Press "Enter" to skip to content

Miecz słowa

I rzekł do nich: Czy brak wam było czegokolwiek, kiedy was posyłałem bez trzosa, bez torby i bez sandałów? Oni odpowiedzieli: niczego. Lecz teraz mówię wam, kto ma trzos, niech go weźmie, tak samo torbę, a kto nie ma, niech sprzeda swój płaszcz i kupi miecz. (…) Oni rzekli: Panie, tu są dwa miecze. Odpowiedział im: Wystarczy.”(Łk 22, 35-38)

Towarzysze Jezusa widząc, na co się zanosi, zapytali: Panie, czy mamy uderzyć mieczem? I któryś z nich uderzył sługę najwyższego kapłana i odciął mu prawe ucho. Lecz Jezus odpowiedział: Przestańcie, dosyć! I dotknąwszy ucha, uzdrowił go.” (Łk 22, 49-51)

Ten fragment Ewangelii usłyszeliśmy w Niedzielę Palmową. Nie chcę jednak rozważać Jezusowej Męki, trwamy przecież w okresie paschalnej radości. To bowiem, co uderzyło mnie w tych fragmentach było jedno słowo:„miecz”.

Kojarzy się nam ono z narzędziem walki, zaczepnej lub obronnej; z czymś co zadaje ból, rani, jest narzędziem zbrodni; co budzi strach i stwarza poczucie zagrożenia lub poczucie siły, dla tego, kto go posiada. Młodzi chłopcy, od wieków, uwielbiali zabawę w rycerza triumfalnie trzymającego swój miecz, z dumą ratując piękną białogłowę, damę serca. Dziwnie jednak brzmi wspomnienie o mieczu w ustach Jezusa, Księcia Pokoju – zwłaszcza może w obliczu Męki, w czasie której przyjmie wszystko bez przywoływania na pomoc Anielskiego Wojska.(Miecz jest także atrybutem św. Michała Archanioła oraz Anioła strzegącego Raju po wygnaniu Prarodziców).Ojcowie Kościoła przyjmowali zasadę, że słowo tłumaczy się przez słowo – Biblia sama daje nam podpowiedz jak mamy rozumieć jej stwierdzenia.Kiedy więc słuchałam aklamacji tej perykopy moim pierwszym skojarzeniem było: miecz to symbol słowa, Słowa Bożego.Takie przecież odniesienie, aluzję czynią Psalmy, św. Paweł w swoich listach apostolskich oraz Apokalipsa św. Jana. Spróbujmy więc w tym kluczu odczytać ten fragment.

