rodzicami i młodszą siostrą Magdą do kościoła jako mała dziewczynka pamiętam jak ksiądz Józef zbierając na tacę zawsze coś szeptał do mamy lub taty, zastanawiałam się co On im mówi … do dziś nie wiem, ale to mi mówiło później wiele, że ksiądz znał swoich parafian i czasem jak trochę broiłyśmy, (to znaczy ja nie ,byłam zawsze ta grzeczniejsza tak przynajmniej długo o sobie myślałam) to ksiądz proboszcz mówił:” bo powiem rodzicom” i wiedziałam że może to zrobić bo znał moich rodziców .

I stało się w grudniu… było to 23 grudnia ( mogłam mieć 7 może 8 lat ) zadzwonił ksiądz Józef do domu i chodziło o mnie, tyle podsłuchałam i byłam bardzo ciekawa. Wiadomość była przednia: otóż podczas Pasterki o 24:00 miałam nieść figurę Dzieciątka do żłóbka, miałam być ubrana w długą sukienkę, czułam się taka wyróżniona – tak dokładnie to pamiętam.

Śpiewałam w scholi, zresztą miłość do śpiewu to chyba ma każda kołobrzeżanka .Pamiętam jak z Małgorzatą Dąbrowską dziś to siostra Tobiasza, również felicjanka, byłyśmy w domu u księdza proboszcza i jakież było moje zdziwienie, kiedy ksiądz grał na organkach i uczył nas śpiewać drugim głosem: Radośnie Panu hymn śpiewajmy alleluja.

Nauczył nas i był zadowolony, zresztą my też, w tej dziedzinie był rozwojowy i mobilizował do pięknego śpiewania, ale za często nas nie chwalił. Kiedyś zauważył, że coś na scholi przed mszą młodzieżową nie możemy się dogadać i nie mogłyśmy się ustawić, podszedł, zrobił to jeden jedyny raz, nigdy późnej już tego nie zrobił, wyłączył nam mikrofony i kazał usiąść do ławek mówiąc, że nie ma co robić nic na siłę i odstawić chałturę .

I może ostanie wspomnienie, kiedy już byłam w klasztorze i przyjechałam z okazji 40 rocznicy pobytu sióstr Felicjanek w Kołobrzegu i miałam śpiewać psalm. Poszłam na chór do pana organisty i wyśpiewuję, nagle przychodzi ksiądz proboszcz, witam się z nim, duma mnie prawie rozpiera, a ksiądz mówi nagle do mnie: nie wymyślaj kochana żadnych melodii, tu się śpiewa tradycyjne, tak by wszyscy śpiewali, a takie to sobie możesz śpiewać w Warszawie – nawet jak teraz to piszę to uśmiecham się szeroko, bo to było takie „słomskie”.

Mam również w pamięci jak klęczy o 18:30 w ostatniej ławce po lewej stronie, gdzie też był jego konfesjonał i modli się na brewiarzu, na różańcu .Tak, mój ksiądz proboszcz był wierny codziennej modlitwie, to budowało.

Kiedy przyjeżdżałam na urlop zawsze zapraszał, rozmawiał poważnie, odpowiedzialnie żartował i powtarzał, że jest dumny z powołań, które wyszły z Kołobrzegu .

Dziękuję i dołączam się sercem i pamięcią do wszystkich dobrych wspomnień i słów dziś wypowiadanych . Nie umiem się tylko tak osobiście pogodzić z tym ,że księdza prałata Słomskiego nie udało się zatrzymać w Kołobrzegu, by tu na miejscu móc uczcić jego ciało złożone…w moim i jego ukochanym mieście, bo Kołobrzeg przecież był mu bardzo, bardzo bliski. Dla wieczności i dla księdza Proboszcza to już nie jest najważniejsze. Dołączam się do modlitwy w rocznicę śmierci ks Prałata Józefa Słomskiego.

Pozdrawiam wszystkich Państwa, pozdrawiam też księdza Andrzeja Chorobę – byłam nastolatką, kiedy ksiądz Andrzej był gorliwym wikarym w naszej parafii i prawą ręką księdza Proboszcza.

