Press "Enter" to skip to content

Jak odpowiemy na profanacje na homoparadach?

Setki ludzi przeszły ulicami Brukseli. I cóż z tego – zapyta ktoś – wszak co dzień przechodzą tamtędy dziesiątki tysięcy!? Ale to nie byli zwykli brukselczycy. Grupa ta stanowiła sól belgijskiej ziemi – sól, której w tej nieszczęsnej krainie zostało jedynie kilka ziarenek, dość łatwych do zliczenia.

Szli ulicami miasta, które dawno sprzedało duszę diabłu. Miasta, w którym tłamsi się wolność całych narodów. Maszerowali przez stolicę kraju, którego obywatele przebrani w lekarskie kitle w majestacie „prawa” decydują, czy odebrać życie choremu człowiekowi – również dziecku – w imię „jakości życia”. Szli ulicami codziennie goszczącymi tych, którzy z zimną krwią mordują niewiniątka w łonach matek. Szli pod krytycznym wzrokiem ludzi dumnych z życia w kraju, który jako drugi na świecie zalegalizował jawną kpinę z Dzieła Stworzenia – „małżeństwa homoseksualne”.

Trzymając w rękach białe róże, mijali budynki, których rezydenci pragną zainstalować te ohydne bezeceństwa i zbrodnie na całym świecie.

Niektórzy nie szli samodzielnie – ktoś inny popychał ich wózek.

Chociaż szli za dnia, to kroczyli wśród ciemności, nie lękając się jej jednak, gdyż bezgranicznie ufali Bogu, zapowiadającemu wszak, że to On będzie walczył za nich! Pan powiedział swoim aniołom o maszerujących mieszkańcach Brukseli, aby ich wiedli po każdej z dróg i aby na skrzydłach swoich ich nosili, by żaden z maszerujących nie uraził swej nogi o kamień.

Szli w brukselskim Marszu dla Życia.

Nasz kraj nie upadł jeszcze tak nisko jak Belgia. Soli wciąż jest na polskiej ziemi znacznie więcej niż w Brabancji. Ale ilu z nas wciąż jest w stanie – tak jak tych kilkuset Belgów w każdym wieku i o każdym kolorze skóry – zaświadczyć, że chcemy, by sól nie straciła smaku? Bo czymże ją wówczas posolić?

Od Bałtyku po Tatry, od Odry po Bug, w maju i w czerwcu przejdą przez naszą ojczyznę Marsze dla Życia i Rodziny. W ponad stu miastach. W czasie, gdy życie i rodzina coraz częściej padają ofiarą wściekłych ataków! Czy będę potrafił ich bronić? Czy poświęcę chwilę, by znaleźć w internecie informacje o marszu w moim mieście? Czy poświęcę kawałek wolnego dnia, aby wraz z innymi dać świadectwo Prawdzie w warunkach wciąż przecież o wiele przychylniejszych, niż uczyniło to kilkuset Belgów? Czy zabiorę tam swoją rodzinę, czy poinformuję znajomych, czy włączę się w organizację?

Czy może zaśpię, jak apostołowie w Ogrójcu, nie potrafiąc sobie uświadomić, że ktoś obcy, w mojej własnej ojczyźnie, właśnie odbiera mi najcenniejszy Skarb?

Krystian Kratiuk
/Pch24.pl/

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »
Mission News Theme by Compete Themes.
error: Treści chronione prawem autorskim. Kopiowanie zabronione.