Press "Enter" to skip to content

Taka artystyczna przypowieść…

Największym wyzwaniem był dla niego wiatr i to zmaganie się z nim, Kiedy dogonił go mocny podmuch – zawracał i pędził na przekór przebijając fale powietrza. Kochał to zmęczenie szarpania się z żywiołami, śmiał robiąc slalomy między strzałami błyskawic, wtórował krzykiem wojownika piorunowym salwom. Wolny najbardziej jak tylko można być wolnym. Zapuszczał się w nowe a każde miejsce należało do niego, było dla niego dostępne i mu uległe. Znaczył swoje mapy krzykiem zwycięzcy i znał je na pamięć każdą porą roku. Na swój dom wybrał niedostępne dla nikogo miejsce, wysoko w skalnej jamie prawie na szczycie jak on niedostępnej dla słabych góry. Był władcą, dla którego granice, grawitacja i żywioły były tylko tłem do harców gdzie dumnie stroszyły się jego nieograniczone niczym możliwości. Był orłem. Takich jak on brano na herby, godła i guziki mundurów niepokonanych wojsk. Był wysoko zawieszoną poprzeczka, symbolem i azymutem wolności, odwagi i mocy dla tych, w których nie krył się duch niewolnika.

Patrzyła na niego z zazdrością i strachem. Z podziwem i zawiścią. Jej wyobraźnia mówiła, że on widzi niedostępne dla niej pejzaże, ale też podsuwała strachliwą myśl, że przecież gdzieś tam wyżej niż płot i dalej niż zagroda nie sypie nikt ziarna i nie można podkraść pomyj ze żłobu dla świń. Nie wiedziała jednak jak gigantycznie dalej niż sięga jej wyobraźnia on dociera każdego dnia. Nie wiedziała, że on nie przedziera się przez płoty czy strach bo w jego świecie ma żadnych płotów i ograniczeń a strach nie ma do niego dostępu. Nie umiała sobie ani wyobrazić jego świata ani rozbudzić w sobie pragnienia, żeby tam dotrzeć. Była kurą. I podwórko po którym histerycznie biegały takie jak ona było jedynym światem jaki znała i ogarniała. Kiedy przelatywał nad ich klepiskiem razem z innymi przysiadała ze strachu i podziwu wydając z siebie tylko gdakliwe skrzeczenie jakże ciche w zestawieniu z jego dumnym krzykiem władcy, który może wszystko.

To był dzień taki jak wiele innych. Orzeł z rozpostartymi szeroko skrzydłami przeciął niebo nad podwórkiem prześcigając wiatr dumnie wykrzyczał glorię swojej wolności.
I wtedy kura zagdakała nerwowo kręcąc głową „ja też jestem wolna, ja też mogę wszystko!. Podbiegły do niej inne kury i zaczęły powtarzać po niej jak mantrę „możemy wszystko, jesteśmy wolne”. „Zobaczcie – zawołała – jeśli pójdziemy na całość wszystkie razem, będziemy wolne, nie dajmy się ograniczać, to jest nasz świat i my tu decydujemy, bądźmy jak orzeł”! I kura przymknęła oczy, zacisnęła skrzydła… Pozostałe patrzyły na nią zachwycone. Zebrały w sobie całą moc, jedna, druga, wszystkie… Z całych sił pierwszy raz doświadczały wzbierania w nich mocy, rozpościerały zachwycone skrzydła „jesteśmy jak orzeł, wolne” wołały. Każda dawała z siebie ile tylko mogła czując kurzą dumę. Czuły się wolne jak orzeł i mogły robić wszystko…
– Wacław! – zawołała gospodyni – chodź tu natychmiast! Widziałeś coś podobnego? Zobacz co te kury narobiły! Zasrały jak nigdy całe podwórko!

Dedykuję różnym takim artystom.

Barbara Konarska

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »
Mission News Theme by Compete Themes.
error: Treści chronione prawem autorskim. Kopiowanie zabronione.