Press "Enter" to skip to content

Przeciw rozpaczy. Chrześcijanie najbardziej prześladowani, ale coraz liczniejsi

Niedawne wydarzenia na Sri Lance po raz kolejny uświadomiły nam jak wielką nienawiścią darzeni są wyznawcy Chrystusa. Nienawiść ta manifestuje się na przeróżne sposoby. Raz przybiera postać wchodzącego do Kościoła w Wielką Sobotę zamachowca, innym razem objawia się „jedynie” w postaci hejtu w mediach społecznościowych. Jednak na przekór wszystkiemu, mimo prześladowań, Chrystus obdarza nowym życiem coraz więcej osób. Naukowe dane niezbicie wskazują, że katolików na całym świecie jest coraz więcej.  

Katolik świadomy otaczającej go rzeczywistości, gdyby nie był osobą wierzącą w sens jaki naszemu życiu nadała zbawcza śmierć Jezusa Chrystusa, już dawno porzuciłby wyznawaną wiarę. Zewsząd dochodzą nas wieści o postępującej laicyzacji Zachodu, jesteśmy utrzymywani w pedagogice wstydu, która nakazuje nam odwracać wzrok od cywilizacyjnego dorobku całej christianitas. Odsądza się nas od czci i wiary jako „obrońców pedofilii”, przeciwników nauki czy hamujących postęp na drodze do świetlanej przyszłości całej ludzkości. Kościół pozostający wierny chrystusowej nauce znajduje się w defensywie. Kiedy otwarcie mówi o grzechu, potępia promocję homoseksualizmu czy potwierdza realne istnienie Złego Ducha, zaraz obrywa medialnym lewym sierpowym na tyle mocno by na jakiś czas zamilknąć. Nieco inaczej wygląda sytuacja u tych, którzy dla bożka świętego spokoju złożyli ofiarę z wierności wyznawanym wartościom i zawierając niepisany pakt o nieagresji z wrogami Kościoła, cieszą się (jeszcze) względnym spokojem. Nie jest to jednak przedmiotem naszych dzisiejszych rozważań.

Będziecie w nienawiści u wszystkich z powodu mego imienia”.

Chcąc nie chcąc, w takim świecie przyszło nam żyć. Powyższy wstęp ma przysłużyć się pokazaniu kontrastu jaki rysuje się kiedy tylko wyjrzymy poza nasze „zachodnie” podwórko. Patrząc na Kościół w ujęciu globalnym widzimy jak dla Chrystusa zdobywana jest coraz większa ilość dusz. I to w jakim tempie! Mimo prześladowań, gwałtownie rośnie liczba chrześcijan w Chinach. Około 50 tys. chrztów rocznie to już norma. W niesamowitym tempie rozwija się chrześcijaństwo w Afryce. Szacuje się, że do 2050 roku, będzie żyło tam niemal 475 milionów wyznawców Chrystusa. Czarny Ląd tym samym na długie lata wyprzedzi pod tym względem pozostałe kontynenty. Dochodzi do tego wzrastająca liczba katechumenów na całym świecie oraz coraz liczniejsze konwersje z innych religii czy wyznań chrześcijańskich. Ale po kolei.

Afryka nadzieją Kościoła

Wzrastająca globalnie liczba chrześcijan nie jest jedynie następstwem zwiększającej się liczby populacji jako takiej. Watykańskie badania przeprowadzone w 2016 pokazują, że katolików przybywa w szybszym tempie niż ludzi na ziemi.Na początku dwudziestego wieku liczba katolików wynosiła 266 milionów co stanowiło 48 proc. wszystkich chrześcijan oraz 17 proc. całej populacji. Sto lat później, wiarę w Chrystusa wyznaje 1,2 miliarda ludzi; 50 proc. wszystkich chrześcijan oraz 16 proc. całej populacji. W przeciągu wieku proporcje nie zmieniły się zbyt znacząco. Uwagę zwracają jednak zmiany geograficzne. Okazuje się bowiem, że to w Afryce rysuje się przyszłość Kościoła. Podczas gdy Europa stopniowo odchodzi od Chrystusa, to właśnie w Afryce liczba  wiernych wzrasta w najszybszym tempie; przewiduje się że do 2050 roku wzrośnie ona do około 475 milionów i przeskoczy zarówno Europę jak i obie Ameryki.

