Press "Enter" to skip to content

Przymierza pod srebrnym niebem

Abraham siedział u wejścia do namiotu. Południowy skwar właśnie łagodniał i pojawił się nawet delikatny, ożywczy powiew wiatru. Abraham spoglądał w kierunku drogi. Droga była pusta – zupełnie jak jego zmęczona dusza w której zbyt dużo było smutku i rezygnacji, aby móc nazwać to duchowym pokojem.

Dawno temu, gdy opuszczał rodzinne Ur, był wewnętrznie skupiony, ale radosny zarazem. Wszyscy się wówczas temu dziwili, tym bardziej, że nie był w stanie dać żadnej konkretnej odpowiedzi na ich pytanie dokąd zmierza. Niezręcznie było mu mówić, że słyszał głos Boży i że idzie za tym głosem. Nawet Sara nie bardzo rozumiała jego decyzję, ale czuła wyraźnie, że powinna mu towarzyszyć i z całym przekonaniem wybrała się razem z nim w drogę.

Nie mieli dzieci. To był ich wielki problem, ale jednocześnie ułatwiało im to porzucenie domu i udanie się w nieznane. Tym bardziej, że głęboko w sercu mieli nadzieję na Boże błogosławieństwo. Liczyli na Jego cudowną interwencję, bo Bóg przecież nie tylko jest wszechmocny, ale kocha pielgrzymów wędrujących za Jego głosem.

Siedząc u wejścia do namiotu, Abraham myślał właśnie o tych sprawach, albo raczej trzeba to określić jako walkę z pokusą uznania całej swojej życiowej pielgrzymki jako jednej wielkiej pomyłki wplątania się w wyimaginowane powołanie, którego albo zupełnie nie było, albo on je źle zrozumiał i na co innego liczył aniżeli to, co od Boga otrzymał.

I właśnie wtedy Abraham usłyszał znowu, bardzo wyraźnie, ten głos za którym się udał do ziemi Kanaan po wielką życiowa nagrodę. Głos mu teraz mówił: „Nie obawiaj się, Abramie, bo Ja jestem twoim obrońcą; nagroda twoja będzie sowita”.

Zadrżał na całym ciele, gdy usłyszał ten głos i pomyślał sobie: „jednak droga nie jest tak pusta, jak przypuszczał i w namiocie też nie jestem sam”. Co jednak mogło dla niego realnie znaczyć teraz zapewnienie, że „ nagroda będzie sowita”? Przecież on i Sara byli zbyt starzy, żeby podniecać się jeszcze jakimiś nagrodami.

Głos z nieba jednak, nie zwracając uwagi na jego wahanie, kazał mu wyjść z namiotu i Abraham to uczynił. Dźwięczał mu w uszach nocny koncert cykad, czuł delikatny powiew wiatru i nawet zauważył, że zapach nocy był podobny do tej w którą zdecydował się opuścić swoją ojczyznę i udać się w drogę, po wielką nagrodę, którą jeden mąż Boży określił mianem pełnią życia.

Ten sam głos teraz mu mówił :” Spójrz na niebo i policz gwiazdy, jeśli zdołasz to uczynić”. Potem dodał: „Tak liczne będzie twoje potomstwo” i stał się cud, bo po tylu gorzkich próbach życiowych, po przejściu tylu pustych dróg i tylu samotnych rozmyślaniach u wejścia do swego namiotu, Abraham uwierzył jeszcze raz w to, co Bóg do niego powiedział i na przekór wszelkiej ludzkiej logice znów zaufał Bogu.

Bóg uznał mu to za zasługę i zawarł z nim przymierze, dając mu tego materialny znak, bo gdy on „… zapadł w głęboki sen i opanowało go uczucie lęku, jak gdyby ogarnęła go wielka ciemność (…) ogień niby gorejąca pochodnia” przesunął się nad poćwiartowanymi ciałami zwierząt. Dla nas ten ogień i to przymierze był zapowiedzią Ducha Świętego, który zstąpił na rodzący się Kościół w dniu Pięćdziesiątnicy.

Strach i uwielbienie mieszały się w sercu Abrahama z coraz wyraźniejszym poczuciem ulgi. Drżące światła rozgwieżdżonego nieba potwierdziły jego duszy prawdę usłyszanych słów. Zaczął rozumieć i zaczął odczuwać już tutaj i już teraz, realność spełnienia się Bożej obietnicy, chociaż nie można tego było przecież pojąć ludzkim rozumem.

Abraham uwierzył z nową mocą, że Bóg z miłością nad wszystkim panuje. Jeszcze raz ufnie Mu się zawierzył i wtedy dopiero dostrzegł, że Sara znajduje się obok niego i ona też patrzy w niebo. Oboje dziwili się w jak naturalny sposób pusta droga biegnąca opodal ich namiotu łączy się z drogą jarzących się srebrnym światłem gwiazd, wznosząc się coraz wyżej i wyżej.

Abraham delikatnie pociągnął ku sobie żonę i objął ją ramieniem. Sara miała w oczach srebrne łzy i srebrny uśmiech migotał na jej twarzy. Wyglądali jak wędrowcy, którzy nareszcie, po długiej drodze spotkali się pod srebrnym niebem i odbierali od Boga obiecaną nagrodę.

My doświadczamy tego cudu w Eucharystii, jeśli oczywiście mamy wiarę.

o. Zygmunt Kwiatkowski SJ

Inne artykuły ArchiwumWięcej wpisów »
Mission News Theme by Compete Themes.
error: Treści chronione prawem autorskim. Kopiowanie zabronione.