Pamiętamy wskazówki jakie Jezus udzielił pierwszym posłanym na misje uczniom. Brak sandałów, trzosa, laski, dwóch sukien – to obraz zawierzenia Bogu, Jego Opatrzności i Mądrości Ducha Świętego; symbol niepolegania na sobie, szczerości i bezinteresownego głoszenia, wolnego od nastawienia na korzyści i zaszczyty, bez udawania. Czyżby w Wieczerniku Jezus zmienił zdanie?Nie. Stwierdzenie „niech go weźmie”, czyli zachęta do wyposażenia, jest (wszystko to proszę traktować jako moje prywatne rozważanie, „gdybanie”, które mam nadzieje, że nie ma znamion herezji) uznaniem dla zdobytego doświadczenia Uczniów. To cenne dla nas. Zmieniła się przecież forma obecności wśród nas i z nami Jezusa. Choć jak najbardziej realna i prawdziwa, jednak pod osłoną. Dziś idąc głosić zabieramy ze sobą doświadczenie pokoleń, bazujemy na mądrości przodków, Ojców wiary i Świętych. Dlaczego jednak Jezus mówi o sprzedaży płaszcza? Płaszcz to ta część garderoby, która nas okrywa. Być może można odczytać to w kategorii zachęty do przejrzystości, do owej szczerości i czystości. Dalej jednak pojawia się już wzmianka o mieczu. Bo nie mamy skrywać się za własnymi słowami, swoimi mądrościami. Mamy iść i głosić nie siebie, ale Słowo Boga. To tym „mieczem obosiecznym’ przenikającym do szpiku kości mamy poruszać ludzkie sumienia, przemieniać otaczający nas świat, aby był naprawdę Boży. Uczniów w Wieczerniku było sporo, Jezus mówi, że dwa miecze wystarczą. W pierwszej chwili pomyślałam, że liczba „dwa” oznacza Stary i Nowy Testament. Ale pomyślmy dalej. Skoro na tak liczną grupę przypada tak mała liczba danego sprzętu, czyż ów pozorny niedostatek nie zacieśni jeszcze bardziej więzów wspólnoty?Gdyby każdy miał swój własny miecz, czy by nie zaczęli wojować między sobą? Nie zaczęłyby się wzajemne popisy, udowadnianie sobie czegoś, spory i waśnie? (wspomnijmy cóż wydarzyło się w Kościele po ogłoszeniu przez Lutra prawa do indywidualnej interpretacji Pisma Św., według gustu i zależnie od potrzeby – nie liczyła się już całość Objawienia, ale wyrywane z kontekstu frazesy). Ów niedostatek zdaje się być czymś błogosławionym. To też zachęta do docenienia tego, co mamy. Z jednej strony piękne i zapewne rozwijające jest pragnienie, tęsknota za Panem, chęć poznawania Go coraz bardziej i głębsze wnikanie w Tajemnicę. Tylko postawmy sobie pytanie o motywacje, o nasze intencje. Czy to wynika z miłości – jak oblubienica, która krok po kroku, gest za gestem poznaje i odkrywa swego Umiłowanego? Czy z chęci zaspokojenia ambicji, dominacji nad innymi zdobytą wiedzą?W dzisiejszym świecie, także duchowości, jest wyraźna moda na „nowinki”, ciągłe poszukiwanie, łapczywe chwytanie doznań, emocjonalnego i spektakularnego przeżywania wiary. Ledwo coś się ugryzie, jeszcze dobrze się nie strawi, już chwytamy za następny kawałek. A Jezus najgłośniej mówi w milczeniu, w wiernym trwaniu. Ojcowie Kościoła lekturę Pisma Świętego porównywali do konsumpcji migdała. Nie da się go zjeść od razu, trzeba powoli zdejmować kolejne warstwy aż dojdzie się do „serca”. W Piśmie Świętym, w tych dwóch mieczach, mamy więc pełnię, niezbędny dla nas pokarm na czas ziemskiej pielgrzymki wiary. Pan pozostawił nam także narzędzia, którymi powinniśmy posługiwać się przy spożywaniu – autorytet i nauczanie magisterium Kościoła, Ojcowie i Święci, potwierdzona wiekami Tradycja (tylko czy my je znamy? Zachwycamy się, bo „charyzmatyk t o powiedział”- ale jakby dobrze się wczytać, wiele z tego, co obecnie głoszone jest jako „nowinki” zostało przed wiekami wypowiedziane – zaprawdę, Ojcowie Kościoła to niedoceniony fundament gmachu wiary). Jest jeszcze wspólnota wiary, której zadaniem jest strzeżenie tego skarbu przed heretyckimi wpływami. Goniąc za „nowinkami” łatwo można przegapić prawdziwe skarby, które mamy na wyciągniecie ręki, tuż obok. Można się zastanowić czy Uczniowie mieli już wcześniej świadomość tego, że posiadają owe dwa miecze? (Dobrze, Nowy Testament został spisany później, ale oni widzieli jak jego sceny rozgrywają się na ich oczach, są jego bohaterami). Gdy się odkryje ich obecność okazuje się, że nie ma potrzeby sprzedawać płaszcza. Więc z jednej strony – otwartość i gotowość do rezygnacji z siebie, „zgubienie siebie” w Panu, ale z drugiej nieskończony szacunek Pana dla naszej osoby, osobowości i Łaska, która buduje na naturze. Uznanie Łaski, uznanie wielkich rzeczy, które Pan nam czyni, w nas i z nami, a jednocześnie wolność od tego w błogosławionej świadomości, że wszystko mamy od Pana, to Jego inicjatywa, Jego wola gdzie, co i kiedy. Maryja nie znała godziny, dnia Zwiastowania, ale czuwała, by Pan zawsze zastał Ją przygotowaną do pełnienia Jego woli…

