Press "Enter" to skip to content

Atakują rodzinę

Nasila się atak na tradycję i to co dla nas stanowi o istocie Polskości. Właśnie wystartował nowy „projekt” – nowe ugrupowanie polityczne utożsamiane z postacią byłego prezydenta Słupska – Roberta Biedronia. Wielka feta i oczywiście natychmiast pojawiły się – obficie promowane przez media – postulaty „unormalnienia Polski”. Jak ma ta „normalna Polska” wyglądać?: oczywiście trzeba zmniejszyć mityczne wpływy kościoła katolickiego, wspomagać promocję zabijania nienarodzonych dzieci, wyrugować religię ze szkół i pokazać Polakom, że nowoczesny „przyjazny” obywatel naszego kraju jest kimś na wzór Biedronia. Należy też zniszczyć narodową pamięć, a więc zlikwidować IPN.

Homoseksualizm pełną parą wkracza do polskiej sfery publicznej, poglądy grupki społecznej przejawiającej niepowszechne tendencje seksualne mają się stać równoprawną opcją życia publicznego. Homoseksualizm zmienia się w homopolitykę. 

Nie obserwujmy jednak jedynie przedstawień, a zanurzmy się nieco głębiej, poszukajmy sprężyny promocji wszelkich marginalnych poglądów, które w Europie stały się nietykalne i uosabiają postęp i nowoczesność. Nieprzypadkowo odpalono w Polsce kilka naraz takich zdarzeń. Obiektem ataku jest …zwykła, polska rodzina. Pod osłoną błyszczących dekoracji, nienagannych garniturów i gładkiej „mowy przyjaźni i miłości” następuje bezwzględny atak na polskie świętości, ale przede wszystkim na najważniejsze ogniwo naszego społeczeństwa – rodzinę. Wtórują temu np. autorzy rzekomo katolickiego „Tygodnika Powszechnego” i zamęt, dezorientacja rośnie. 

Na tym właśnie zależy dowódcom tej wojny. Oni nie występują na scenie, nie udzielają wywiadów w modnych telewizjach, nie piszą dwuznacznych – w etycznej wymowie – artykułów. Oni jedynie kierują coraz większą strugę pieniędzy na wprawienie tych kół w ruch. Oni sterują kradzieżą najbardziej pozytywnie kojarzonych słów. Po zohydzeniu tęczy, przyszła pora na zawłaszczenie pojęcia „wiosna”, z całym bogactwem naszych dobrych przeżyć i skojarzeń. Coś, co powinno być kojarzone z ciemnym „dark roomem” wypełza na światło dzienne i usiłuje odwracać znaczenia. Ukradziono już słowo „miłość”, określając nim zachowania, które z prawdziwą miłością nie mają wiele do czynienia, zohydzono słowo „przyjaciel”, wykrzywia się rozumienie pojęcia „małżeństwo”, teraz główne uderzenia skierowane zostaną na naczelny obiekt ich nienawiści – rodzinę.

Dlaczego właśnie rodzina stała się teraz celem tak brutalnego ataku? 

Wynika to z charakteru neomarksizmu. Jest jak grypa, złośliwa zaraza, która niestety uzyskała zdolność uczenia się i mutowania. Główni ideolodzy wyciągnęli wnioski z klęski siłowej wersji wprowadzania marksizmu. Doświadczenia katastrofy koncepcji „Ojczyzny Proletariatu”, żenującego upadku idei ogólnoświatowej rewolucji pod przywództwem Związku Sowieckiego, nauczyły marksistów tego, że ludzie nie znoszą „nowej religii”, jeśli najważniejszymi argumentami, które za nią stoją są czołgi i bagnety. Nowa próba narzucenia wolnym ludziom totalitarnej ideologii odbywa się zatem w rękawiczkach, została obliczona na pokolenia i opiera się na założeniu, że cenzora i policjanta należy budować w każdym z nas. Każdy z nas ma pilnować siebie i trzebić wszelkie myśli i koncepty, które nie będą zgodne z coraz ciaśniejszym gorsetem ideologii, którą marksiści narzucają nam z godną podziwu cierpliwością i konsekwencją. Tym razem marksiści prawidłowo zdefiniowali podstawowe ogniwo oporu przeciwko ich wizji świata – jest nim właśnie rodzina. 