Interesujące dane dochodzą do nas przede wszystkim z rejonu Afryki subsaharyjskiej. W krajach zdominowanych przez wyznawców Islamu, aż 177 milionów z nich zamiast Szahady codziennie odmawia nicejskie wyznanie wiary. Stanowi to około 21 proc. tamtejszej ludności, co jeszcze sto lat temu byłoby niewyobrażalne (1 proc. w 1900 roku).

Na takie wyniki wpływ ma oczywiście demografia. Podczas gdy katolicka Europa wymiera – ze średnim współczynnikiem dzietności na poziomie ok. 1.58 – to np. w Demokratycznej Republice Konga współczynnik dzietności wynosi już 4.8. Wzrastająca liczba ludności dotyczy także rodzin chrześcijańskich, a w szczególności katolików. Dlaczego te informacje napawają nas aż taką nadzieją?

Chodzi przede wszystkim o to JAKI Kościół wyrasta w Afryce. Aż serce rośnie kiedy słyszy się wypowiedzi bodaj najpopularniejszego afrykańskiego hierarchy, kard. Roberta Saraha z Gwinei, opowiadającego się za Kościołem Chrystusowym, nie odrzucającym „bagażu tradycji”, broniącym tradycyjnych podstaw rodziny i otwarcie mówiącym o kryzysie dotykającym część ludzi Kościoła. Nie sposób przejść obojętnie obok odważnej wypowiedzi biskupa Andrew Nkea Fuanyi z Kamerunu, który podczas Synodu Młodych otwarcie powiedział, że gdyby miał ogłosić deklaracje o włączaniu „osób LGBT” w życie Kościoła, to nikt wśród tamtejszych katolików nie wiedziałby co to jest. Ponadto zaznaczał, że jego parafie aż pękają w szwach od wiernych – i to pomimo braku zastosowania modernistycznych nowinek przedstawianych w Europie jako lek na laicyzację Zachodu.

Zmiany w Amerykańskim Kościele. Ilość czy jakość?

Po niedawnych niezwykle bolesnych wydarzeniach jakie obserwować mogliśmy (i nadal obserwujemy) w amerykańskim Kościele, część z nas mogła dojść do wniosku, że los tamtejszej wspólnoty jest już przesądzony. Skala przestępstw seksualnych jaka ujrzała światło dzienne poważnie nadwyrężyła zaufanie do Kościoła wielu Amerykanów. Nawet wśród wielu gorliwych katolików, oddanych od wielu lat życiu Kościoła urosły wątpliwości co do tego, czy w ogóle bezpiecznie posyłać jest dzieci by służyły do Mszy jako ministranci! I rzeczywiście; około jedna trzecia katolików będących w Kościele od urodzenia, w późniejszym etapie życia przestaje identyfikować się z jakąkolwiek wiarą lub znajduje miejsce w jednej z protestanckich denominacji. Co dziesiąty Amerykanin jest… byłym katolikiem. Widzimy jednak, że Pan nigdy nie opuszcza swojej Oblubienicy i w Kościele ponownie odnajduje sens swojego życia coraz więcej osób.

W 2019 roku podczas Liturgii Wigilii Paschalnej w całych Stanach Zjednoczonych na łono Kościoła przyjęto 37 tys. katechumenów! To o siedem tysięcy więcej niż w zeszłym roku; widzimy jak coraz więcej osób decyduje się na wstąpienia na drogę przygotowującą do życia w Kościele. Nadzieją napawa ogólna liczba konwertytów z innych religii lub bez przeszłości w jakiejkolwiek wspólnocie.

Dzisiaj dostępne jest mnóstwo świadectw nawróconych pastorów, którzy w Rzymskim Kościele znaleźli pełnię objawienia – ogólna liczba konwertytów w amerykańskim kościele wynosi 6,8 miliona. Najliczniejszą grupą wśród nawróconych stanowią osoby określane jako „intellectual converts”, czyli osoby, które świadomie dostrzegły potrzebę i zrozumiały konieczność przejścia na katolicyzm. Wyraźnie widać, że Kościół w Stanach Zjednoczonych przechodzi zmianę na rzecz „jakości”; chodzi o coraz większą liczbę katolików świadomych wyznawanej wiary. Według badań statystycznych, demograficzny ratunek dla Kościoła w USA przyniosą imigranci. Ponad połowa amerykańskich katolików (52 proc.) ma korzenie latynoskie, a wśród katolików-imigrantów znajdziemy także wielu przybyszów z Europy (głównie z Polski) czy Azji.