Dotykamy tu tematu bycia zawsze gotowym

Jezus przecież wielokrotnie pouczał uczniów: „czuwajcie i bądźcie gotowi”. Przywołajmy jeszcze raz postać rycerza, wojownika. Czy śpi on daleko od swego miecza, zwłaszcza podczas wyprawy? Nie, czuwa i pilnuje swojej broni, by mieć ją zawsze w pobliżu. A czyż nasze życie nie jest ciągłym bojowaniem? Wielorakie są moce z którymi walczymy. To nasze osobiste pokusy, nasze słabości, zaniedbania i grzechy. To zabieganie o codzienną wierność Panu, o przykładne spełnianie swoich obowiązków, jako aktów miłości ku Panu i dla dobra innych. Ale to także świadomość zobowiązania do świadczenia o Bogu, do głoszenia Jego Słowa, zobowiązanie do obrony wiary i wartości religijnych, chrześcijańskich, do stawania po stronie prawdy, moralności i życia. To walka o wewnętrzną prawdę, spójność i przejrzystość, jedność czynów i poglądów, słów i myśli. To prawdziwe pole bitwy pełne pułapek i zasadzek. To także pole naszych potknięć, odkrywania prawdy o naszej kruchości, niestałość i umiejętność przyjmowania porażek, kiedy w konkretnej sytuacji, która jest świetną okazją do weryfikacji naszego świadectwa, nagle zachowujemy się zupełnie inaczej niż to sobie czy innym obiecywaliśmy – pozostają wtedy łzy piotrowe. Upadek może być wielką lekcją, błogosławioną próbą – choć od razu trudno tak na to spojrzeć, raczej katujemy siebie wyrzutami sumienia, mieszamy samych siebie z błotem, nie potrafimy się pozbierać i lamentujemy, a walka trwa dalej, trzeba iść dalej (może i w takim kontekście psalmista kilkakrotnie powtarza pouczenie, by nie pokładać ufności w książętach, w człowieku, w sobie samym, bo ostatecznie jedyną obroną, murem obronnym, wieżą warowną przeciw wrogowi jest Bóg).

Święci Apostołowie pouczali, byśmy zawsze byli gotowi stanąć do obrony wiary, do wytłumaczenia prawd, które wyznajemy. W tym wymiarze każdy z nas musi być apologetą. Żeby nim jednak być trzeba samemu znać te prawdy. Dobry rycerz dwa o swoje miecze, czyści je i dogląda. Niedługo po Wielkanocy przeżywamy Tydzień Biblijny. Być może takie usytuowanie tego Tygodnia jest związane z perykopą o uczniach zmierzających do Emaus – Jezus wyjaśniał im Pisma, to, co one mówiły o Nim, jak na Niego i Jego Mękę i Zmartwychwstanie wskazywały począwszy od najdawniejszych ksiąg i prorockich przepowiedni. Tłumaczy im „w drodze” – Pismo musi z nami wędrować, być naszym towarzyszem w codziennej pielgrzymce, ono i my, my i ono – relacja wzajemnego towarzyszenia. Niektórzy mówią , że to Pismo czyta nas. A niewątpliwie jest dla nas zwierciadłem i – właśnie – owym mieczem. Miecz musi czasem zadać ranę. Nawet Bóg mówi o sobie, że „rani i sam leczy”, kogo kocha, ćwiczy i poddaje próbom, oczyszcza. Miecz przecina więzy niewoli, rozrywa zasłony, wyzwala, pomaga przedzierać się przez gąszcz trudności, wątpliwości. Jaki jest nasz stosunek do Pisma Świętego? Jeżeli miecz leży osamotniony, pozbawiony opieki i zainteresowania ze strony właściciela, niszczeje i staje się bezużyteczny. Pismo Święte zawsze będzie żywe, to przecież głos samego Boga, którego Imię brzmi Ja Jestem, ale im bardziej my będziemy się od niego oddalali, tym trudniej będzie nam do niego powrócić, jeżeli miedzy nami nie zaistnienie „relacja przyjaźni”, będą to dla nas nic nieznaczące karty, w najlepszym wypadku zbiór opowiadań o jakieś wartości literackiej, historycznej – ale nie będą to dla nas słowa miłującego Boga. Miecz jest także potrzebny wojownikowi po to, by nie walczył ręcznie. Nie mamy być apologetami o własnych siłach, ani nie mamy bronić Boga własnymi poglądami (przez to można tylko wypaczyć Jego Obraz). Tu potrzeba ducha posłuszeństwa, pokory, ale też pamięci, że Bóg sam wskaże nam drogę, metodę, którą mamy „walczyć”, co i jak powiedzieć.