LIST III OD S.M. ŁUKASZY RAJKOWSKIEJ

Był to człowiek o bardzo dobrym sercu, zawsze umiał być otwarty do ludzi, miał bardzo dużo w sobie poczucia humoru, nigdy nie przestawał żartować. Pamiętam kiedy był śmingus dyngus to zakrystia wtedy pływała, chociaż mi się to nie podobało, ale i tak było wesoło i zrobił po swojemu. Wciąż było go widać wszędzie, gdy budowała się plebania zawsze był przy robotnikach umiał doradzić, pożartować, pośmiać się. Nie zawsze się dogadywaliśmy, próbował postawić na swoim i to było jego ostatnie słowo, miał takie powiedzenie ,,Przestań nie pyskuj” chociaż z tego każdy próbował obrócić to w żart. Myślę, że był to mój piękny czas 13 letniej pracy w Bazylice, gdzie dużo uczyłam się od ks. prałata ,kiedy ubierałam kwiaty, czy pracowałam w zakrystii zawsze widziałam ks. prałata modlącego się w kościele odmawiającego brewiarz czy modlącego się na różańcu. Bardzo kochał dzieci, nigdy nie przeszedł obojętnie zawsze zaczepił, porozmawiał, jeszcze raz mogę powiedzieć: Był to Kapłan o wielkim i dobrym sercu. I nie mogę uwierzyć, że go już tu nie ma wśród nas. Ale wierzę, że spogląda na nas z góry i czuwa nad całością. 

LIST IV OD S.M. JANY JAKUBIEC – felicjanki

Moje wspomnienia śp. Prałata Józefa związane są z moim życiem w porafii katedralnej: najpierw, kiedy uczęszczałam na scholę młodzieżową pod koniec szkoły podstawowej i przez całą szkołę średnią, następnie, kiedy zjawiałam się na scholi od czasu do czasu podczas studiów, oraz kiedy sama zaczęłam opiekować scholą młodzieżową. Są to różne wspomnienia: i te, kiedy widzę ks. Prałata zadowolonego, z uśmiechem na twarzy, gdy dobrze wypadł nam śpiew, ale i zdenerwowanego, gdy dobór repertuaru nie był po myśli ks. Józefa. Był cholerykiem i to powodowało iskrzenia. Jednak to, co było dla mnie bardzo widoczne to troska o katedrę jako budynek, ale i o wspólnotę parafialną, o to, co zewnętrzne, ale i wewnętrzne. Widać było porządek, ład, dbałość o to, co najważniejsze. Księża w konfesjonałach jeszcze przed rozpoczęciem Eucharystii – to taki znak rozpoznawczy i śpiew przed rozpoczęciem Mszy Św., by wszyscy mogli się zaangażować, niezależnie od możliwości wokalnych. To naprawdę dużo dawało i to było słychać. Można też było zobaczyć ks. Prałata modlącego się w katedrze i to budowało. Jeszcze w szkole średniej w lany poniedziałek mogłam się spodziewać, że w zakrystii zostaniemy jako scholanki popryskane prałatowymi perfumami – oczywiście nasz pisk był słyszalny w całym kościele. To taki swoisty rytuał. To napewno był gospodarz, który dbał o swoją “zagrodę”.

Po raz ostatni miałam kontakt z ks. Józefem w nowicjacie, kiedy w lipcu 2017 roku zadzwoniłam z zaproszeniem na swoje pierwsze śluby. Chwilę porozmawialiśmy. Ks. Prałat był gotowy przyjechać, pod warunkiem, że bedzie się lepiej czuł. Niestety, nie zobaczyliśmy się na tej uroczystości.

Kiedy dowiedziałam się o śmierci ks. Józefa po ludzku się wzruszyłam i zaczęłam płakać. Miałam takie wrażenie, jakby wraz z Nim odeszła część mnie, mojej przeszłości, która jest czasem, do którego chętnie powracam, bo to naprawdę był piękny czas głębszego wejścia we wspólnotę Kościoła, a co za tym idzie doświadczenia wspólnoty osób, które idą w tym samym kierunku.

Wieczór wspomnień o śp. ks. Józefie Słomskim trwał ponad trzy godziny, ale był to naprawdę piękny czas, który chyba nikomu się nie dłużył, i chyba był to bardzo dobry początek do kolejnych, podobnych spotkań.

Wszystkim utrwalił się w pamięci obraz pierwszego proboszcza kołobrzeskiej bazyliki, który budował świątynię nie tylko z cegieł, ale także stworzył Wspólnotę z ludzi, i położył fundamenty pod świątynię wiary w sercach swoich parafian.

fot. Jerzy Błażyński

Inne artykuły GłównaWięcej wpisów »
Mission News Theme by Compete Themes.
error: Treści chronione prawem autorskim. Kopiowanie zabronione.