Press "Enter" to skip to content

Leon Knabit

Leon Knabit OSB: Jest takie przysłowie Chińczyków – odległych przecież od nas kulturowo – dla nas zrozumiałe i warte zastanowienia: „Karmić człowieka nie kochając go, to traktować go jak bydło”.

Bardzo ważne, kiedy patrzymy na zło, jakiekolwiek by się nie działo, i sięgniemy do tego, skąd ono się bierze, to widzimy, że wszelkie zło jest brakiem miłości. Zło indywidualne, osobiste, w rodzinach. Dalej społeczne, państwowe, w skali globalnej – brak miłości.

Narody nie kochają się po prostu. Ameryka tak bardzo pragnie, aby miłość była jej przewodnikiem. Wielcy Amerykanie aż do ostatnich czasów mówili o swojej ojczyźnie: kraj miłujący wolność, miłujący pokój, niosący wolność innym narodom.

Rozmaicie z tym bywało, ale założenie było dobre. Naród polski, Polacy walczący „za naszą wolność i waszą”, walczący o wolność i niepodległość Ameryki i gdziekolwiek się tylko dało. Miłość jest pierwsza. Jeśli brakuje miłości – to nie wychodzi już wszystko.

Papież Jan Paweł II mówił, że jego pielgrzymki do naszego kraju miały zawsze taką przestrzeń, natchnienie Maryjne, bo on wiele mówił o Jej miłości. Wciąż wyprowadzał z tego dalsze wnioski: praktyczne, moralne, patriotyczne, ale Jezusa i Jego miłość stawiał na pierwszym miejscu. Sięgał do Ewangelii o Jezusie.

O Jezusie, który Piotra postawił na czele Kościoła. Piotr zaparł się raz, drugi i trzeci (por. J 13, 36–38 i J 18, 17–27; Mk 14, 26–31 i Mk 14,66–72). Ale kiedy już po Zmartwychwstaniu Jezus przeprowadził – jeśli można powiedzieć, ten egzamin na najlepszego Pasterza – to zadał trzy niemal jednobrzmiące pytania: „Piotrze kochasz mnie bardziej? Miłujesz mnie bardziej niźli ci?” (por. J 21,15nn). Piotr pamiętając, że się zaparł, nie śmiał wtedy powiedzieć wprost, że miłuje. Był zaniepokojony takim egzaminem potrójnym. Pomyślał: „Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina. Panie, Ty wiesz”. Zasmucił się. Całe jego zło stanęło przed oczyma. Tak jak my, kiedy na początku Mszy Świętej uznajemy nasze winy. Stajemy ze skruchą wielką, prosimy Matkę Najświętszą o wstawiennictwo.

Piotr odpowiedział: Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię miłuję (J 21,17).
„Paś owce moje, paś baranki moje” (por. J 21,15–17).

To dla nas doskonała modlitwa:

Jezu, wydaje mi się, że Cię kocham, i dlatego tu jestem. Gdybym Cię nie kochał, to by mnie nie było na rekolekcjach. Ale Ty wiesz, jaki jestem.

Tego, jacy jesteśmy, nikt nie wie, sam proboszcz nie wie, ja nie wiem. Często tak naprawdę nie znamy sąsiadów, rodziny, nawet o sobie samym do końca wszystkiego nie wiemy – sam jeden Jezus wiedział, co było w człowieku.

Ty wiesz.

Jezus odpowiada: „Dobrze, to paś owce moje”.

Proszę popatrzeć, jaka zależność: jeśli kochasz – to paś, jak najbardziej. A jeśli nie kochasz, to nie masz co tu robić.

Jest takie przysłowie Chińczyków – odległych przecież od nas kulturowo – dla nas zrozumiałe i warte zastanowienia: „Karmić człowieka nie kochając go, to traktować go jak bydło”.

We wszystkich krajach, we wszystkich urzędach, we wszystkich wspólnotach, jeśli ludziom zapewnia się nawet niezgorsze, a czasem gorsze, niewystarczające utrzymanie, ochłapy się rzuca, to znaczy, że nie kocha się społeczeństwa. Nie kocha się wspólnoty, nie kocha się szkoły, nie kocha się rodziny, nie kocha się firmy, nie kocha się państwa, czy tych wszystkich poza mną, traktuje jak bydło, tylko żeby mnie było dobrze, a reszta, co mnie to obchodzi. Mam władzę a dam tylko tyle, żeby zależni ode mnie przeżyli, żeby byli użyteczni, żeby dla mnie pracowali.

Zupełnie inaczej wszystko wygląda, kiedy patrzymy na naszych zwierzchników państwowych, na rozmaite ministerstwa, samorządy, i gdzieniegdzie czuje się rzeczywiście, że przełożony, burmistrz, dyrektor, kierownik – traktuje teren mu przydzielony i zadania, jakie mu dają, jak swoje własne, a ludzi jak swoją rodzinę. Natomiast jeśli jest oschły, urzędowy, ważny, a dopuszcza się korupcji, wywołuje afery – to niestety jest to zaangażowanie tylko dla siebie.

Jak miałem zostać proboszczem w Tyńcu i pisałem o tym do założyciela odnowionego Tyńca – Belga o. Karola van Oosta, to odpisał mi: „Bądź dla nich, dla ludzi bardzo dobry, kochaj ich”.

Proszę popatrzeć na Jana Pawła II, który był chyba jedynym politykiem, który nie miał żadnego interesu osobistego. Jakby miał interes osobisty, to by nie dopuścił do tego, że kiedy już chorował tak, że nie mógł mówić, nie mógł się ruszać, ślinił się itd., to nie powiedział wtedy: „Stracę markę swoją. Jestem aktorem, który już się zużył, aktorem, który się wypalił”. On do końca wykonywał swoją służbę publiczną. Jak Jezus: do końca ich umiłował (J 13,1), kiedy wisiał na krzyżu, „nie było w nim krasy, ani piękności” (por. Iz 53,2 według Biblii w tłum. ks. J. Wujka), Robak a nie człowiek, pośmiewisko ludzkie, wzgarda pospólstwa (Ps 22,7, tłum. ks. J. Wujka).

Znakiem miłości stał się krzyż, jak w pieśni wielkopostnej:
W krzyżu cierpienie, w krzyżu zbawienie, W krzyżu miłości nauka.

Tysiące młodzieży modliły się na Placu św. Piotra, towarzysząc papieżowi leżącemu, schorowanemu, który nie mógł już mówić, który był jak na krzyżu na tym swoim łóżku. Papież wyszeptał (zapisano to): „Szukałem was, a teraz wy przyszliście do mnie”. Przyszli do tego, który kochał. Gdziekolwiek stawał, na jakiejkolwiek ziemi: amerykańskiej, kubańskiej, polskiej, greckiej, ukraińskiej, skandynawskiej, kiedy mówił: „Kocham was”, to się wiedziało, że to jest absolutnie szczere. Dlatego szły za nim rzesze a on kierował wszystkich do Jezusa, z którego czerpał tę miłość.

***

Fragment z książki Aż po krańce ziemi. Rekolekcje wielkopostne. O autorze: Leon Knabit OSB – ur. 26 grudnia 1929 roku w Bielsku Podlaskim, benedyktyn, w latach 2001-2002 przeor opactwa w Tyńcu, publicysta i autor książek. Jego blog został nagrodzony statuetką Blog Roku 2011 w kategorii „Profesjonalne”. W 2009 r. został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »
Mission News Theme by Compete Themes.
error: Treści chronione prawem autorskim. Kopiowanie zabronione.