Dotykając tematu metody, przechodzimy do drugiej perykopy zacytowanej na początku

Uczeń, który chwycił za miecz w obronie Chrystusa chciał zapewne dobrze, myślał o Panu i o swoich współtowarzyszach, widział przed sobą zgraję ludzi o nieczystych intencjach. W pamięci miał pewnie jeszcze słowa z Wieczernika. A jednak reakcja Jezusa musiała go zaskoczyć. Każe mieć miecz, a nie pozwala go użyć czy też wręcz gani za użycie? „Miecz” Słowa ma służyć obronie, ale nigdy nie może być przyczyną zgorszenia. Przenika sumienia, „włókna duszy”, ten wewnętrzny „szpik”, ale nie ma za cel zniszczenie danej osoby. Podobnie jak walczymy czy napiętnujemy ,korygujemy, grzech a nie grzesznika. Słowo Boga jest życiodajne, jest zdrojem wody żywej. Tymczasemjakże często – w naszym użyciu – staje się niszczycielską bronią. Tak, Ewangelią, Pismem, można zabić. Chwytamy za nie z premedytacją, stajemy się okrutnikami w wyłapywaniu cytatów i atakowaniu nimi z nieczystych intencji – żeby tylko dokuczyć, żeby tylko zabolało.Są różne metody czytania Hymnu o Miłości – ale czy kiedyś próbowali Państwo zamiast słowa „miłość” wstawić „Słowo Boże”? (skoro zamiast „miłość” wstawiamy „Jezus Chrystus”, a jest On przecież najdoskonalszym Słowem Bożym, to myślę, że taka propozycja jest uzasadniona). Ciekawy będzie efekt. Także w kontekście poruszanego przez nas tematu „metody”. Cierpliwość, łagodność, radość z prawdy, wytrwałość, wierność, ufność. Przeminą ludzkie kazania, teologiczne dysputy i posiedzenia „jaskini filozofów”, ale pozostanie Słowo. W Listach Apostolskich znajdziemy jeszcze zachętę – „nastawaj w porę i w nie porę, poucz, wykaż błąd” i zaraz: „z całą łagodnością i cierpliwością”. Właśnie. Stanowczo, konkretnie, ale z szacunkiem. „Miecz” ten nie ma być bronią podstępną, ale by wszystko, także nasze przepowiadanie,służyło „ku zbudowaniu braci”. Jeden z Ojców Kościoła powiedział, że „chwałą Boga jest człowiek żyjący”. Jakże więc ten człowiek może Słowem Boga niszczyć innych? Może ów uczeń chciał się wykazać odwagą. (My opieramy się na opisie pozostawionym nam przez św. Łukasza, natomiast św. Jan zanotował, że owym uczniem był Piotr – porywczy, pełen zapału; w tej chwili mógł poczuć satysfakcję, że postępuje zgodnie ze złożoną w Wieczerniku deklaracją – tylko, że jednorazowe gesty, tzw. pokazowe, to jeszcze nie pełnia świadectwa). Mam wrażenie, myśląc także o sobie, ale też słuchając różnych wiadomości, że nam brakuje tej odwagi by być świadkami i głosicielami Słowa Życia (choć chwalebne są przykłady współczesnych, jakże licznych, męczenników, autentycznych wyznawców Chrystusa). Może uczeń chciał zapisać się na kartach historii jako bohater tamtej nocy. Tylko, że w przepowiadaniu nie chodzi o promowanie siebie. To nie nasze słowa mają moc, ale jedynie Słowo Boga. To przecież na słowo Boga powstał świat, powstał człowiek, w końcu to Słowo stało się Ciałem i dokonało dzieła odkupienia człowieka. Za słowem Boga idą konkrety, idzie dzieło stworzenia, idzie czyn. Słowo to jest twórcze (św. Maksymilian powie, że tylko miłość jest twórcza, myślę, że można to odczytać analogicznie). I to jest kolejna istotna sprawa. Czyn. Kiedy św. Franciszek posyłał braci do pracy misyjnej, apostolskiej, z serca – i swoim własnym przykładem – uczył ich, że mają Ewangelię głosić życiem, a dopiero kiedy trzeba używać do tego słów. Średniowiecze pozostawiło nam ciekawą formę Pisma Świętego. Była to tak zwana Biblia ubogich. Cóż ją stanowiło? Obrazy, witraże, rzeźba. Nie było słów – ze względu na niepiśmienny lud – były konkretne „ilustracje”. Z czasem Tradycja i Święci będą wskazywać, że „dziś to człowiek jest jedyną Biblią jaką jeszcze ktoś może czytać”. Cóż wyczyta śledząc moje, konkretne, postawy, czyny?