Chiny, Indie, Filipiny. Kościół w Azji rośnie jak na drożdżach

Patrząc na dane pokazujące tempo wzrostu liczby chińskich katolików, nie dziwi sposób z jakim obchodzi się z Kościołem komunistyczny rząd. Liczne prześladowania będące następstwem polityki sinizacji życia religijnego Chińczyków nie biorą się znikąd. W Państwie Środka katolików przybywa w niesamowitym tempie. W 2010 roku, Pew Research Center oszacowało liczbę rzymskich katolików na 9 milionów. Trzy lata później, raport New York Timesa wskazał już na 15 milionów wyznawców Chrystusa. Co roku chrzci się tam co najmniej 50 tysięcy dzieci. W państwie, któremu na skutek polityki jednego dziecka grozi demograficzny kryzys (jak to dziwnie brzmi w odniesieniu do Chin!), wzrastająca liczba katolików zdaje się być swoistym fenomenem. Jeżeli dodamy do tego trwające prześladowania; burzenie kościołów, ścinanie krzyży, „znikanie” księży czy rugowanie religii z życia publicznego, to po raz kolejny znajdziemy dowód na prawdziwość stwierdzenia, że „krew męczenników jest posiewem nowych chrześcijan”.

Wzrasta też – mimo wszystko – liczba chrześcijan w państwie poważnie walczącym z Chinami o miano najliczniejszego kraju świata. W Indiach bowiem liczba wyznawców Chrystusa, według niektórych badań, wzrasta nawet szybciej niż w Państwie Środka – z 10 milionów w 2010 roku do 19 w 2013. Pierwsze miejsce wśród azjatyckich krajów z najliczniejszą liczbą katolików od wielu lat posiadają Filipiny. Tam 73 miliony katolików stanowią 81 proc. całej populacji kraju, co stanowi 53 proc. wszystkich katolików w Azji.

Co z tą Europą?

Patrząc na liczby bezwzględne nie mamy wątpliwości, że to Stary Kontynent przeżywa kryzys wiary. Odbija się to także na liczbie katolików; coraz częściej Europejczycy swój stosunek do religii określają jako „agnostyczny” czy „ateistyczny”. Z drugiej strony, Europa zachodnia zalewana jest falą islamizacji. Liczba muzułmanów wzrasta średnio 3.8 razy szybciej w porównaniu do liczby katolików. Do tego dochodzi szeroko pojęta „jakość” wyznawanej wiary, za ocenę której może posłużyć nam stosunek do kluczowych z punktu widzenia katolickiej nauki kwestii. Rozkład moralny katolickiej niegdyś Irlandii objawił się na początku w wyborze homoseksualnego premiera, następnie zalegalizowano tzw. związki jednopłciowe, by w 2018 roku przegłosować legalizację aborcji. W jednym z najbardziej katolickich do niedawna krajów Europy – Hiszpanii, od lat rządzi lewica a podejście do kwestii kluczowych z punktu widzenia nauki moralnej Kościoła – np. antykoncepcji – pozostawia wiele do życzenia.

Zadziwiająca jest jednak sytuacja we Francji. Postrzeganie tamtejszego Kościoła jedynie w postaci pustych katedr sprzedawanych na cele komercyjne jest obrazem niepełnym. We Francji od lat coraz wyraźniej dają o sobie znać środowiska tradycyjne, coraz więcej kapłanów przechodzi formację w seminariach właśnie o takiej charakterystyce. Podczas pożaru katedry Notre-Dame w Paryżu ze wzruszeniem oglądaliśmy modlących się na różańcu, śpiewających łacińskie hymny młodych ludzi.

Dużo o sytuacji Kościoła we Francji mówi także charakterystyka katechumenów. Przybywa ich co roku około 4,5 tys! Połowa z nich urodziła się w rodzinie chrześcijańskiej (przeróżnych denominacji), 22 proc. to osoby nie mające żadnego wcześniejszego doświadczenia religijnego, a 7 proc. to konwertyci z Islamu. Okazuje się, że w Kościele osoby te odnajdują odpowiedzi na pytania jakie ateistyczno-liberalna kultura nie była w stanie zaoferować. Warto przy tym pamiętać, że dla muzułmanina przyjęcie chrztu łączy się z niebezpieczeństwem odrzucenia, wyklęcia przez rodzinę, a w skrajnych przypadkach groźbą śmierci. Kapłani prowadzący kursy katechumenalne przygotowują te osoby na przyszłe konsekwencje z jakimi wiąże się wyznawanie wiary w Chrystusa. Mimo wszystko, z roku na rok liczba konwersji z Islamu rośnie.