Polacy średniego pokolenia i starsi doskonale pamiętają uporczywą walkę, jaką codziennie toczyły polskie rodziny z marksistowskimi programami indoktrynacji w szkołach, mediach i przestrzeni publicznej. Dzieci wracając ze szkoły codziennie były zaszczepiane w rodzinach przeciwko bolszewickim wyziewom. Prawdziwa historia przekazywana była przez dziadków i rodziców, oni także strzegli tego, co dla Polaków najświętsze – religii i tradycji. Na nic zdały się akcje propagandowe, przymusowy udział w pierwszomajowych pochodach, akademie ku czci…, pogadanki, „lektury”, Polacy nie dali się ani zastraszyć, ani przekupić. Śmiało można dziś powiedzieć, że klęska marksistów przyszła właśnie w rodzin, z twardego obstawania przy Kościele, z lekcji religii prowadzonych w parafialnych salkach.

Oni zatem poprawnie zidentyfikowali swojego najgroźniejszego przeciwnika. Zrozumieli, że bez rozbicia rodzin, bez wprowadzenia do nich zamętu i konfliktu nie zdołają Polakom narzucić swojej wizji świata. Niech zatem nie zwiodą was arcysympatyczni koryfeusze nowej wojny, niech nie uśpią waszej czujności słodkie prawienia o „mowie miłości” i „mowie nienawiści”.  To wciąż ci sami totalitaryści, oni nie zrezygnowali. Zmieniły się ich metody, zaprzęgli do swojej akcji nowoczesne technologie i ogromne środki finansowe. Jeśli uda się im odesłać dziadków do domów starców, narzucić trwogę milczenia rodzicom, to dzieci pozostaną bezbronnie wydane na oddziaływanie mediów, szkoły i sztucznie formowanych trendów mody. Eutanazja, aborcja, zrównanie statusu homoseksualnych par z normalnymi małżeństwami, możliwość przysposabiania dzieci przez homoseksualistów i wyznawców innych deprawujących zachowań seksualnych, to broń jaka teraz używana jest tylko w jednym celu – zniszczenia tradycyjnego pojmowania rodziny, miłości rodzicielskiej, autorytetu rodziców, to jedynie środki do obezwładnienia Polaków, do zniszczenia ich pewności duchowej.

Ludzie wyrwani z rodzin, pozbawieni pewności płynącej z ich atmosfery, staną się łatwym łupem dla agresywnej propagandy. Wyrzuceni ze swoich gniazd staniemy się jedynie coraz mniej pewnymi kształtu świata jednostkami, które będą mogły być poddane jedwabnej presji dominującego dziś w mediach, na uczelniach, w wielu opiniotwórczych instytucjach, neomarksizmu.

Atak na rodzinę pokazuje, że zakończył się właśnie pierwszy etap światowej rewolucji marksistowskiej. Postulowany przez Antonio Gramsciego „marsz przez instytucje” przyniósł im sukces.  Mają narzędzia do następnego ruchu – agresywnego zmieniania kształtu społeczeństwa. W tym celu muszą oczywiście rozprawić się jeszcze z kościołem i tradycyjnie rozumianymi narodami, muszą przede wszystkim zniszczyć naszą wolność. Bez rodzin będzie to jednak już o wiele łatwiejsze.

Oczywiście nikt nie zamierza teraz budować obozów koncentracyjnych i gułagów, wystarczy że każdemu z obywateli stopniowo, bez odczuwalnego nacisku, założy się kaganiec wewnętrznej cenzury i obrożę krzepnącą każdego dnia na skutek propagandy serwowanej przez opanowane przez nich media. Zawładnęli dużą częścią kultury, rozdają prestiżowe nagrody, płacą za głośne deklamowanie wyznawanych przez nich poglądów. Rolę papug nowego systemu pełnią tuczeni przez neomarksistowskie pieniądze celebryci, którzy niepostrzeżenie zajęli rolę tradycyjnych autorytetów, które stały na straży wartości wyznawanych przez społeczeństwo.

Czy musimy wpadać w panikę? Wręcz przeciwnie, tradycyjny nasz przeciwnik – duch kłamstwa – nienawidzi być rozpoznawany. Kiedy wyraźnie widzimy jego knucie i strategie główna część jego siły pryska. Spokojnie…przetrwaliśmy już większe opresje. 

Witold Gadowski

Inne artykuły GłównaWięcej wpisów »
Mission News Theme by Compete Themes.
error: Treści chronione prawem autorskim. Kopiowanie zabronione.