We współczesnym świecie zewsząd jesteśmy atakowani słowem, często bardzo hałaśliwym – wszędzie jakieś hasła, slogany, wielkie tezy bez pokrycia, słowne przepychanki.Ludzie utożsamiają nas z naszymi słowami. Sposób przepowiadania jest świadectwem, może on też, przez niewłaściwą formę, zniechęcić zamiast pociągnąć do Pana; może też wprowadzić zamęt czy też poprowadzić na ścieżki herezji. Ważne jest też nieprzypisywanie sobie tego, co jest Boga. Zauważmy też, że ów uczeń nie poczekał na odpowiedź Pana; nim ona padła, chwycił za miecz. Nic nie może być zbudowane na duchu nieposłuszeństwa. Ojcowie Kościoła „łapali się za głowę” pełni lęku – ile herezji może powstać „na bazie” Pisma Świętego – to znaczy na bazie ludzkiej, niepokornej interpretacji i zawłaszczania.

Jezus zgromił uczniów: „Przestańcie, dosyć!” Na innym miejscu Pan ostrzeże nas, że z każdego wypowiedzianego słowa będziemy musieli zdać rachunek, ale także z tego jak i do jakich celów wykorzystywaliśmy Słowo Boże. Wielką mądrością jest modlitwa Psalmisty: „Panie, postaw straż przy bramie warg moich”. Św. Faustyna będzie zastanawiać się, jak to możliwe, że język który jeszcze chwilę temu przyjmował Pana Eucharystycznego, za moment staje się – by znów posłużyć się określeniem z Psalmów – „ostrą brzytwą, sprawcą podstępu”? W jednej ze swoich piosenek Buław Okudżawa śpiewał: „a jednak naprawdę w milczeniu jest sens , jest dobroć w milczeniu”. Nie wolno nam milczeć kiedy trzeba przemawiać, ale trzeba też umieć milczeć. Współczesny człowiek chyba musi na nowo odkryć wartość milczenia – najpierw we własnym wnętrzu. Bóg, który jest Słowem, przecież przemawia w ciszy. Kiedyś przeczytałam, potem zapisałam sobie, bardzo ciekawą myśl: „Bóg jest głosem delikatnego milczenia. Kontemplować to milczeć słysząc słowo milczenia Boga”. Można czytać Jego Pismo, ale jeżeli czynimy to w zgiełku, gdy i w sobie samym nosimy jarmark, nie usłyszymy. A gdy nie usłyszy, to jakże uwierzymy? A jeśli my sami autentycznie nie uwierzymy, to jakże (i co w takim razie) będziemy głosić? Jak pisał św. Paweł w liście do Rzymian: wiara rodzi się ze słuchania. Ks. Krzysztof Wons w jednej ze swoich konferencji zauważył: „tyle jest wiary ile słuchania Słowa Bożego; na tyle żywa wiara, na ile żywa relacja ze Słowem; na tyle wiara jest konkretna, na ile nasze słuchanie Słowa nie jest abstrakcyjne, ale jest zakorzenione w naszej historii życia”

Zakończmy nasze rozważania modlitwą z Księgi Mądrości, ale według tłumaczenia, które znajdziemy w Piśmie Świętym wydanym przez Edycję św. Pawła:

Oby Bóg pozwolił mi wyrazić myśl właściwym słowem i godnie rozważać dary od Niego otrzymane. Jesteśmy w Jego ręku – my sami jak i nasze słowa” (Mdr 7, 15-16).

s. M. Teresa Pechman
od Jezusa królującego w boskiej Eucharystii
(OCPA)

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »
Mission News Theme by Compete Themes.
error: Treści chronione prawem autorskim. Kopiowanie zabronione.