Podobna sytuacja ma miejsce w Szwecji. W kraju gdzie w przeszłości katolicyzm był systemowo tępiony za pomocą złożonego z przedstawicieli Luterańskiego Kościoła Szwecji aparatu państwowego, Kościół Katolicki przeżywa prawdziwe odrodzenie – dzisiaj jest najprężniej rozwijającą się grupą religijną w skandynawskim państwie. Do liczącej 116 tysięcy wiernych wspólnoty, z roku na rok przybywają kolejne tysiące. Okazuje się, że katolików w Szwecji może być nawet połowę więcej, gdyż oficjalne dane nie zawierają informacji o katolickich imigrantach oraz brak jest aktualnych informacji o nowych katechumenach. Nic lepiej nie odzwierciedla odrodzenia tamtejszego Kościoła jak historia pierwszego od dawna szwedzkiego kardynała, Andersa Arboreliusa, który jest byłym luterańskim pastorem. „Wielu spośród najbardziej tradycyjnych i gorliwych katolików przeszło na łono Kościoła z luteranizmu (…) są oni także najbardziej głośni w social-mediach” – podkreślał szwedzki kardynał.  

Podczas gdy w Azji, Afryce czy Ameryce Południowej wzrost liczby katolików ma charakter głównie demograficzny, to kraje Zachodu (Europa i USA) zdają się „rezygnować” z ilości na rzecz szeroko rozumianej „jakości” – lub bardziej właściwie – głębszej świadomości życia religijnego wiernych. Fakt bycia najbardziej prześladowaną grupą religijną świata w niczym nie przeszkadza rozwojowi Kościoła. Jest wręcz przeciwnie! Tam gdzie jeszcze jakiś czas temu za wyznawanie wiary w Chrystusa groziła śmierć (Japonia, kraje Maghrebu, Emiraty Arabskie itd.), lub wiązała się z wieloma trudnościami w życiu społecznym (USA, Szwecja, Chiny) dzisiaj Kościół, choć boryka się z wieloma trudnościami, zyskuje nowych wyznawców.

Co niezwykłe, ludzie nadal przychodzą do Kościoła targanego kryzysem na niespotykaną dotychczas skalę. Obserwowany u części hierarchów brak woli zrozumienia jego podstaw nie pozwala optymistycznie patrzeć w przyszłość. W niektórych krajach dochodzi do tak rażących systemowych odstępstw od  doktryny, że niektórzy nie boją się otwarcie mówić o schizmie. Kościół – zwłaszcza w krajach Zachodu – coraz rzadziej mówi o grzechu, nauce moralnej czy Bożej Sprawiedliwości. Zamiast tego coraz częściej mamy do czynienia z głoszeniem „ewangelii sukcesu”, prezentowaniem rozmytej doktryny i jej niejasnych tłumaczeń. To niesamowite jak w czasach zamętu Chrystus nadal znajduje drogę do serca człowieka. Mimo, że część katechumenów przechodzi na katolicyzm ze względów rodzinnych (np. ponieważ współmałżonek jest katolikiem), to sama chęć zrozumienia w przyszłości pełni objawienia uzdalnia ich do przyjęcia chrztu w imię Jezusa Chrystusa. Kościół uginający się pod ciężarem grzechów jego członków, często prowadzony jedynie przez najemników zamiast pasterzy, a mimo to nadal zdobywający nowych członków, jest żywym dowodem na jego ponadziemski charakter. Chrystus jest w nim nadal żywy i to On poprzez swoje niedoskonałe narzędzie prowadzi coraz więcej ludzi do zbawienia.

W środku gorzkich rozważań o skali prześladowań chrześcijan na całym świecie, znajdujemy więc myśl przepełnioną niezwykłą nadzieją. Wiemy przecież, że „Błogosławieni jesteście, gdy [ludzie] wam urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na was”. Ale to nie wszystko; prześladowania oznaczają błogosławieństwo przede wszystkim dla ludzi najbardziej go potrzebujących – prześladowców. W takich momentach chrześcijanie stają się dla nich „solą ziemi i światłem świata”, które powinno świecić tym jaśniej „aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie”.

Piotr Relich
(Pch24.pl)

Inne artykuły GłównaWięcej wpisów »
Mission News Theme by Compete Themes.
error: Treści chronione prawem autorskim. Kopiowanie zabronione.